czwartek, 29 listopada 2012

Meningokoki

Napiszę o smutnej rzeczy. W niedzielę w naszym mieście w szpitalu zmarł 5letni chłopiec - zmarł na SEPSĘ.
Od razu w mieście zaczęła się panikowanie rodziców. I ja ich rozumiem, bo chodzi tu o życie i zdrowie dziecka. Bardzo wielu rodziców zaczęło szczepić swoje dzieci na meningokoki.
My też chcemy, mimo iż jest to płatna szczepionka, tym bardziej, że Martusia chodzi do żłobka.

A czym są meningokoki?  
To bakterie z gatunku Neisseria meningitidis, zwane czasem dwoinkami zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Mogą powodować groźne, inwazyjne choroby meningokokowe - zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i sepsę.
Diagnoza zakażeń meningokokowych jest niezwykle trudna, gdyż początkowe objawy do złudzenia przypominają dolegliwości grypowe. Kolejnym czynnikiem działającym na niekorzyść chorego jest fakt, że nasilenie objawów pozornie zmniejsza się po ok. 4 - 7 h, co niejednokrotnie przyczynia się do opóźnienia momentu postawienia diagnozy i rozpoczęcia właściwego leczenia..
Meningokoki występują w 13 różnych odmianach serologicznych. W Polsce najczęściej odnotowuje się zakażenia typu B i C. Meningokoki z grupy C częściej wywołują epidemie i wiążą się z wyższą śmiertelnością, ponieważ powodują niezwykle groźną i szybko postępującą sepsę.
Statystyki mówią same za siebie - prawie 10% chorych na sepsę wywołaną meningokokami typu C umiera, a kolejnym 20% po wygranej walce z chorobą pozostają trwałe uszkodzenia, np. częściowa utrata słuchu, uszkodzenie mózgu, utrata kończyn czy ataki padaczkowe. Na zakażenia najbardziej narażone są niemowlęta i dzieci do 5. roku życia, a także osoby z zaburzeniami odporności. Zachorowania wywołane meningokokami odnotowuje się głównie wiosną i jesienią.
Więcej można poczytać TU.


Wszędzie jest głośno o Rotawirusach czy Pneumokokach, ale o Meningokokach mówi się bardzo niewiele.

Może i jestem przewrażliwiona, ale nie darowałabym sobie.... lepiej o tym nie napiszę, nawet przez usta mi to nie przechodzi....

W poniedziałek zarejestruję się do pediatry i porozmawiam o tej szczepionce. Jest ich kilka rodzajów i chcę wiedzieć co nieco.  Z tego co wyczytałam to do tej pory nie stwierdzono skutków ubocznych. A takie szczepionki są zalecane również dla dzieci uczęszczających do żłobków.


wtulona...

Noc. Godzina 2.30 mała płacze. Budzę się. Najpierw jestem zła, że płacze, że mnie obudziła, bo poszłam późno spać... jednak po chwili zabolało mnie serce, że tak pomyślałam, że ona tam popłakuje, a mi się dupy z łóżka nie chce ruszyć, bo pod kołdrą jest tak cieplutko i przyjemnie :)
No nic. Wstaję. Idę do kuchni i robię mleko i liczę, że jej podam i zaśnie dalej.
Wchodzę do Tusi do pokoju a ona siedzi zapłakana w łóżeczku i wyciąga do mnie rączki. Patrzy się na mnie i wzrokiem prosi: mamo weź mnie i przytul.
A mnie zalewa fala miłości i czułości. To moja córeczka. Ona mnie potrzebuje.
Sen przeszedł od razu.
Wyjmuję ją, tulę i całuję...
Siadamy na łóżku. Martę sadzam na kolanach przodem do siebie. I wtula się we mnie. Całym swoim małym ciałkiem. Główkę opiera na piersi. Bujamy się. I mała zasypia. A nie minęło nawet 30 minut.
Nawet nie chciało mi się jej odkładać do łóżeczka, bo tak mi było dobrze...
To są te chwile, kiedy wiem, że Ona jest moja, że to moja córeczka.
ONA I JA. CÓRECZKA I MAMA. MY.

Odłożyłam ją do łóżeczka. Dałam jej mleczka, bo lekko się przebudziła. Ona piła mleczko a ja głaskałam ją po główce... wypiła i zasnęła :)
Moja królewna.
Moja córeczka.
Moja Martusia.

wtorek, 27 listopada 2012

trening czyni mistrza

Od weekendu, kiedy to Marta zaczęła samodzielne chodzenie, cały czas doskonali swoją umiejętność :)
Chodzi, chodzi i chodzi....
Czasami do nas, czasami do mebli....
Raz wychodzi jej to lepiej, a raz gorzej.....
Upadki małe i większe też są....
Jednak chęć chodzenia jest ogromna.
A radość jeszcze większa - uśmiech nie schodzi z jej buźki :)

Myślę, że to kwestia czasu jak nie będzie potrzebowała mieć celu, tylko będzie chodziła tak po prostu.

