Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żłobek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żłobek. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2013

Akcja Nocnik - dzień 4

Dziś był ważny dzień w naszej akcji nocnikowania, ponieważ pierwszy raz poszła do żłobka w majteczkach :) Panie wypytały się mnie jak ją uczę, jak nam idzie itp. i jak dla mnie podeszły do sprawy nawet entuzjastycznie. Powiedziały, że już Tusia dobrych kilka tygodni woła siku i ciekawi ją jak inne dzieci to robią, więc to pewnie dobry moment na naukę plus do tego zachęca pogoda, bo u nas bardzo ciepło :)
Tak więc cały czas byłam myślami w żłobku, jak to moja malutka dziewczynka sobie radzi. I gdy ją odbierałam to okazało się, że tylko jedne majteczki delikatnie były wilgotne. Dzieci były nawet w ogródku i Tusia się nie posikała. Jednak co chwilę wołała siusiu, ale niestety nic do nocniczka nie zrobiła. Dopiero jak na drzemkę założyły pampersa to po wstaniu podobno był na maksa pełen! Potem też już nic nie zrobiła choć dalej wołała praktycznie co 5 minut.Najchętniej to by przesiedziała cały czas na nocniku. Kupy nie zrobiła wcale.
W domu też nie chciała zrobić na nocnik, i też chciała cały czas na nim siedzieć. Ona miała dziś aż czerwone pośladki od siedzenia :( Dopiero gdy udało mi się ją namówić do zabawy, a dokładnie "zagrałyśmy" w gumę to w pewnym momencie zawołała "siusiu" i już zaczęła robić i jak ją chwyciłam szybciutko na nocnik to troszkę dywan pokropkowała siuśkami :) Zrobiła i to sporo, ale w majteczkach bo nie zdążyłam ich zdjąć. Oczywiście została pochwalona, wycaławana i "piątka" przybita! Dobrą chwilę później sytuacja się powtórzyła.
 Dziwna jest jej reakcja, bo mówi siusiu i  już robi i zaczyna się kręcić i jakby szukała nocnika a z drugiej strony jakby chciała od niego uciec. Nie umiem tego opisać :/ 

Potem przyszła jeszcze na chwilę ciocia i powiedziała, że jak uczyła swoje dzieciaczki nocnikowania do gdy zrobiły siusiu do nocnika to odbywał się taniec indiański wokół nocnika :) Muszę i tej metody wypróbować. I też chcę kupić jakąś książeczkę o nauce siusiania, coś w stylu "Nocnik nad nocnikami".

Potem podczas kąpieli zrobiła jeszcze siusiu do brodzika :)
niestety kupki dziś nie było i boję się, że jutro będzie problem. Rano na śniadanko dam jej pomarańcza to może ją rozluźni :) - dzięki  Stokrotka :)

A teraz już smacznie śpi. Dziś zasnęła od razu - ufff

środa, 10 kwietnia 2013

artystycznie

Trochę mi się nazbierało rysunków Tusi ze żłobka.
Rysowanie to jedno z jej ulubionych zajęć.
W domu też.... tyle, że niekoniecznie już tylko na kartkach.... chwila mojej nieuwagi i pomalowała kawałek ściany u siebie w pokoju i stolik (bo po co tylko po kartkach). No właśnie - byliśmy ostatnio w Ikei i kupiliśmy taki zwykły mały biały stolik, jeszcze tylko nie ma krzesełka, więc pomysłowy tata zbudował taborecik z..... klocków! A Tusi bardzo się podoba i lubi przesiadywać na swoim taboreciku przy stoliku. Muszę tylko pstryknąć zdjęcie :)
Nasza wyprawa do Ikei miała cel - szykujemy się do remontu jej pokoju oraz przedpokoju. Mamy uż generalnie wszystko wybrane. Teraz czekamy na cieplejsze dni, bo też będzie malowanie ścian i trzeba sporo wietrzyć ten smród. A jak będzie ładna pogoda to tata będzie remontował a my będziemy spędzały popołudnia na dworze :D

A wracając do tematu to ku pamięci zamieszczam kolejne "dzieła" wykonane w żłobku :)










środa, 20 marca 2013

gotowa na wiosnę :)

Martusia jest gotowa na wiosnę, a dokładnie na kałuże :D
Nie straszna nam będzie plucha, bo kaloszy mamy aż 2 pary :)
Tylko Tusia jak mierzyła to nie mogła się zdecydować w których chce chodzić i co chwilę musiałam jej zmieniać ... eh moja mała strojnisia .





