niedziela, 29 lipca 2012

oj jak boli :(

Miałam mieć nockę w pracy, ale byłam tylko do północy, bo Tusia miała gorączkę i nie mogła spać.
To wszystko przez zęba - tak mi się wydaje. Cały czas nie może się przebić górna lewa dwójka.
Dzisiejsza noc była bardzo ciężka. Do północy miałam z Mirkiem gorącą linię. Jednak on nie dawał dalej racy i wyszłam z pracy chwilę po północy (dobrze, że mogłam ). Podobno cały czas wołała mama i nawet wzięła jego telefon i mnie wołała...
 Mirek z Tusią przyjechali po mnie autem. Mała zasnęła w foteliku, ale kiedy ją wyciągałam to się przebudziła, ale jak weszliśmy do domu to dała się odłożyć do łóżeczka, My szczęśliwi, że będzie spałą, ale niestety trwało to niecałe 30min. I się zaczęła jada! Cały czas tak płakała i płakała. Normalnie jakby ją ze skóry obdzierali :( Jak to musi ją boleć :( Dlaczego na mnie ten ból nie może przejść?
Dostała Panadol - pomógł na gorączkę, ale ból nie przeszedł. Posmarowałam jej dziąsełko żelem, ale nic to nie dało :(
Dopiero o 4.30 przebrałam małą w suche rzeczy (bo rampers od gorączki i potu miała mokry) i poszłam z nią na spacer. Wzięłam koc, mleczko, herbatkę, ale nic nie wypiła. Zasnęła mi w wózku o 5.15 i tak chciałam z nią spacerować aż się obudzi, ale niestety wygonił mnie deszcz , a do tego się błyskało.
Mirek po nas zszedł na dół na klatkę i wnieśliśmy wózek ze śpiącą Martusią na balkon. I jak na razie sobie moja królewna słodko śpiuchna - oby jak najdłużej bo bynajmniej we śnie ją nie boli...

Mam tylko nadzieję, że już ząbek się przebije i da nam spokój...

A ja z tego wszystkiego nie mogę spać... w sumie to się już nie opłaca bo jest 6 rano  hehhe

piątek, 27 lipca 2012

niania

 Dlaczego doba jest taka krótka?

Odkąd pracuję nie mam czasu na nic.. to jest straszne...
A najbardziej mnie boli, że tak mało jestem z Tusią, a wiem, że ona mnie potrzebuje...
Boli mnie to...

Minął już tydzień jak pracuję. Na razie przez jeszcze 2 tygodnie będę chodziła na popołudniówki od 14 do 22. Do tego teraz idę na nockę z soboty na niedzielę.

Na razie wielką pomoc mam od rodziny. Głównie teść i moja siostra. Od przyszłego tygodnia dojdzie jeszcze mój tata. Co ja bym bez nich zrobiła.....

A teraz najważniejsze - wczoraj wieczorem dałam ogłoszenie na naszym miejscowym portalu, że szukam niani. Tylko nie potrzebuję jej na cały etat, tylko co drugi tydzień kiedy mam ranną zmianę. Bo ja do pracy będę wychodziła o 5.30 a żłobek jest od 6.45. Ja nie dam rady jej zaprowadzić, Mirek też bo wychodzi o 5.30. Niania będzie potrzebna, aby posiedzieć jak mała jeszcze śpi, potem jak się obudzi koło 8 - 8.30 dać jej kaszę do picia, potem ubrać i zaprowadzić do żłobka. I to wszystko przez 4 dni w tygodniu do drugi tydzień.

Telefony mi się dziś urywały - choć byłam sceptycznie nastawiona, że nikt nie będzie chętny na tak małą ilość godzin. Niestety większość to nastolatki, chcące dorobić w wakacje, potem starsze panie, które chcą aby im dziecko zawozić, bo one nie będą się fatygowały do mnie (bo przecież to ja potrzebuję opiekunki  i to w moim interesie jest dowożenie dziecka do niani), albo mocno wygórowane oczekiwania finansowe.