Jeszcze zostaje nauka wstawania - bo miała już chwilę, że podnosiła się z siadu i wstawała. Teraz wstaje przy meblach i rusza w dal....


sobota, 24 listopada 2012

19 minutowy maraton

Wczoraj o 19 Marta zrobiła sobie maraton w chodzeniu :) Zaczęła o 19stej i trwało to 19minut. I nie chciała iść się kąpać - a przecież kąpanie uwielbia!!
Chodziła ode mnie to Mirka przez całą długość mieszkania, wliczając w to małe zakręty. Narawdę robi już ładne postępy w chodzeniu. Fakt  - musi mieć cel od-do, bo inaczej nie chce iść. Najlepiej jak tym celem jestem ja i Mirek. Tak po prostu to nie chce chodzić. Boi się sama. Najlepiej lubi za rączkę. Czasami zdarzy się, że się zapomni i pójdzie sama, ale jak tylko się skapnie to od razu bęc na kolana i koniec z chodzeniem.
Tak czy inaczej jestem coraz lepszej myśli, że to już niedługo, jeszcze ciut i się odważy i wtedy to się będzie działo!!!! Oj tak!!! :P
video

piątek, 23 listopada 2012

2 x 4

Zdrowiejemy :)
Martusia jest już zdrowa.
Ja dochodzę do siebie. Jestem tylko jeszcze słaba.

Jednak najważniejsze wydarzenie dnia to..... mamy 2 NOWE ZĘBY!!! 
Są to dwie prawe czwórki - górna i dolna :) Wiedziałam, że jeden idzie, że drugi powoli też, ale nie liczyłam, że wyjdą obydwa naraz :) I dobrze. Może na chwilę mamy przerwę i spokój.

czwartek, 22 listopada 2012

chorujemy

Noc była ciężka. Ostatnie wymioty były koło 2 w nocy. Zwymiotowała wypitą chwilę wcześniej herbatkę miętową. Potem prawie do 4 bawiła się klockami, to wchodziła i schodziła z łózka, jeździła na jeździku, oraz oglądałyśmy książeczki. Do łóżeczka nie chciała dać się odłożyć. W końcu koło 4 położyła się obok mnie na wersalce i tak przytulona zasnęła.
Jak zbierało się jej na wymioty to dotykała brzuszka i paluszkami pokazywała na buźkę... i po chwili jęków wymiotowała.  Taka to mądra dziewczynka.

I chyba to nie jedzenie żłobkowe jej zaszkodziło, tylko coś wirusowego, a może jak napisała mi Cicha to grypa żołądkowa. Przecież każdy ją znosi inaczej. A skąd te przypuszczenia?
A tak, że od 7 rano goni mnie na kibel, ledwo zdążę dobiec, do tego chciało mi się wymiotować, jestem słaba, bardzo słaba...
Przed 9 rano przyjechał mój tata i przywiózł mi smectę i stoperan, bo przecież musiałam jakoś funkcjonować przy małej.
Zmiana jej pampersa to ogromny wysiłek, bo tak mi się nogi trzęsą i jak się prostuję to brzuch boli.

Nie wiem czy to, że Tusia czuje się dziś lepiej, czy to, że widzi, że coś jest nie tak, ale ona całe do południe tak ładnie się sobą zajmowała, że mogłam dużo leżeć.
Do tego zjadła kromkę suchego chlebka (z apetytem) i chrupki kukurydziane. Przed snem odważyłam się i dałam jej 90ml mleczka i jak na razie jeszcze ładnie śpi :)

Mirkowi udało się wyrwać z pracy i od 13stej jest w domu więc jesteśmy uratowane! Mamy opiekę.
W sumie to już tylko ja, bo Martusia dochodzi do siebie w naprawdę ekspresowym tempie. I bardzo dobrze:)