A to co widać na jej policzku to efekt szaleństw z kolegami w żłobku. Najlepsi kuple to Kuba i Miłosz i to z nimi najlepiej się broi i gania. Najpierw miała załatwioną wargę kiedy uciekała przed Kubą i nie zauważyła stolika, a kilka dni później dorobiła się tego siniaka na policzku kiedy uciekała bodajże przed Miłoszem i biegła w kierunku drzwi, które chwilę były otwarte, ale jak dobiegała do nich to okazało się, że już są zamknięte:D No i było małe STUK.
No bo tak - Tusia nie bawi się z dziewczynkami tylko z chłopakami:D
I kiedy czasami rano nie ma ochoty ubierać się, to wystarczy, że powiem, że idziemy do dzieci, a gdy już wymienię, że idziemy do Kuby i Miłosza to od razu daje się ubierać :D

poniedziałek, 18 lutego 2013

żłobkowo - plastycznie :)

W żłobku Martusia coraz częściej bierze udział w zajęciach plastycznych :) Oczywiście w miarę swoich umiejętności :)
Tym razem nowe dzieła - malunki zawisły w "galerii" w szatni a tematem przewodnim były Walentynki :)

pierwsze z lewej od góry to Tusi :)

czwartek, 24 stycznia 2013

bal karnawałowy 2013

Dziś w żłobku odbył się bal karnawałowy :)
Na szczęście po Tusi gorączce nie ma śladu, postanowiłam, że ją dziś zaprowadzę do żłobka na bal.
Byłyśmy o 10 a tam zabawa trwała już w najlepsze, a nawet prawie dobiegała już końca, bo o 11 miała być zupka i potem drzemka. Niestety Marta nie załapała się na zdjęcie grupowe, które było zrobione zanim Tusia przyszła. Poza tym podobno bawiła się przednio, były tańce i tańce i różne zabawy. No i balony i serpentyny i inne wystroje i stroje karnawałowe :)

A tak to wyglądało (twarze innych dzieci zamazałam, bo nie chciałabym zostać posądzona o wykorzystywanie bez zgody rodziców):

A tak wygląda zdjęcie grupowe, na którym nie ma niestety Tusi:

wtorek, 18 grudnia 2012

brój

To jest prawda, to jest fakt.
Rośnie nam brój jakich mało!
Nie ma godziny co by nie kombinowała, psociła, ciągnęła, biegała, rozwalała itp...

W żłobku też broi. Wczoraj rozmawiałam z Paniami i okazało się, że z dziewczynki, która była grzeczna, niechodząca, obserwowała dzieci.... zamieniła się w małego broja. Biega, szaleje, psoci, a najwięcej gania za chłopakami :P   tego to chyba nie ma po mamusi :)
Dowiedziałam się też, że moja panienka nie śpi już jako jedyna w łóżeczku, tylko tak jak wszystkie dzieci na materacyku :)

Jak to wszystko się szybko zmienia u dzieci.....




sobota, 1 grudnia 2012

zostaję

Wczoraj poszłam po Tusię do żłobka. Jak zwykle o 15-tej. Bo akurat jest krótko po obiadku. Wchodzę. Mała na mój widok prawie do mnie biegnie :) Tak się cieszy. Tak jest zawsze jak po nią idę.
Jednak tak wczoraj nie było. Mimo iż do mnie przybiegła, przywitała się, dała buziaka, to po chwili się ode mnie odwróciła i z powrotem tup tup na salę. Usiadła się na krzesełku i siedzi. Patrzy jak kolega jeszcze je obiadek (później bo dłużej spał). Marta pokazuje paluszkiem, że też chce. A Pani mi mówi, że Ona jest największym żarłoczkiem, bo dziś zjadła 2 porcie zupki przed spaniem, a po spaniu 2 porcie drugiego dania. Mimo to Pani poszła i nałożyła jeszcze Tusi parę makaroników razowych z sosikiem i Marta jeszcze przy mnie jadła. Sama.
Nie pisałam, że ona już w żłobku nie je w krzesełku do karmienia tylko przy stoliczku z innymi dziećmi. Zupki jeszcze panie pomagają, ale drugie dania je już sama!!!
Tak więc moje dziecko podjadło, potem pokazało Pani na półeczkę, gdzie trzymają picie i dostała swój kubeczek i się napiła :)
Dopiero po dłuższym namyśle przyszłą do mnie i mogłyśmy iść do szatni się ubrać i iść do domku.