Dziś też puściłam w pracy info, że szukam niani i okazało się, że siostra koleżanki z pracy może się zająć moją Tusią (sama ma 2 dzieci, odchowane), jest po 40stce i pracuje tylko popołudniami więc jej takie dorobienie interesuje. Teraz musimy się tylko z nią spotkać, muszą się poznać z Tusią i za 2 tygodnie będzie mogła zacząć :) Mam wielką nadzieję, że to wypali! Oczywiście ona wie, że będzie miała pracę jak i ja ją będę miała.

Powiem, że koszty żłobka i niani nie będą kosmiczne, bo żłobek miesięcznie 420zł ,a opiekunce będę płaciła 5zł na godzinę (czyli ok. 200zł). Nie jest źle :)

Teraz oby wszystko się udało, oby Tusia polubiła nową "ciocię". To i mi kamień z serca spadnie, bo na razie to jestem jednym kłębkiem nerwów :(




wtorek, 24 lipca 2012

organizujemy się...

No i chodzę do pracy. jest ciężko, bo tyle osób jest zaangażowanych w opiekę nad małą...
Na razie 3 tygodnie pod rząd chodzę na 14 do 22. Po 13stej przyjeżdża teść, po 15stej moja siostra, a na koniec przed 17stą mąż.
Najgorsze jest jednak to, że Tusia ciężko znosi rozłąkę ze mną. Dziś jest strasznie płaczliwa, cały czas tylko by chciała na opa i się przytula - jakby rozumiała, że znowu ją zostawię :(
Najciężej jest wieczorem, bo nie chce zasypiać beze mnie. Mirek nie może jej uspać, a zawsze bez  problemu sama zasypiała. Teraz to ja ją usypiam na rękach i to z problemem, nie chce dać się odłożyć do łóżeczka - tak strasznie wtedy płacze... a mi się chce płakać razem z nią...

Uczymy się organizacji czasu - na razie na wszystko brakuje mi czasu, bo dotąd robiłam wszystko powoli, bez pośpiechu... a teraz w biegu... nawet na pisanie nie mam czasu.
Tak jak teraz  - jest 13sta, zaraz teść przyjedzie a ja wychodzę, więc wpis też jest w biegu....


piątek, 20 lipca 2012

nic nie jest proste................

Zanim pojawiła się Tusia pracowałam sobie w banku. Praca jak praca, ale naprawdę pozawierałam tam kilka fajnych znajomości. Kontakt z niektórymi dziewczynami mam do dziś :)
Jednak początki ciąży były trudne, więc szybko poszłam na zwolnienie i tak już zostało do porodu. Przemawiały też za tym godziny dojazdu  (ok 3-4 w dwie strony). Na początku myślałam, że po macierzyńskim i urlopach wrócę, ale tak się nie stało. Raz, że Tusia wymagała rehabilitacji,  po drugie Mirek też pracuje w Gdańsku. A gdyby była potrzeba być nagle przy dziecku? - my bylibyśmy tak po około 2h - to stanowczo za długo!!!  Więc gdy zbliżał się mój powrót do pracy, przyszła mi z pomocą restrukturyzacja w banku - załapałam się na solidną odprawę i w taki oto sposób zostałam bezrobotna.
Teraz już chciałam iść do pracy, więc od jakiegoś dobrego miesiąca wysyłam CV i......NIC! Nawet na jednej rozmowie nie byłam. Jakie to frustrujące. Trochę mniej już ciągnie do ludzi no i z kasą robi się krucho, więc praca by się przydała.
Z pomocą przyszłą mi moja koleżanka i tak oto mam pierwszą nockę w pracy za sobą! Nie powiem było mi ciężko zostawić Tusię - wiem , że z tatą nic jej nie będzie, ale to ja zawsze ją usypiałam.. Do tego pcha się druga górna dwójka i ma przy niej biegunkę. I niestety nie dała tatusiowy spokojnego wieczoru - tak naprawdę zasnęła przed 12 w nocy!!! Może i też moją nieobecność wyczuła? Ja byłam 10h w pracy. Praca mało ambitna - kontroler ds. jakości. Umowa na zlecenie, płacą 13zł brutto. Jednak u nas z pracą jest ogromna lipa... ale szukam dalej, bo ta to nie jest moim marzeniem.
Jeszcze się okaże czy będę pracowała, bo inaczej teoria a inaczej praktyka :( miałam mieć zmiany 6-14 i 14-22. A tu nocka, często każą zostawać dłużej (przychodzisz do 14stej a zostajesz do np 17stej) To bardzo mi nie odpowiada. Ja potrzebuję pracy ze stabilnymi godzinami, no i te nocki... nie jestem gotowa ...
Jutro też idę na nockę 18-6 rano. I niedziela będzie do dupy bo będę odsypiać... a i jeszcze coś lipa jest z grafikiem, bo jakiś jest ruchomy, nie wiadomo kiedy do pracy.  A jak muszę wiedzieć, bo co z Tusią zrobię?
Przy tej pracy żłobek raczej odpada, bo zmiana ranna jest od 6 a żłobek od 6.45 :( Muszę zagadać z sąsiadką, która kiedyś się deklarowała, że może zająć się mała, ale jak na złość od tygodnia jej nie ma, a nie mam jej nr tel :( 