środa, 21 listopada 2012

wymioty

Chciałam dziś pisać o spacerku jaki miałyśmy po odebraniu małej ze żłobka. Pogoda była w miarę ładna. Poszłyśmy jeszcze do Lidla po małe zakupy, ale wracać musiałyśmy szybko bo coś mnie w brzuchu wierciło :/ ledwo doszłam do domu, a tu jeszcze musiała wchodzić z małą na rękach i z zakupami na ostatnie piętro :( No ale jakoś dałam radę.
Potem przygotowywałam obiadek.
Zazwyczaj Tusia je z nami, mimo iż w żłobku jadła obiadek. Zawsze coś od nas wyskubie :) A dziś nie miała ochoty. Pomyślałam ok, raz nie zawsze... Jednak i Danonka koło 18stej nie chciała zjeść - trochę tylko podziumdziała i resztę dojadł Mirek.
Potem były wygłupy, turlanie, przewroty  i inne.
Tak przed 19stą jakby opadła z sił. Leżałam na łóżku a Ona do mnie się tak mocno przytuliła i leżała spokojnie... oczki miała takie mętne i smutne. Nic ją nie bawiło i cieszyło...
Chwilę później zaczęła pojękiwać jakby ją coś bolało, coraz bardziej jęczała. Zapytałam czy ją coś boli i żeby pokazała paluszkiem co - i pokazała brzuszek.. Czy Ona już umie pokazywać co ją boli? Ciekawe..
Wyczułam, że zrobiła kupkę i podniosłam ją, żeby iść przebrać pampersa i w tym momencie jak chlusnęła, jak puściła pawia!  Aż się malutka popłakała, bo nie widziała co się stało.
Tak mi się jej żal zrobiło. Potem jeszcze kilka razy wymiotowała. Ostatni raz udało mi się złapać do miski i to była już tylko sama herbatka. Do picia miałam zaparzoną miętówkę. Chciałam dać jej Smectę, ale za Boga nie mogłam jej namówić do wypicia (wzięła może ze 3-4 łyżeczki).
O 21 zasnęła mi na rękach, przytulona, ze swoim króliczkiem...
Teraz śpi w łóżeczku, a drzwi do jej pokoju mam uchylone, żeby słyszeć co się dzieje..
Śpi na boku :)
Dziś będę spała u niej w pokoju, aby być blisko i móc od razu reagować.

Tak jak patrzyłam co zwymiotowała to był to obiadek, który jadła w żłobku. Muszę się jutro zapytać czy innym dzieciom nic nie jest. Mam nadzieję, że to tylko coś jej stanęło na żołądku i jutro będzie ok.

A tak optymistycznie to są zdjęcia z naszego dzisiejszego spacerku. Po drodze do sklepu mamy mały stawek i było w nim mnóstwo kaczek. Tak się Tusi spodobały, że musiałyśmy tam stać dobrą chwilę bo taka zauroczona była. A na kaczki wołała "koko" :)




 

wtorek, 20 listopada 2012

w kółeczku :)

Dziś jak poszłam po Tusię do żłobka, to Pani mi powiedziała, że Martusia pierwszy raz uczestniczyła w zajęciach tak na 100%. To był taniec w kółeczku, czyli wszystkie dzieci trzymają się za rączki i tańczą do muzyki, którą gra Pani Kasia na pianinie. Martusia z jednej strony trzymała się opiekunki, a drugą rączką trzymała koleżankę :) Podobno na początku była speszona, ale po chwili zaczaiła o co chodzi i uśmiech miała od ucha do ucha :)
Taniec to jej ulubiona zabawa. W domu bardzo bardzo często włączamy dobie jakieś disco, a nawet disco polo :P i tańcujemy :)

Jestem z niej bardzo dumna :)

poniedziałek, 19 listopada 2012

2 lata temu...

dowiedzieliśmy się, że Ty Martusiu jesteś w moim brzuszku! Byłaś wtedy taką małą kropeczką, takim małym punkcikiem, ale bardzo bardzo wyczekiwanym.
A teraz masz już roczek, cztery miesiące i cztery dni :)

niedziela, 18 listopada 2012

agentka TUSIA

Mąż robił porządki w telefonie.
Zgrał wszystkie zdjęcia.
Śmiechu co nie miara.
Nawet ze szpitala  po urodzeniu Tusi - siedzę, a z bluzki widać stanik a z niego wystaje kapusta :P - miałam zapalenie piersi.
I też np. z tego roku z września. Tusia w aucie.
No i nie mogłam się oprzeć - oto Agenta Tusia:

A na to jak patrzę to też micha mi się jarzy: w Nomi, przymierzaliśmy czy Tusi by pasował taki leżaczek :)

sobota, 17 listopada 2012

pokłon dla rodziców.

Z odparzeniami dajemy radę! Poprawa jest znaczna. Powiedzmy, że zostało tak jeszcze z 20% do wygojenia, więc nie jest źle. Gdyby nie to, że zdjęcia mogłyby zostać uznane hmm prowokacyjne pokazałabym Wam jaki mieliśmy kłopot.. musicie uwierzyć mi na słowo.
Najbardziej pomogło wietrzenie. Jeden dzień mieliśmy totalnie bez pieluch - była to środa. Po całym dniu padałam na pysk, bo aby ciągle nie chodzić ze szmatą i wycierać podłogi czy wykładziny podkładałam małej pieluchę tetrową i zakładałam bawełniane majteczki. Jednak nie mniej z częstotliwością średnio 30 minutową Tusia sikała. Do tego 4 razy miała kupę. Szok i masakra. Nie nadążaliśmy prać i suszyć. Po 19stej nie miałam już ani jednej tetrowej pieluchy i ani jednej pary majtek!!! A mój kręgosłup ledwo dychał.