Chodzenie już opanowuje. Zaczyna już różne akrobacje robić jak chodzi. Zrywy, obroty i inne dziwota też robi :)


Wczoraj też pojechaliśmy do mojej siostry. Z okazji Andrzejek Sabcia polewała pyszny likier (mniam).. Mirek był kierowcą, szwagier popijał piwko... a nasze dzieciaki się bawiły, szalały...
To było nasze takie pierwsze wyjście z dzieckiem, gdzie nie było się trzeba ją zajmować, bawić się, chodzić. No dobra, pieluchę trzeba było (zrobił to tata, bo mama sobie piła).  Czasami gdzieś bach było, ale wstawała i szalała dalej.
Słuchaliśmy fajnych starych przebojów i było suuuper!!! Nawet tańcowałyśmy z dzieciaczkami w kółku - a Tusia razem z nami :)

Dopiero teraz widzę ile radości sprawia chodzenie Tusi. A my też zadowoleni, bo jak ludzie moglismy posiedzieć ,pogadać i popić :P
Dzięki sis za miłe popołudnie :)

wtorek, 20 listopada 2012

w kółeczku :)

Dziś jak poszłam po Tusię do żłobka, to Pani mi powiedziała, że Martusia pierwszy raz uczestniczyła w zajęciach tak na 100%. To był taniec w kółeczku, czyli wszystkie dzieci trzymają się za rączki i tańczą do muzyki, którą gra Pani Kasia na pianinie. Martusia z jednej strony trzymała się opiekunki, a drugą rączką trzymała koleżankę :) Podobno na początku była speszona, ale po chwili zaczaiła o co chodzi i uśmiech miała od ucha do ucha :)
Taniec to jej ulubiona zabawa. W domu bardzo bardzo często włączamy dobie jakieś disco, a nawet disco polo :P i tańcujemy :)

Jestem z niej bardzo dumna :)

poniedziałek, 10 września 2012

Tusiowy progres drzemkowy :)

Jeszcze dziś rano w poście bardzo chciałam, aby Tusia nauczyła się jak najszybciej spać w żłobku.
I tadam!!!
Dziś zasnęła - z małą pomocą opiekunek, ale jednak. I spała prawie 2 godziny :)
Panie dla Tusi specjalnie rozkładają łóżeczko, bo inne dzieci już potrafią spać na materacykach. Mam nadzieję, że tak już będzie, że nie był to tylko dzisiejszy wybryk.
O ile przyjemniejsze było dzisiejsze popołudnie, gdzie nie trzeba było kombinować aby nie zasnęła.
W sumie to może nie aż tak miłe bo Tusia od jakiś 2 tygodni cały czas piszczy, marudzi, wymusza..... o wszystko!!! Skąd ona się tego nauczyła? Nie wiem. Staramy się nie reagować, ale czasami nie wytrzymujemy i podnosimy głos, a ona patrzy na nas zdziwionymi oczętami. Naprawe wystawia naszą cierpliwość na wielką wielką próbę.
Acha a do tego (też nie wiem skąd) - jak jej czegoś odmówimy lub powiemy nie - kładzie się na podłogę i ryczy i krzyczy!!! Już sobie wyobrażam jak kiedyś zrobi mi wstyd w sklepie.. masakra...
Też staramy się nie reagować.

Może wiecie jak oduczyć takich zachować dziecka? Czy jakoś reagować czy przeciwnie? Może jakaś mama to przechodziła i ma dla mnie dobre rady?


nowy tydzień

Zaczynamy drugi tydzień w żłobku.
Mam nadzieję, że będzie on tak samo dobry jak poprzedni, że Tusia dalej chętnie będzie do niego chodzić. Nie ukrywam, że jak widzę, że nie płacze i jest uśmiechnięta, jest i dużo łatwiej ją oddawać.
Mam tylko nadzieję, że jak najszybciej nauczy się tam spać, bo w domu w weekend w ciągu dnia zasypiała na drzemki szybciutko :)

Ja jeszcze ten tydzień jestem na zwolnieniu. Kręgosłup już mało co boli, zastrzyki czynią cuda, do tego mam od szwagra pożyczony pas usztywniający kręgosłup. Tylko, żeby nie bło super od tych leków mam takie bóle żołądka, że jakbym umierała :( Odstawiłam wszystkie tabletki, bo ból jest nie do wytrzymania, mimo iż brałam na czczo osłony.
Teraz biorę nospę i parzę sobie siemię lniane - trochę łagodzi ból.