I JAK MY SOBIE PORADZIMY? :(



czwartek, 19 lipca 2012

Tusiowe roczkowe prezenciory!

W imieniu Martusi chcielibyśmy podziękować bardzo za prezenciory, które dostała :)

Z wszystkich jest bardzo zadowolona i wszystkie są bardzo ładne i fajne!



OD BABCI MARYSI I DZIADKA STASIA
OD RODZICÓW CHRZESTNYCH: CIOCI SABINY I WUJKA WALDKA
OD RODZICÓW CHRZESTNYCH  - JEŹDZIK-PCHACZ
OD BABCI BASI I DZIADKA ROMKA
OD BABCI BASI I DZIADKA ROMKA
OD BABCI MARYSI I DZIADKA STASIA - DOLNA NIEBIESKA SKRZYNIA WYŁADOWANA KLOCKAMI
OD PRABABCI ELI - NAKLEJKA NA DRZWI :)
OD PRABABCI ELI - KSIĄŻECZKA
OD PRABABCI ELI - KSIĄŻECZKA


BARDZO DZIĘKUJEMY

wtorek, 17 lipca 2012

zdolny TATA!!!

Muszę to przyznać, że tatuś jest zdolny! Mamy w domu meble jego wykonania :) Nie ma w tym kierunku wykształcenia, ale wyobraźnie przestrzenną ma ! W przeciwieństwie do mnie hehehe.

A jak jego zdolności mają się do Marty - otóż mają. Tata uwielbia budować z klocków. Pierwsze klocki kupiłam w czerwcu. Żadne firmowe, takie zwykłe. Worek 500szt kosztował 50zł.
Jednak tatuś stwierdził, że to za mało klocków, bo nie można jakiś fajnych konstrukcji budować.
Najładniejszą rzeczą z tych klocków był statek  (z masztem!)

A oto on:


Tusię odganiał jak muchę, bo mu psuła. Musiałam ją zająć, aby mógł tworzyć - artysta :)
 Na szczęście spodobało jej się siedzenie w skrzyni z zabawkami i czytanie książeczki.
CZYTAM - TO NIC, ŻE DO GÓRY NOGAMI :P

Skoro klocków było za mało to dziadkowie kupili Tusi (czytaj tatusiowi) ogromny wór 600 klocków i drugą skrzynię!

I tak oto tatuś mógł znowu tworzyć!
Tym razem to był zamek!
A  na koniec powiedział: to jeszcze za mało klocków!!!!
No masakra....
No i oczywiście Tusia znowu mu chciała rozwalać, więc zaczęłam ją kąpać, bo tatuś stracił poczucie czasu przy tej budowli...