Po tym dniu mam wielki szacun i podziwiam moich (i nie tylko) rodziców jak kiedyś mogli nas wychować bez pieluch jednorazowych?! Siku to mały pikuś, ale kupy. ble... spierać, zapierać, gotować, prać, wirować, suszyć, prasować i co? i zaraz to samo... Oj podziwiam ich za to!
Pewnie, że są eko mamy i to ich wybór, ale ja absolutnie i z całą pewnością  uwielbiam pieluchy jednorazowe  :)

I jeszcze cały czas siedzą mi słowa pediatry, że te odparzenia to przez nasze zaniedbanie... źle mi z tym i naprawdę dbamy o naszą córeczkę, staramy się aby miała najlepszą opiekę, ale widać niektórzy po jednym spojrzeniu na pupę mogą wydać taką a nie inną opinię. Na nic były moje tłumaczenia, że nie raz już tu byliśmy z tym problemem I(może nie aż tak wielkim), że w karcie jest historia leczenia... niemniej źle mi z tymi oskarżeniami z naszą stronę...



czwartek, 15 listopada 2012

nerwy w konserwy!

Normalnie jakaś podminowana i naładowana jestem.
I mam dość wszystkiego.
Nic mi się nie układa.
Pracy brak - nie no mam umowę zlecenie, ale ostatni raz w pracy byłam 2 października. Nie ma zamówień to nie mam pracy. Innej nie mogę znaleźć. Wiem koniec roku...
Kasy brak totalnie.
Tusia ma te cholerne problemy z odparzeniami. Dziś byłam u lekarza i dowiedziałam się, że to nasze zaniedbanie - ot co!
Do tego dostał dziś @.
Kot ciągle chodzi za mną i jest głodny - jakiś wilczy apetyt dostał, ale żeby dojadał do końca co to to nie! Zostaje w misce i wysycha i tego nie zjada. Darmozjad jeden!
Martusia jest marudna i wisząca mi przy nosze. Nic nie mogę w domu zrobić.

Do tego nie wiemy czy rezygnować ze żłobka. Ja nie mam jako takiej już pracy, na razie ciężko coś znaleźć. Jednak gdyby mi się udało to opiekę mam zapewnioną i sprawdzoną. Z drugiej strony jestem w domu, a 420zł miesięcznie musimy płacić za żłobek. Prowadzę ją do żłobka, bo po pierwsze lubi, dobrze się tam czuje, po drugie nie chcę aby się odzwyczaiła.
Gdybym tylko miała normalną pracę byłoby zupełnie inaczej...

Mam trochę oszczędności - odprawę z poprzedniej pracy. Obiecaliśmy sobie, że jest nie do ruszenia i jej nie ruszamy. Nawet jak jest bardzo ciężko z kasą mooocno zaciskamy pasa.
Już miałam podejścia do założenia własnej działalności, ale wykiwano mnie :( chciałam prowadzić sklep Ziaja. Już szukałam lokalu etc... jednak przedstawicielka z którą się kontaktowałam bardzo mi odradzała, bo to za tanie produkty itp... a co się okazało... powstało u nas w mieście stoisko Ziaja - już było dogadane. Tylko mi nic ta Pani nie powiedziała...
Zraziłam się...
Jednak znowu wracam to tego pomysłu z własną działalnością, tylko jakoś nie mam zupełnie pomysłu co to miało by być. Wtedy wiedziałam czego chcę, teraz nie!

I cały czas się głowię na tym....

Dobra koniec narzekań!
Musiałam tylko to z siebie wyrzucić!

Ze śmiesznych sytuacji  z Tusią: ogląda mini mini, lecą reklamy a po nich od razu pokazuje się Mikołaj i mówi hohoho - a Martusia co mu odpowiada: hohoho!!!


środa, 14 listopada 2012

Pomoc dla małej Antosi

Czytam różne blogi.
Znajduję u Was różne informacje i czasami prośby.

Dziś na blogu TUSIA pojawił się post, aby pomóc małej dziewczynce Antosi z Knurowa.
Odkąd jestem mamą szczególnie jestem wrażliwa na takie historie. A jak weszłam na stronę internetową poświęconą tej dziewczynce i zobaczyłam piękną i uśmiechniętą buźkę to aż serce mnie zabolało.
Zdaję sobie sprawę, że większość z nas może mieć kogoś komu pomaga, albo finansowo nie dać rady. Przyznam, że z tym u nas też ostatnio kiepsko.  Ja nikogo nie namawiam, ale zachęcam aby chociaż wejść na jej stronę i zapoznać się  :)
Wiem też, że takich dzieci jak Ona jest całe mnóstwo.