Miłego tygodnia moje drogie - słonecznego, optymistycznego, cieplutkiego, pozytywnego i z uśmiechem na Waszych buziach ( no i Waszych pociechach)!!!

czwartek, 6 września 2012

menu żłobkoludka

Zapisując Martusię do żłobka za stanawiałam się jak wygląda takie menu małych dzieci. Wiadomo, że w domu staramy się karmić nasze dzieci zdrowo. My do tego lubimy z mężem dania małosolne. Niektórzy by naszych potraw nie zjedli ze względu na ich walory smakowe, lub ich brak. Oczywiście jak są imprezy to doprawiam lepiej lub bardziej :)
Do tej pory dla Tusi gotowałam obiadki na parze i mroziłam a potem odgrzewałam w podgrzewaczu. Niemniej oczywiście czasami a ostatnio było to prawie codziennie mała jadła swój obiadek a jak tatuś wracał z pracy to i z nami jadła. Nie żałowałam jej widząc, że nie przesalam i nie przepieprzam.

W żłobku nie mają warunków sanitarnych i kuchennych aby gotować dzieciom i jedzenie dostarczane jest w formie cateringu. Nie byłam tym zachwycona, ale co zrobić. Przecież i tak kiedyś będzie jadła nie tylko moje obiadki i inne posiłki. Pani Kasia - właścicielka zapewnia mnie, że jedzonko jest dostosowane do dzieci, do ich wieku, że nie jest mocno doprawiane i solone. Dla dorosłego jest po prostu mdłe. Muszę jej wierzyć na słowo i tyle.

Takie menu jej wywieszane na Tablicy Informacyjnej w szatni w poniedziałek rano i można zawsze sobie poczytać co nasze pociechy będą wszamać :)
Takie menu jest inne w każdym tygodniu, choć wiadomo, że posiłki się mieszają i w końcu powtarzają.

Godziny posiłków:
8.00 śniadanie
11.30-12.00 obiad I danie
14.00-14.30 obiad II danie
15.30 podwieczorek

W tym tygodniu menu w żłobku Melodica przedstawia się następująco:
Poniedziałek:
śniadanie: chlebek maślany z twarożkiem
obiad I danie: krupnik
obiad II danie: knedle z truskawkami i śmietaną
podwieczorek: wafelki
Wtorek: 
śniadanie: bułeczki maślane z dżemem
obiad I danie:marchwianka
obiad II danie:pierś z indyka w sobie brzoskwiniowym, ziemniaki, sałatka
podwieczorek:chrupki kukurydziane, wafle przekładane musem owocowym
Środa:
śniadanie:płatki z mleczkiem modyfikowanym
obiad I danie:kapuśniak z młodej kapusty
obiad II danie:pulpety w sobie koperkowym, marchewka z groszkiem
podwieczorek:jabłuszko, ciastka maślane
Czwartek:
śniadanie: jajko gotowane z majonezem, chlebek pszenny z masełkiem
obiad I danie: buraczkowa
obiad II danie: kurczak po chińsku z warzywami, ryż
podwieczorek:drożdżówka
Piątek:
śniadanie:chlebek pszenny z serem i pomidorem
obiad I danie: jarzynowa
obiad II danie:pierogi z mięsem
podwieczorek:banan, ciasteczka z cukrem

Menu jak widać. Niektórych rzeczy bym małej sama nie podała. Generalnie Marta śniadań tam nie będzie jadała bo o 8 ona dopiero się budzi :) A podwieczorki to co 2 tydzień. Więc generalnie tylko obiad będzie jadła.

Dziś minął 4 dzień mojego żłobkoludka.
Podsumowując drzemki miała całe 15 min, obiadki je w całości i domaga się dokładek, nie płacze, dużo raczkuje, jest ogromną gadułą, lubi obserwować inne dzieci, ma zaliczoną pierwszą stłuczkę z kolegą  czego konsekwencją jest czerwony nosek  :)

Jestem z Ciebie moja mała duża królewno bardzo dumna. Jesteś dzielna, odważna i co najważniejsze cały czas radosna i ciągle uśmiechnięta!

A tak wygląda szatnia....


wtorek, 4 września 2012

żłobkoludek ...

No bo jak nazwać dzieciątko chodzące do żłobka?

przedszkole - przedszkolak
szkoła - uczeń
uczelnia - student

Może żłobkowicz, żłobinka- dziewczynka, żłobinek - chłopczyk, żłobaki, żłobiki?? hehehe

Może macie jakieś fajne pomysły ??