A oto efekt:


Ciekawe co będzie następne?

poniedziałek, 16 lipca 2012

Wyniki CANDY :)

Moje drogie - tak powiem, bo same kobitki brały udział w CANDY :)
I tak dziś Tusia dokonała w formie losowania wyboru zwyciężczyni.
Jak Tusia poszła spać ja przygotowałam losy:
pełna lista uczestniczek :)

Losowanie odbyło się po drzemce - bo wiadomo świeże i wypoczęte dziecko lepiej współpracuje z mamusią :)
Dla Tusi losowanie nie było skomplikowane, choć starałam się jej wytłumaczyć jak ważną czynność będzie robić. Mało sobie z tego zrobiła i jak posadziłam ją przed losami w liczbie 9 sztuk, to tylko króciutko ogarnęła wszystkie wzrokiem i od razu sięgnęła po tę jedną wygraną!!!

A tak przebiegało losowanie:

GRATULACJE DLA NA ZIELONYM WZGÓRZU!!!!

Proszę Ciebie o kontakt na maila :)


Wszystkim jeszcze raz bardzo dziękuję za piękne życzenia i za udział w zabawie.


niedziela, 15 lipca 2012

12 miesięcy, 52 tygodnie, 365 dni....

Tak to już rok ! Martusia ma roczek :)
Jak ten czas szybko leci....
Tyle prze ten rok się działo, że mam takie chwile, że nie wierzę, że to moje życie...
Jednak to jest najlepszy rok mojego życia....
Jest Tusia i nic innego się nie liczy...

Tak na szybko:
Imprezka udała się bardzo, pogoda nam dopisała, goście też, jedzonko pyszne, jak i torcik (miętowy na śmietanie - polecam : orzeźwiający, lekki i mało słodki).
Było o 17.05 śpiewanie STO LAT, było dmuchanie świeczki, a później puszczanie w niebo "lampionów szczęścia"...
Tusia losowała z: książeczka, pieniążek, różaniec i kieliszek. Wybrała książeczkę :)

Sabcia i Mały - bardzo Wam dziękuję za przepiękne ustrojenie altany - wyglądała bajecznie i kolorowo!!!

Dziękuję wszystkim, którzy byli z nami przez ten rok... za ich wsparcie, pomoc... za to że byli i są dalej...

A ile razy dziś płakałam - ale to były łzy szczęścia - bo Tusia to mój największy skarb, tak długo wyczekiwana, wymodlona ... nawet teraz łzy jakoś mi same się cisną do oczu... czasami nie mogę uwierzyć, że mi w końcu jest dane smakować macierzyństwa...

JESTEM MAMĄ cudownej córeczki MARTUSI - kocham cię mój króliczku - nawet nie wiesz jak bardzo!!!

Ps. więcej o imprezce później. Dziś już jestem zmęczona, więc tylko kilka zdjęć do obejrzenia.
Ps2. Mam chyba pracę - na razie na zlecenie, ale zawsze to coś. Jutro mam szkolenie BHP, później badania lekarskie, drugie szkolenie BHP i chyba będę pracowała ...cieszę się i się strasznie boję: nowa praca, rozłąka z Tusią... jak sobie obie poradzimy... ale o tym też napiszę osobno...

NASZ ROCZNIACZEK
NASZA "3"
TO ZASŁUGA SIOSTRY I SZWAGRA :)
WSZYSCY GOŚCIE :)

wspominam....

Dziś już roczek jak Tusia jest z nami :)

Rok temu od 6 rano zaczęły się skurcze... do prawie 14stej wytrzymałam w domu.
Pamiętam jak w szkole rodzenia położna mówiła, że w szpitalu dobrze poprosić o lewatywę, a ja tak się wypróżniłam, bo co skurcz to toaleta :P
O 15stej został już przyjęta, a o 17.05 Martusia była już na świecie :)

I nasze życie zmieniło się o 360 stopni!!!

To był rok różnych emocji, radości, płaczu, smutku, śmiechu, strachu, niepewności, ale głównie MIŁOŚCI!!!

Martusiu - tatuś i mamusia kochają Ciebie najbardziej na świecie!

STO LAT nasz Aniołku :)

Ps. Imprezka urodzinowa będzie po południu  - trzymajcie kciuki aby pogoda dopisała, bo będzie grill.

sobota, 14 lipca 2012

jak dobrze wstać skoro świt!