Oto historia choroby Antonini (skopiowałam ze strony internetowej http://antoninawieczorek.pl):

Historia Antosi

Każdy paluszek na wagę złota! 
   Antosia urodziła się 21.03.2012 r. o godz.23:50 w Miejskim Szpitalu w Knurowie. Ważyła 2750g, mierzyła 50 cm. O wadach naszej córki dowiedzieliśmy się dopiero po jej przyjściu na świat. Comiesięczne kontrole ginekologiczne oraz badania USG, w tym USG 3d, nie pomogły w wykryciu jej wad. Ciąża przebiegała prawidłowo, a Antosia urodziła się w terminie. Po urodzeniu zauważyliśmy, że nasza córeczka ma wygięte piszczele oraz niewykształcone w pełni stópki. Zobaczyliśmy też „inną” lewą rączkę.
  
 Jeszcze w pierwszej dobie Antosia trafiła do Kliniki Patologii Noworodka w Zabrzu. Była tam hospitalizowana przez 14 dni. Dokładniejsze badania oraz zdjęcia RTG wykazały bardzo rzadki zespół wad wrodzonych. W obrębie śródręcza i palców widocznych jest jedynie 8 kości z 22, ustawione są niefizjologicznie. Część z nich jest pogrubiała i zrośnięta.
   
 W obrębie kończyn dolnych Antosi brakuje w obu nogach kości strzałek, kości piszczelowe są zgrubiałe i wygięte do przodu. Występuje również poważny niedorozwój stóp, w lewej posiada tylko trzy paluszki, a w prawej dwa. Lekarze mówią, że jest szansa, aby Antosia mogła stanąć na swoich nóżkach, ale koszty leczenia są ogromne. Jeżeli się nie powiedzie, Antosia najprawdopodobniej będzie poruszać się na dwóch protezach.



wtorek, 13 listopada 2012

odparzenia - jak sobie z tym radzić?

Już kiedyś o tym pisałam, a wczoraj o tym wspomniałam.
Marta niestety praktycznie od urodzenia ma bardzo, ale to bardzo wrażliwie miejsca intymne. Jak tylko ma za długo pieluszkę, a szczególnie z kupką to od razu robi się TAM czerwono, potem coraz bardzie, potem pojawiają się ropne krostki :(
Z początku lekarze podejrzewali, że to przez jej mocz - robiliśmy całą serię badań. Ile to ja się jej moczu nałapałam to już nie zliczę. Najgorsze jej łapanie na posiew - masakra - czasami pół dnia to robiliśmy!  U nas najlepszą i skuteczną metodą złapania moczu było włączenie suszarki i robienie wiaterku na pipkę - jakoś po dłuższej chwili robią siusiu - ale oczywiście jeśli przed tym była skłonna wypić ... Niestety dużo naszych próbek nie wychodziła na badaniach bo zawsze pojawiały się jakieś bakterie. Tak naprawdę dopiero za nastym razem lekarka nam powiedziała, że jak po wymyciu pod bieżącą wodą z mydłem i bardzo dokładnym spłukaniu, nie złapiemy moczu w ciągu 30 min to znowu trzeba umyć od nowa bo już na narządach zdążyły nazbierać się bakterie...
Na szczęście nasze badania powychodziły ok. Oczywiście jakich my to maści i kremów nie stosowałyśmy. Wszystkich dostępnych nie, ale bardzo wiele i do tego nawet miałyśmy maści na receptę robione w aptece. I zero efektów.

Te dolegliwości nasilają się przy ząbkowaniu, jak to jest teraz. Czasami też pojawiają się jak Tusia ma z innych przyczyn częstszą i rzadszą kupkę. A czasami bez tych objawów ma te problemy.  Nie ma reguły..

Podobno nasze problemy miną jak Martusia przestanie nosić pampery. Oby. Ale do tego jeszcze długa droga mimo iż Tusia ma już prawie 16 miesięcy...

Na razie radzimy dobie jak możemy.
1) wietrzenia pupy
2) kąpiele i nasiadówki w rumianku - bardzo pomagają
3) smarowanie maścią rumiankową naprzemiennie z posypywaniem pudrem
4) częste zmiany pieluszek

A może Wy macie jakieś dobre i sprawdzone sposoby na takie problemy okołopieluszkowe?
Wiem, że co na jedno dziecko działa i jednemu pomaga to niekoniecznie musi innemu, ale wiadomo, że tonący brzytwy się chwyta....

Za każdą pomoc i radę będę bardzo wdzięczna :)


poniedziałek, 12 listopada 2012

przylepiec i marudzenie

Marta od jakiegoś czasu stała się małym przylepcem. Jak się do mnie przyklei to nie ma mocnych aby ją ode mnie odczepić.  To pewnie taki okres, że tylko mama i koniec. Cieszę się jak się tak do mnie przyczepi, albo ni stąd ni zowąd podejdzie i się tak mooocno przytuli, ale naprawdę mocno - to takie urocze i działa jak miód na moje serce. Bo wiadomo, że człowiek czasami ma dość takiego małego rzepa :P
Nawet jak jedziemy do dziadków to musi minąć dobra chwila, aby do nich poszła. Dziadkowie to z reguły przekupują dając palec i wtedy Tusia wyciąga rączkę i zaczynają razem dreptać w tą i z powrotem :)

