Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zachowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zachowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lipca 2013

osiołek

Marta potrafi być uparta jak osioł. Wczoraj byliśmy u babci. Praktycznie cały dzień spędzony na dworze. Gdy weszłyśmy do domu to Tusia miała iść umyć rączki do łazienki. Niestety upasła się, że nie umyje i koniec. Po dłuższej chwili Mirek się już porządnie wkurzył i zaciągnął małą do łazienki i próbował na siłę ją myć. Mała darła się w niebogłosy i w pewnym momencie słyszę:
MAMA RATUJ!!!
Uśmiałam się, bo ciekawe skąd wiedziała, że ma krzyczeć ratuj?! hehe :D

czwartek, 27 czerwca 2013

nie rozumiem :/

Nauka siusiania idzie nam coraz lepiej. Nawet w żłobku już był pierwszy sukces na nocniczek.
Jednak nie rozumiem, dlaczego Tusia woli robić siusiu na nocnik w ubranych majteczkach i/lub spodenkach ? Próbuję ją uczyć ściągania majteczek i ubierania, jednak jest pod tym względem bardzo oporna. Ja tylko mówię, aby spróbowała to Ona od razu mówi: nieeee mama! I ja mam jej zdjąć czy podciągnąć.
Nawet dziś rano absolutnie nie chciała zdjąć majteczek. Już mnie nosiło aby na nią nakrzyczeć, ale nie chcę tego zrobić, bo boję się, że się zatnie lub będzie miała uraz do nocniczka. Więc spokojnie tłumaczę, mówię, pokazuję etc... i nic :(  W końcu widzę, że zaraz zrobi i szybko ją łapię, ściągam majteczki prawie siłą i siadam ją i od razu robi. Gdybym jej nie ściągnęła najchętniej by usiadła w majteczkach. A przy ściąganiu majteczek jest prawie płacz. próbuje mnie bić i nawet rzuca nocnikiem.
Naprawdę nie rozumiem tego zachowania? Czy jej lepiej się robi przez majteczki?


środa, 20 marca 2013

Czy to już bunt dwulatka?

Już nie wiem co się dzieje z tą moją panienką....
Jej zachowanie staje się coraz gorsze....
Jest uparta, strasznie szybko się złości, wszystko chce robić sama....
A takie zachowanie jest przede wszystkim przy rodzicach....
Bo jak na razie jak jest u babci to jest grzeczna...
Naprawdę staram się trzymać nerwy na wodzy....
Staram się tłumaczyć, być cierpliwa, przeczekać napady złości i płaczu....

Przykład z dzisiaj rana:
Jak codziennie rano idziemy umyć zęby. Zawsze najpierw nakładam pastę na Tusi szczoteczkę i chwilę szoruję jej ząbki, a potem daję jej szczoteczkę do ręki i Ona sama kończy myć. Potem ja myję swoje a Ona próbuje mnie naśladować lub po prostu podgryza szczoteczkę. Czasami był mały bunt, ale po chwili tłumaczenia, że jak mama umyje Tusi ząbki to będzie mogła potem sama....
A dziś co? Mama nie może umyć księżniczce ząbków, bo Ona chce sama i już. Płakała... nie ryczała tak głośno, że chyba cała blok ją słyszał, aż smarki miała do brody!!! Mama nie może umyć jej ząbków, bo Ona sama. Z jednej strony chciałam ulec, bo serce mi pękało jak tak płakała. Jednak nie uległam, bo coraz częściej w innych sytuacjach nas sprawdza ile może, kiedy rodzice ustąpią i dadzą to co chce... Po 15 minutach takiego wycia uspokoiła się, podeszła do mnie i się przytuliła. Kiedy spytałam się czy teraz możemy umyć ząbki to powiedziała TAK. Umyłam jej ząbki, dałam jej szczoteczkę i z uśmiechem od ucha do ucha myła sama i nawet króliczkowi chciała umyć. Po chwili oddała mi szczoteczkę i powiedziała NIE MA. Ja się pytam czy skończyła, a On dotyka włosia i mówi NIE MA. Odpowiadam, że pasty już nie ma i to znak, że umyłaś już ząbki i że teraz opłuczemy szczoteczkę i odłożymy do kubeczka. Na wszystko ochoczo się zgodziła.

Potem cała wesoła jakby nigdy nic poszła po książeczkę i oglądałyśmy zwierzątka.

Już nawet nie liczę ile takich jej zachowań pojawia się o krótkim okresie czasu....
Naprawdę nie wiem jak ma się zachowywać, bo naprawdę nerwy mamy już przy nie zszargane.... czasami mało co brakuje abym na nią porządnie nawrzeszczała.