Jak dobrze wstać
Skoro świt
Jutrzenki blask
Duszkiem pić
Nim w górze tam
Skowronek zacznie tryl
Jak dobrze wcześnie wstać
Dla tych chwil
Gdy nie ma wad
Wspaniały, piękny świat
Jak dobrze wcześnie rano wstać
Wiosną lat

Ten tekst piosenki pasuje idealnie do dzisiejszego poranka, bo pobudkę mieliśmy już przed 6 ...
Dla mnie to strasznie wczesna godzina, bo zawsze wstajemy tak o 8-8.30 :)

Niestety pobudka była z płaczem, coś Martusię bolał brzuszek. Tak się wiła i prężyła, jak przy kolkach. Wydaje mi się, że winna jest kupa, której wczoraj po południu nie zrobiła. Tak biedna mocno płakała, serce mnie aż bolało. Co na chwilę ból puścił to tak się do mnie tuliła i prawie zasypiała mi na rękach... i wtedy znowu boleści ją nachodziły. Trwało to wszystko jakieś 30min. Potem pojawił się pierdzioszek i malutki uśmiech na zmęczone buźce mojego Aniołka. A potem była ogromna kupa i wszystko wróciło do normy :)

Oczywiście o spaniu nie było już mowy, ale za to mamy długi dzień :) Mirek poszedł do sklepu po świeże bułeczki, ser, wędlinkę, pomidory. Do tego Inka i pyszne śniadanko gotowe.

Byliśmy już też na zakupach. Jutro grill urodzinowy Tusi, więc trzeba było kupić co potrzeba do biesiadowania. Tylko widzę, że pogoda się coś psuje. Mam nadzieję, że jutro nie będzie padać i będziemy mogli spokojnie posiedzieć całe popołudnie na dworze.

Tort jutro odbieramy .

Teraz mała ma drzemkę, my pijemy sobie z Mirkiem kawkę, obiadek dla Tusi się robi w parowarze, kot leży na kanapie obok mnie i chrapie :P

Miłego Dnia!!!

piątek, 13 lipca 2012

nocne zabawy.....

Wczoraj wieczorem Tusia była dość mocno zmęczona i zasnęła przed 20stą w trymiga :)
Mi jakoś nie chciało się spać, więc zgasiłam TV chwilę przed północą.
A o 0.50 budzi mnie płacz Tusi... jak zwykle czekam dobrą chwilę, bo często ona tak ma i po chwili płaczu zasypia dalej. Jednak tym razem nie odpuszczała, więc ja nieprzytomna idę robić mleczko. Wchodzę do jej pokoju a ona stoi w najlepsze w łóżeczku i płacze, a dlatego, że jeszcze nie potrafi ze stania przejść do siedzenia...  Położyłam ją, dałam mleczko  (tylko 60ml dla wyciszenia). Wypiła i chcę wychodzić a ona w ryk. Już się nie chciało spać... oczywiście próbowałam ją głaskać, śpiewać, tulić, ale na nic. Ona chce się bawić i już. Najlepsze jest to, że jak próbuję ją wyciszyć, to ona zaczyna się wygłupiać: a to najpierw gada po cichu,  potem coraz głośniej... mi oczywiście chce się śmiać, ale próbuję zachować powagę i nic nie mówię ( ale w środku tak mi się chce śmiać). Potem zaczyna bić sobie brawo, a jak nie działa to zaczyna mnie okładać po twarzy i wtedy już zareagowałam mówiąc oj oj, nie wolno.... no i to zadziałało na nią, bo już tylko zabawa była jej w głowie.
A mi tak spać się chciało. bo spałam niecałą 1h. Więc ona się bawiła, a ja przysypiałam na podłodze. Po godzinie obudził się M i on przejął pałeczkę. Chwilę przed 3-cią mała zaczęła być marudna, tarła noska i wkładała paluszka do buzi - klasyczne objawy jej zmęczenia :) JUPI :)
M zrobił mleczko i ją położył. Niestety po wypiciu mleka sen przeszedł i znowu stawała w łóżeczku i płakała. Chodził do niej dobre kilka razy, aż w końcu dała za wygraną.
Ja nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano tylko się spytałam, czy był ją przykryć - na szczęście tak :)

I tak oto piątek 13stego zaczynamy on niewyspania, do tego jest dziś dość marudna i chodzi za mną jak piesek...