Drugą sprawą jest marudzenie. Najprawdopodobniej spowodowane ząbkowaniem. A przecież dopiero co przebiła się górna lewa czwóreczka...
Jakoś ząbki nie dają nam spokoju.
Wczoraj w nocy budziła się co chwilę od 2.08 :/ Na szczęście obyło się bez nocnych zabaw, ale za to był płacz, trochę noszenia na rączkach, głaskania po główce w łóżeczku.
Szkoda, że nie pomyślałam i nie podałam jest Viburcolu, bo pewnie by ją wyciszył.
Rano humorek marny.
Do tego były dziś 2 bardzo rzadkie kupki.
Popołudnie też dość marudne. Cały czas musiałam ją czymś zajmować, aby nie myślała o bólu. Jak tylko na chwilę ją zostawiłam to od razu płacz - ale taki znudzony czy naciągany - taki żałosny, smutny, mówiący, że tak bardzo boli.

Do tego przez te kupy mamy problem z pupą, bo od razu robią się jej małe odparzenia, krostki takie ropne.. Jak zawsze walczymy z tym nasiadówkami w rumianku oraz mam maść rumiankową. Dzięki temu jakoś dajemy radę.



niedziela, 11 listopada 2012

poranek...

Po pierwsze i najważniejsze noc minęła spokojnie, Martusia przespała grzecznie calutką nockę :)
Rano obudził mnie jej śmiech i pogaduchy z króliczkiem :) - to jest najmilsze powitanie dnia, bo wiem, ze ma dobry humor.
Tusia jest o tyle dobrym dzieckiem, że nie zrywa rodziców świtem z łóżka i po obudzeniu potrafi jeszcze prawie godzinę sama poleżeć/posiedzieć w łóżeczku, bawiąc się i trochę nasłuchując, czy aby nie idę do niej z kaszką :) A jak już usłyszy, że wstaję i idę zrobić kaszkę, to aż popiskuje z radości! Wchodzę do niej z kaszką a Ona aż cała się raduje, że mnie widzi (a może to radość na widok kaszki?) hehe
Daję jej butlę z kaszką, a sama idę do łazienki. Jak wracam to ona już na mnie czeka i wyciąga do mnie rączkę z butelką i pokazuje, że kaszka wypita :)
Potem lubi jeszcze powygłupiać się jeszcze w łóżeczku. Nie wiem czumu, ale lubi się bawić i wygłupiać w łóżeczku. Czasami to aż mam problem, żeby ją namówić na wyciągnięcie jej z niego...
Tak to wszystko wygląda jak jej wyspana, nic ją nie boli ....
I ja też tak lubię, bo wiem, że dzionek będzie udany!

Ps. Dziś wzięłam się za zrobienie drożdżówki. Przepis dostałam od siostry, ona od Pani z pracy. To przepis na drożdżówkę, która zawsze się udaje. Potwierdzam - robiłam ją już 4 razy i za każdym razem piękne urosła - a przyznam, że to ciasto nigdy wcześniej mi się nie udało i zawsze był zakalec!
Jednak dziś nie powinnam była się chyba brać za jego zrobienie, bo jak już miałam prawie wymieszane ciasto to zauważyłam, że zapomniałam dodać cukru ( a cukier powinnam była roztopić z mlekiem i margaryną), no ale nic. Mówię sobie, że dodam tak i może jakoś wyjdzie. No i jak już chciałam przekładać ciasto na blachę to zobaczyłam 5 jajek, których nie dodałam! No to już teraz całkowita porażka - pomyślałam. No cóż, ciasta nie będzie. Jednak po chwili stwierdziłam, że skoro już i mam tak zmarnowane składniki, piekarnik prawie nagrzany wiec nic nie tracę. Wbiła te jejka do ciasta, jeszcze raz wymieszałam i dodała trochę mąki i tak wyłożyłam na blachę, na to kruszonkę (uwielbiam zjadać kruszonkę z ciasta!) i siup do piekarnika. I tak po około 45 minutach wyjęłam pięknie wyrośniętą drożdżówkę, którą już zjadłam do południowej kawki :)
Ciasto jadłam jeszcze cieplutkie - pyyyyyyyyycha!!!