A tak na poważnie. Dziś był 2 dzień Tusi w żłobku :)
Wczoraj była bardzo dzielna, wogóle nie płakała, wszystko ładnie zjadła co dali, zadowolona, bo dużo dzieci, różne zabawy, panie z nią chodziły za rączkę (choć ona nie powinna, a więc w to jej graj), no i nosiły opa. Gorzej było ze spaniem bo tylko 20 minut spała. A jak tu spać jak wokół jest ponad 10 innych dzieci?? Jak zasnęła to ją koleżanka obudziła i był koniec spania . Tatuś odebrał malutką o 14.40 więc w rozłąka trwała całe 4,5h!!! Jak Pani ją przyprowadziła to wcale się nie ucieszyła, że widzi tatusia tylko dalej chciała się bawić :P
W domu ja niestety nie mogłam dalej się nią zajmować, ale byli dziadki z Pszczółek więc było ok. Mimo 20 min spania była pełna energii i wigoru. Jednak wykąpaliśmy ją wcześniej i już o 19.30 słodko śpiuchnala :)

Dziś była w żłobku od 11.15 do 15.00, najpierw mieliśmy kontrolną wizytę u Pana Jacka (rehabilitant). Wszystko jest ok, a następna kontrola trochę wcześniej, bo niestety dzieci, które zaczynają przygodę ze żłobkiem czy przedszkolem mogą cofnąć się w postępach. Przy jej słabym napięciu mięśniowym i asymetrii i kręczu może tak się stać. Przyczynić się może mniejszy brak ruchu, bo część dnia spędzają jednak na siedząco. Zobaczymy jak to będzie.

Niestety dziś Tusia nie spała w żłobku, tylko leżała. Wiecie - jestem w szoku. Tam dzieci nie śpią w łóżeczkach tylko na podłodze na materacykach. I ona nie uciekała z materaca tylko grzecznie leżała z innymi dziećmi? Może nie te 2 h co powinna ale ponad 30min wytrzymała. SZOK!!!
Tak więc jak tylko wrócił Mirek z nią ze żłobka to zrobiłam mleczko i teraz śpi.
Jedno co się boję, żę nie nauczy tam się spać i wcale już nie będzie miała drzemek, że z nich zrezygnuje :( A jednak w weekend jak będzie w domu to te 2-3 h snu to dla nas luksus, bo można w spokoju kawkę wypić  :)

A co ze mną? Na szczęście dysk mi nie wypadł. Co mi jest dowiem się jak będę mogła ruszyć się z domu i iść na rentgen czy rezonans. Teraz prawdopodobnie coś przeskoczyło i uciska mi na nerwy lub coś takiego. Mam zwolnienie lekarskie. na 10 dni zastrzyki domięśniowe i pełno leków do połykania (przeciwbólowe, przeciwzapalne i rozkurczowe na mięśnie). Wczoraj Pani doktor zrobiła mi zastrzyk z Ketonalu i już po 1h zaczęłam czuć ulgę. Nawen mogłam na czworakach pójść do toalety. Bo tak z rana to mąż prawie mnie niósł, tzn wisiłam na jego szyi przytulona. On się śmiał , że przytulańca tańczymy :P

Jeszcze trochę pocierpię, ale te wszystkie końskie dawki leków zaczynają działać. Dziś była pierwszy raz pielęgniarka środowiskowa i mi zastrzyk zrobiła i tak jeszcze 9 razy :)

Ale jak to mój mówi: złego licho nie bierze... czy aż taka zła i wredna jestem?

ehh....

piątek, 27 lipca 2012

niania

 Dlaczego doba jest taka krótka?

Odkąd pracuję nie mam czasu na nic.. to jest straszne...
A najbardziej mnie boli, że tak mało jestem z Tusią, a wiem, że ona mnie potrzebuje...
Boli mnie to...

Minął już tydzień jak pracuję. Na razie przez jeszcze 2 tygodnie będę chodziła na popołudniówki od 14 do 22. Do tego teraz idę na nockę z soboty na niedzielę.

Na razie wielką pomoc mam od rodziny. Głównie teść i moja siostra. Od przyszłego tygodnia dojdzie jeszcze mój tata. Co ja bym bez nich zrobiła.....