Jednak to nie zmienia faktu, że KOCHAMY CIĘ NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE!!!


Ps. przypominam, że tylko do niedzieli jest urodzinowe CANDY Tusi - szczegóły TU.

wtorek, 10 lipca 2012

i co z tym tuptaniem?

Dziś byłyśmy na rehabilitacji.  Teraz Tusia miała dość długą przerwę, bo ostatnio byłyśmy pod koniec maja. Spotkania z Panem Jackiem są teraz bardziej jako sprawdzanie jej postępów, korygowanie tego co robię źle i pokazywanie jak mamy ćwiczyć w domu.
Na tę wizytę się cieszyłam, bo chciałam pochwalić Tusię, że już zaczyna chodzić za rączki. A tu okazał się klops.... :(
Niestety nasza radość była przedwczesna, ponieważ Tusia nie powinna chodzić za rączki, jeszcze nie jest na to gotowa. Pan Jacek powiedział, że przez napięcie mięśniowe ma ona złą postawę przy chodzeniu, że jej ciałko wydaje się dużo cięższe niż rzeczywiście jest i jest za duże obciążenie na nóżki, które już niestety zaczynają być koślawe. Więc dla jej dobra lepiej jej nie prowadzić i poczekać aż sama zacznie chodzić.
Pytałam się w jakim obuwiu ma się uczyć chodzić i najlepiej aby uczyła się na boso, a jeśli to w skarpetokapciach lub mięciutkich paputkach z antypoślizgową podeszwą. Natomiast jak już zacznie sama chodzić to najlepsze jest obuwie które dobrze okala kostki, ma dobrą podeszwę (jak weźmiemy do ręki to łatwo się da wyginać) oraz dobrze można regulować zapięcia.
Na siłę nie ma co zakładać tych kapci korekcyjnych. One są dobre jak ortopeda faktycznie zbada stópki i stwierdzi, że jest problem.
Także teraz czeka nas ciężki czas, bo Tusia już zdążyła zasmakować tuptania i się tego domaga. Dzisiaj po południu już tak było. Jednak dla jej dobra i zdrowia musimy to przetrwać, tym bardziej, że to jest dziewczynką i chciałabym, alby ładnie chodziła, z lekkością , a nie jak słonica...





niedziela, 8 lipca 2012

błogo, leniewie, beztrosko, a głównie gorąco!

Weekend minął nam bardzo fajnie :)

W piątek jak to zwykle Mirek był w domu i dzięki temu mogłam umówić się do fryzjera. Kurczę - nie byłam u fryca ponad rok ... ale się cholercia zapuściłam... wrrr...  Fakt, przy dziecku i ciągle wypadająych mi garściami włosach wiązanie w kitka było bardzo wygodne, ale włosy urosły mi za ramiona i tylko ciężko się je myło, bo musiałam je wręcz prać. W rozpuszczonych nie lubię chodzić, więc takie długie to w sumie niepotrzebne. Ścięła je do szyi, ale tak aby można było kitka jednak robić. Oczywiście farbowanko moich siwuchów też było. W sumie zeszło mi prawie 2 h. W tym czasie tatuś spacerował z córeczką, byli na placu zabaw, ale do fryzjera też wstępował, aby Tusia miała cały czas mnie na oku :P  Och te jego wymówki ....
Fryzurka zrobiona - bardzo mi się podoba, ale co z tego jak taki upał i od razu mi się zaczynają kręcić  i po dobrej godzinie już jestem częściowa pokręcona :( Taki urok moich kłaków...
Po południu, jak Tusia wstała z drzemki pojechałyśmy do rodziców, a tata został w domu, aby się uczyć na poprawkę z ekonometrii. Bynajmniej miał ciszę i spokój, bo chłodu to nie! Ostatnio tak jest gorąco i parno, że nie idzie wytrzymać. Człowiek sto i się poci...