Jak się zachowywać, aby jej nie ulec, ale też aby o wszystko nie płakała.??? Tyle emocji temu towarzyszy....
Kurczę jak ciężko dobrze wychować dziecko..... jak ciężko.....

wtorek, 19 marca 2013

ząbek nr 14 i charakterek...

Ufff... jest kolejna górna górna trójeczka - prawa :)
Niby nie było źle, niby lepiej niż przy czwórkach, ale i tak parę nocy spałyśmy razem. Pomagały czopki na noc Viburcol. Obyło się bez przeciwgorączkowych. Aż dziw, że tym razem nie było w ogóle gorączki :) Jedynie trochę pojawił się katarek i kaszelek.
Przez te trójki mamy już prawie 2 miesiące opóźnienia w szczepieniu... No ale co się odwlecze to nie uciecze. To już będzie ostatnie szczepienie - jupi!!!

A co do charakterku - wczoraj M. obcierał młodą ze żłobka,bo ja byłam w pracy do 22giej. Kiedy przyszedł przybiegła to taty, zrobiła papa paniom i wyszli normalnie do szatni .... a tam jakaś histeria, szloch, wicie się, spazmy.... Mirek mówił, że nie wiedział co ma zrobić, bo pierwszy raz tak się zaczęła zachowywać... W pewnym momencie wyrwała mu się i podbiegła do drzwi od sali zabaw i zaczęła podskakiwać do klamki! No to jej otworzył. Wbiegła i pokazuje pani na okno - a że to było już przed samą 17stą to pani ściągnęła rolety na dół. Tak jej się to nie spodobało, że dała popis histerii. Pani podciągnęła roletę do góry i niby było już ok, ale ubrać się nie chciała dać. Nawet pani przyszła i chciała pomóc, ale nic z tego...Dopiero jak przyszła któraś z mam z małym pieskiem po swoje dziecko to dała się przekonać do ubrania. Tatuś wytłumaczył, że musi się ubrać, bo piesek zaraz pójdzie na dwór a tam jest zimno i że jeśli chce wyjść i zobaczyć jak piesek biega to musi się ubrać :)

Poza tym strasznie zrobiła się Zosia Samosia z ubieraniem się. Jest naprawdę ciężko, bo idzie to opornie. Na razie nauczyła się zakładać bluzki przez głowę :D, ale jak czasami jej to nie wychodzi a zapytam się czy pomóc,  to się tak złości, że potrafi zdeptać swoją bluzkę. Uczę ją rozbierać się, ale strasznie szybko się złości i denerwuje jak nie wychodzi.

I jeszcze nowe słowa, które mówi z upodobaniem:
-ceść
- pipa (czytaj pupa)
-pepa (świnka Pepa)
- opa (weźcie mnie na rączki)
-oko
-auto
-nie ma
-moje
-tutaj

Oczywiście słów, które powtarza jest dużo więcej, ale te to mówi sama :)





środa, 6 lutego 2013

trzeba się dzielić

Dzielenie się czymś to trudna sztuka.

Martusia ostatnio ma hopla na mówienie "moje" łącznie z trzymaniem jakiegoś przedmiotu w rączce. Innym przykładem jest gdy rysujemy: ja trzymam kredkę, a Ona mi ją zabiera i mówi: moje.
Takich przykładów jest więcej.

Jest jednak coś czym się dzieli: jedzenie :) Mimo jej ogromnego łakomstwa i apetytu, lubi się dzielić, częstować, dać posmakować... i nie tylko ze mną czy tatą.
Takim kimś jest jej ukochany króliczek :) Ostatnio np. koniecznie musiał lizać z nią lizaka :P
Po takiej degustacji nadawał się tylko do prania :)
No nic - najważniejsze, że się dzieli :)





Ps. na jutrzejszy tłusty czwartek jesteśmy gotowi :)
Robiłam dziś faworki.
Pierwsze przed południem. Chciałam, żeby były "light". W gazecie znalazłam przepis na faworki pieczone w piekarniku. Zrobiłam je pierwszy i ostatni raz. Smakują okropnie!! Nie są zjadliwe.
Drugie zrobiłam po południu, tradycyjnie, smażone... i są pyszne :) Tusia zjadła aż 3 :)
Z porcji ciasta wyszło koło 60szt.
Oczywiście jutro pączusie też będą ... a potem 1-2 kilo do przodu :(


Ps2. Mirka boli gardło - chłop chory to chłop umierający.... :/ jaki on bidulek, jak się użala... a to tylko trochę gardło boli... co to będzie jak go rozłoży na dobre!!! Oby nie. Już go faszeruję czosnkiem ,ferwexem itp.  och !