A teraz najważniejsze - wczoraj wieczorem dałam ogłoszenie na naszym miejscowym portalu, że szukam niani. Tylko nie potrzebuję jej na cały etat, tylko co drugi tydzień kiedy mam ranną zmianę. Bo ja do pracy będę wychodziła o 5.30 a żłobek jest od 6.45. Ja nie dam rady jej zaprowadzić, Mirek też bo wychodzi o 5.30. Niania będzie potrzebna, aby posiedzieć jak mała jeszcze śpi, potem jak się obudzi koło 8 - 8.30 dać jej kaszę do picia, potem ubrać i zaprowadzić do żłobka. I to wszystko przez 4 dni w tygodniu do drugi tydzień.

Telefony mi się dziś urywały - choć byłam sceptycznie nastawiona, że nikt nie będzie chętny na tak małą ilość godzin. Niestety większość to nastolatki, chcące dorobić w wakacje, potem starsze panie, które chcą aby im dziecko zawozić, bo one nie będą się fatygowały do mnie (bo przecież to ja potrzebuję opiekunki  i to w moim interesie jest dowożenie dziecka do niani), albo mocno wygórowane oczekiwania finansowe.

Dziś też puściłam w pracy info, że szukam niani i okazało się, że siostra koleżanki z pracy może się zająć moją Tusią (sama ma 2 dzieci, odchowane), jest po 40stce i pracuje tylko popołudniami więc jej takie dorobienie interesuje. Teraz musimy się tylko z nią spotkać, muszą się poznać z Tusią i za 2 tygodnie będzie mogła zacząć :) Mam wielką nadzieję, że to wypali! Oczywiście ona wie, że będzie miała pracę jak i ja ją będę miała.

Powiem, że koszty żłobka i niani nie będą kosmiczne, bo żłobek miesięcznie 420zł ,a opiekunce będę płaciła 5zł na godzinę (czyli ok. 200zł). Nie jest źle :)

Teraz oby wszystko się udało, oby Tusia polubiła nową "ciocię". To i mi kamień z serca spadnie, bo na razie to jestem jednym kłębkiem nerwów :(




środa, 27 czerwca 2012

zaczynamy nowy rodział - ŻŁOBEK

Tak tak sama w to jeszcze nie wierzę, ale Tusia jutro idzie do żłobka...
Kilka miesięcy temu poszłam zapisać Tusię do żłobka, jednak powiedziano mi, że do końca roku nie ma szans, że może coś po nowym roku. No to sobie pomyślałam, że poczekamy, że znajdę spokojnie pracę a w razie czego to na jakiś czas wynajmiemy nianię (są sporo droższe od żłobka) i jakoś damy radę. A tu taka niespodzianka i zaskoczenie!
Zaczęło się od wczorajszego telefonu. Zadzwoniła do mnie Pani Kasia ze żłobka Melodica, że zwolniło się miejsce i Martusia może zacząć uczęszczać już od 2 lipca! Oj jaki to szok. Tak od razu? już? tak po prostu? I do tego miałam zastanowić się do dziś do 8 rano, bo jest cała kolejka chętnych na to miejsce.
Przemyśleliśmy z Mirkiem sprawę i podjęliśmy decyzję, że spróbujemy. Fakt od dobrego miesiąca, może trochę dłużej szukam pracy i jest lipa. Wysłałam kilkanaście CV i żadnej odpowiedzi, nawet na 1 rozmowie nie byłam...
Będzie ciężko, bo  nie dość, że nie mam jeszcze pracy, to do tego koszty żłobka... ale z drugiej strony, mamy nadzieję, że uda mi się szybko znaleźć pracę i do tego czasu Tusia już będzie zaaklimatyzowana i będzie mi łatwiej . Jeśli nie znajdę pracy to po 2 miesiącach zrezygnujemy .
Ja już strasznie przeżywam !!! Żołądek mnie od wczoraj boli, cały czas o tym myślę...
Dobre jest to, że jutro idziemy razem, mogę z nią być, będziemy tak 2 godzinki. W piątek juz 3 godzinki, ale też razem. Dopiero w poniedziałek będę miała ją zostawić samą tak na 2-3 godzinki. O zgrozo jak ja to zniosę. Siostra dobrze mi radzi, że będę musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie bo pewnie zwariuję!!

Moja mała kruszynka, nie ma jeszcze roczku, do tej pory prawie 24/24 z mamą , a tu teraz osobno, i to z obcymi babami? Ojku ojku...

Tysiące myśli - czy dobrze robię, czy nie stanie jej się krzywda? przecież to ja ją znam najlepiej, wiem co jej trzeba, wiem - po prostu WIEM.

A może nie powinna...

A może....

a....

serce w rozterce :(