sobota, 10 listopada 2012

efekt/defekt

Nie wiem czy to efekt poszczepienny, ale ostatnia noc należała do mało udanych, ponieważ spać poszliśmy dopiero po 3 nad ranem.
Po ostatnim szczepieniu pielęgniarka ostrzegała nas, że między 7-10 dniem od szczepienia może pojawić się gorączka i wysypka. U nas jest stan podgorączkowy, ale wysypki nie ma, więc nie jestem pewna czy to po szczepieniu :/ , bo jeszcze obstawiam ząbki (cały czas pcha rączki do buzi i mocno się ślini) oraz jakiś skręt jelit. Dlaczego? Bo wczoraj w nocy tak przeraźliwie płakała, nie dała się uspokoić i jakoś dziwnie się prężyła. Tak czy owak dałam jej trochę Panadolu i po niecałej godzinie po podaniu poszła spać. Fakt, jeszcze popłakiwała jakby przez sen, ale jakoś mogliśmy do 7.30 sobie pospać
Z rana też była jakaś nie w sosie, mało się uśmiechała, trochę marudziła i jak ją położyłam na drzemkę o 12stej to po wypiciu mleczka od razu zasnęła i spała aż 3 godziny!!! A to u niej ostatnio rzadkość tyle spać w ciągu dnia.
Za to po południu, jak już swoje odespała była pogodniejsza, chętna do zabawy i psot :) No i zrobiła taką ogromną kupę, że aż wylewała się z pieluszki - fuj. Może to ona ją tak męczyła?
Teraz już od 20stej ładnie i grzecznie śpiuchna i oby tak było do rana....

A  mnie też dopadło jakieś przeziębienie... kuruję się jak mogę, aby tylko mojej Martusi nie zarazić...

środa, 7 listopada 2012

modeleczka

I tak oto nastał dzień  którym moja córeczka zaczęła się interesować mamy biżuterią i innymi akcesoriami. Najbardziej upodobała sobie moje opaski na głowę. Zaczęła mi je ściągać z głowy i próbować zakładać na swoją. Nawet dałam jej jedną - czarną - ale stwierdziłam, że najwyższa pora, aby miała swoją, własną, prywatną, osobistą opaskę :)

A co :)
Niech ma :)
Rośnie mi już mała strojnisia :)


miłe wyróżnienie .....

i to aż potrójne!!!

Zostałam wyróżniona i zaproszona do zabawy przez trzy dziewczyny:

 

BARDZO WAM DZIEWCZYNY DZIĘKUJĘ :)

Zasady zabawy:
,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Przyznam, że nie jestem wielką fanką takich zabaw, ale jest mi miło, że ktoś mnie wyróżnił i zauważył.
Odpowiem na zadane mi pytania, ale nie będę zadawała swoich. Jak miałabym nominować to byłyby to wszystkie blogi, które obserwuję :)

Tak więc zaczynam od pytań od Mamy Zwierzaka:

1. Miasto czy wieś?
    Miasto
2. Stringi czy bokserki?
     Bokserki
3. Twój ulubiony sport?
     Wędkarstwo
4. Twoje motto życiowe?
     Co Ciebie nie zabije to Ciebie wzmocni.
5. Książka czy film?
     Książka
6. Jaka jest/była Twoja ksywka?
     Smoła, Kula, Ptysiu
7. Masz rodzeństwo?
     Tak - siostrę
8. Ulubione zwierzątko?
     Mój kot Ronar
9. Błyszczyk czy tusz do rzęs?
     Błyszczyk 
10. Czego się wstydzisz?
     Własnego ciała
11. Największe marzenie?
      Mały domek z mały ogródkiem :)

Pytania od didi91:


1. Ulubiony aktor/ aktorka
    Tomek Karolak
2. Ulubiona potrawa
    Gołąbki
3. Piłka nożna czy siatkówka
    Siatkówka
4. Najładniejsze imię dla chłopca i dziewczynki
    Podoba mi się wiele imion... Franciszek, Michał, Jakub, Bartek, Marta, Aleksandra, Martyna
5. Najśmieszniejszy film jaki oglądałaś
    Seksmisja
6. Najpiękniejszy dzień w życiu
    narodziny Martusi i ślub
7. Ulubiony kwiat
    Tulipan
8. Ulubione miejsce na wakacje
    polskie góry... ehhh
9. Jakie jest Twoje hobby
   wędkarstwo, dobra książka
10. Najzabawniejszy przypadek z dzieciństwa
    To taki, którego śmiejemy z rodzicami do dziś :) obudziłam się pewnej nocy, miała już naście lat. I nagle nie czuję własnej ręki, nic a nic. Do tego miałam taką dużą piżamę, z długimi rękawami, gdzie nie widać było mojej ręki. Z płaczem poszłam do rodziców, budząc ich. Mówię, że chyba mam rękę złamaną bo jej nie czuję. Na to tata, że chce dotknąć i sprawdzić. Moja ręka wisi bezwładnie i prawie krzyczę do taty, że nie, że to boli!!! Od jednak dotyka i nic. I po chwili wraca czucie, są "mrówki" w palcach... i co się okazało? że spałam na własnej ręce i przez to straciłam jej czucie. Ot cała historia :)
11. Kim chciałaś zostać w dzieciństwie, a kim jesteś
    Chciałam być bileterką, kierowcą autobusu i sprzedawcą.
     Jestem handlowcem