Sobota. Też upalna i parna. Rano Mirek pojechał do Gdańska do szkoły na poprawkę z ekonometrii i chyba będzie do przodu - taką mamy nadzieję. Przy dziecku to ciężko się uczy, bo brak czasu... Ale nic robi to dla niej.  Mówi, że sam po trzydziestce nie poszedłby się uczyć, ale jak jest Marta, to musi być dla niej mądry :)
Jak Tusia spała to jeszcze obciachał kota na balkonie, a potem było kąpania kota, tzn obydwaj weszli do prysznica, bo tak najlepiej się go myje :) Dopóki kot nie był obcinany, to podczas kąpania nie mógł ustać na własny łapkach, bo taka ciężka jego sierść, ale po obcięciu sam stał.
moje "drugie dziecko" :)
 



Natomiast popołudnie spędziliśmy u rodziców.  Były oczywiście poziomki, które Tusia uwielbia. 
Mirek znalazł swoją pierwszą deskorolkę, którą dostał od babci jak miał około 6 lat. Co ciekawe jest ona różowa :) Nie zdążył jej nawet porządnie oczyścić,a Marcia od razu chciała na nie siedzieć i nie było mowy aby ją z niej zsadzić, bo od razu syrenę zapuszczała. 

video

Muszę niestety powiedzieć, że marudzenie i płacz wchodzą jej w krew .... 
Coś wydaje się, że będzie chciała wyjść jej druga górna dwójka - jeszcze do tego jest daleka droga, ale coś dziąsełko zaczyna się rozpulchniać....

Wracaliśmy dość szybko bo po 18stej. Mieliśmy plan wieczornego wędkowania, tak do 22-23ej, ale plan wziął w łep :(
A to było nasze drugie podejście na wypad na ryby.  Teraz też siostra przyjechała by położyć Tusię spać, a my mieliśmy mieć wieczór wolny.... i co? i dupa blad.... jak tylko ją przywieźliśmy do nas to zaczęła się burza, oberwanie chmury i tyle było z naszego wędkowania.

Do tego cała nasza trójka jest przeziębiona. Zaczęło się ode mnie, potem Tusia a na końcu Mirek.  Jeszcze nas trzyma. Najgorszy był ból gardła, ale szybko minął. Teraz to Tusia i ja mamy okropny kaszek, a ona do tego katar (tylko, że on to też może być na ząbki). 
Jutro z rana dzwonię do przychodni i rejestruję nas obie do lekarzy - lepiej niech nas obsłuchają...


Dziś w niedzielę nawet do kościoła nie poszłyśmy, bo z moim kaszlem tylko bym przeszkadzała, a nie lubię jak się gapią...
Nawet rano nie poszliśmy na spacer. Za to tata i Tusia mieli klockowe przedpołudnie.  Budowali i budowali a efekt to statek z masztem w wykonaniu Mirka :)
A Tusia, żeby nie przeszkadzała za bardzo tacie w budowaniu została wsadzona do skrzyni z zabawkami czytała sobie książeczkę :P
 Popołudnie spędziliśmy u rodziców. Tusia miała okazję się popluskać w wodzie. Uwielbiam takie nic nierobienie...

Teraz jest 23.30 a nasza księżniczka ma problemy ze spaniem. o 22.30 obudziła się z wielki płaczem, poszłam do niej a ona cała spocona i mokra, choć tylko śpi w samym rampersie. Wzięła ją, dała się nawet potulić, porządnie wywietrzyliśmy pokój i położyłam ją z powrotem, ale ma bardzo płytki sen, bo co 5-10 min popłakuje ... ale mi jej szkoda... jutro pewnie będzie niewyspana i znowu marudna... :( ech.....



czwartek, 5 lipca 2012

ciężka noc....