Pytania od Na Zielonym Wzgórzu:
1. Gdzie byłaś na najfajniejszych wakacjach?
    Zakopane
2. Wolisz psy czy koty? 
    Kot
3. Kino czy teatr?
    Kino
4. Jakiego koloru masz oczy?
    Piwne
5. Ile chciałabyś mieć dzieci?
    dwoje
6. Gdzie byłaś na pierwszej randce ze swoim mężem?
    W knajpie
7. Twoja wymarzona praca?
    Chyba nie mam takiej... ale raczej w banku
8. Trzy najważniejsze rzeczy w twoim życiu?
    Miłość,  przyjaźń i rodzina
9. Gdybyś wygrała wycieczkę w wybrane przez ciebie miejsce, to gdzie byś pojechała?
    Góry - nieważne gdzie, ale raczej nasze polskie
10. Jaki chciałabyś mieć naturalny kolor włosów?
     takiej jakie mam (a raczej miałam bo siwieję ehh) czyli czarne
11. Twoje ulubione danie?
      Gołąbki

Pytania od Lili's diary of life:

1. Czym jest dla Ciebie szczęście?
    Szczęście to ...zdrowe i uśmiechnięte dziecko, czułe spojrzenie męża..
2. Książka, którą ostatnio przeczytałaś?
    Dziecko Emmy 
3. Kim chciałaś zostać będąc małą dziewczynką?

    bileterką, sprzewczynią :) 
4. Smak dzieciństwa to?

   bułka z mlekiem, chleb z truskawkami, pomarańcze 
5. Czy masz dzieci? 

    tak - córeczkę
6. Ideał mężczyzny?

   a taki istnieje?:)  
7. Twoje miejsce na ziemi to?

    dom rodzinny
8. Najbardziej żenujący program tv Twoim zdaniem to?

    Perfekcyjna Pani Domu 
9. Co się w Tobie nie podoba? Co byś w sobie zmieniła?

   Tyle jest tego, że szkoda pisać... 
10. Czy lubisz jeździć autem? 

    oj tak :) 
11. Pracujesz, studiujesz, wychowujesz dzieci? 

    wychowuję córeczkę 

wtorek, 6 listopada 2012

m.in. piesek, kotek, kura...

Dni jakoś tak szybko mijają, że nawet się nie obejrzałam a już prawie tydzień listopada za nami...
Może i dobrze? Bo listopad jest dla mnie taki jakiś przygnębiający...

No, ale nie o tym ma być. Jak czytam Wasze wpisy i patrzę jak Wasze pociechy są mądre, rozwinięte i umieją tyle rzeczy to czasami mam wrażenie, że Tusia jest jakaś do tyłu...
Na szczęście tylko czasami, bo wiem, że każde dziecko rozwija się swoim własnym tempem.
Jedyne co zaczyna nie martwić to, że jeszcze nie chodzi sama. Tylko za rękę, a dokładnie za palec.
Jak to nasz rehabilitant mówi, że ona jest już praktycznie fizycznie gotowa, ale nie emocjonalnie, coś ją blokuje... wierzę, że ta blokada zniknie jak najszybciej.
Drugą rzeczą jest "nauka". Niby jest taka chętna, w ciągu dnia słychać setki razy "co to?", ale żeby coś powtórzyła lub sama powiedziała o co to nie!
Jedynie zapytana jak robi piesek to chętnie robi: huhu. Potem trochę kotek (często to jest tak samo jak piesek), kura (ciężko to napisać).
Z części ciała wie gdzie ma brzuszek, ucho... czasami pokaże oko, nosek, buźkę.

Ostatnio bardzo polubiła autka, takie na napęd na kółka. My do siebie je puszczamy a Martusia aż śmieje się i piszczy z radości.
Dalej lubi oglądać książeczki, bawić się klockami - bardziej rozwalać. Najlepiej to jak wysypię całą zawartość klocków ze skrzyni i potem razem zbieramy i porządkujemy. Możemy robić tak kilka razy:)
Oczywiście naszego kota uwielbia - tylko bez wzajemności. Jak tylko się do niego zbliża to on daje dyla i tyle go widzieliśmy (zaszywa się na poddaszu i schodzi na dół jak ja mówię, że robię kaszkę ).
Bardzo też lubi przesiadywać na krzesełku uczydełku, wciskać wszystko co się da, a jeszcze lepiej to na niego wchodzić i schodzić - wtedy zabawa jest przednia :)

A od 2 dni Tusi podejmuje próby stawania i chodzenia bez naszej pomocy, ale na łóżku! Zobaczyła, że jak upadnie to nic się nie stanie i podnosi ten swój kuferek, robi lub nie kilka kroczków i ląduje jak długa :) Bardzo jej się to podoba. Może to jakiś postęp i przygotowanie do samodzielnego chodzenia?

A tu króciutkie nagranie z jej prób + wygłupy + dźwiękówka piesek, kotek, kura :)
video