Ostatnio Tusia jest mocno marudna. Jak tylko wstaje to już narzeka i marudzi. Naprawdę nic prawie nie działa - nic prócz wyjścia na dwór, do dzieci , do piasku, na plac zabaw.... ale ile można... a do tego pogoda nie jest już taka łaskawa...
Może to ząbki kolejne? Jak patrzę na dziąsełka to nic szczególnego nie widzę, ale rączkę trochę pcha do buźki, do tego ma mały katarek.
A może taka rozpieszczona jest? Nie raczej nie, mam taką nadzieję, choć potrafi już pokazać na co ją stać i jak dopiąć swego!!!
Przecież imię zobowiązuje: MARTA - uparta :P

Z wczoraj na dziś zrobiła sobie przerwę w spaniu. Obudziła się najpierw o 22-ej i jeszcze dałam jej mleczka i zasnęła. Jednak o 23.30 znowu obudziła się z płaczem  i już nic nie pomogło. Trzeba było ją wyciągnąć z łóżeczka i do 2 w nocy zabawiać. Gdyby tylko nie spała i się bawiła to byłoby ok, ale ona większość czasu płakała, wyła w kosmos!!! Dałam jej nawet trochę panadolu, bo wyglądało jakby ją brzuszek bolał, choć gorączki nie miała. Trochę pomógł.. o 2 położyłam ją do łóżeczka i w końcu z płaczem zasnęła. Ja jeszcze w miarę się wyspałam bo do 8.30, ale Mirek wstawał o 5 rano do pracy...

No nic mam nadzieję, że ta noc będzie lepsza, bo i tak ją bardzo kochamy, choć czasem bywa okropna....


A na osłodę zdjęcia z weekendu: było pięknie, gorąco i byliśmy u dziadków i była kąpiel w pontonie, czas z tatusiem, opalanie :)

Martusi tak spodobało się pluskanie, że ciocia Sabinka dała nam basenik i tak było szaleństwo na balkonie:
najpierw pomagałam mamie nadmuchać basenik :)
potem sprawdzałam czy wszytko jest ok
potem odpoczynek
no i w końcu szaleństwo i radość - bezcenne :)

uwielbiam pluskać i chlapać
a tak wygląda balkon po...połowa wody wylana :P





poniedziałek, 2 lipca 2012

Urodzinowe CANDY Tusi

Wielkimi krokami zbliżają się pierwsze urodzinki Tusi i to jest wielka okazja do świętowania!!!
A jak świętować to świętować :)

Nasze pierwsze CANDY - NIESPODZIANKA jest z okazji pierwszych urodzinek Martusi!!! 



Co należy zrobić, aby wziąć udział w zabawie?
1) w komentarzu napisać życzenia urodzinowe dla Martusi
2) dołączyć do grona obserwatorów bloga
3) umieścić baner z informacją o Candy u siebie na blogu

Candy trwa do 15 lipca do północy. Następnie odbędzie się losowanie. Oczywiście maszynką losującą będzie Tusia :)

Niespodzianka będzie dobrana do płci i wieku dziecka (a gdy blog nie jest stricte o dzieciach to upominek będzie dobrany do zwycięzcy).

Życzę udanej zabawy i oczywiście wygranej :)


niedziela, 1 lipca 2012

buuuu

Zacznę od tego, że jestem zła.

Dziś prawie po 2 latach miałam iść na ryby... pomoczyć kija..... i co? deszcz i burza :(
Jest godzina 5.30 a ja od 1h już nie śpię, bo mieliśmy z Mirkiem plan połowić rybki nad Wisłą...
Jeszcze jest szansa bo coś przestało padać, ale boję się, że jak pojedziemy to auto nam utknie gdzieś w błocie... (bo aby dojechać to trzeba niestety bo niezbyt przyjemnym podłożu jechać) a my terenówki nie mamy :(

Sister jest u nas, śpi w pokoju z Tusią, bo miała się nią zająć pod naszą nieobecność, a tu jak na razie lipa...

Więc jestem zła jak osa!

robaczki kupione, zanęta też, kanapeczki zrobione.... tylko jeszcze kawkę w termokubek i wio...

od 10 min nie pada - chyba znowu budzę Mirka... może się uda :)

No co za pech, że jak człek zorganizował się, to pogoda spłatała figla...

o nie znowu zaczyna padać :(

.....................