Byłyśmy dziś u pediatry. Trafiłam na bardzo sympatyczną i pomocną panią doktor. Już kiedyś u niej byłyśmy.
Kiedy opowiedziałam o naszym problemie, to wcale nas nie zlekceważyła, a nawet powiedziała, że to poważny problem!. Musimy zrobić wszystko, aby Tusia zaczęła normalnie załatwiać się na nocnik, bo inaczej problem może się nawarstwiać i być długoletni. I może skończyć się to wizytami u psychologa.
Tak więc zaczynamy długoterminowy (mam nadzieję, że jednak nie) proces leczenia, aby kupy wróciły do normy. tzn nie było zatwardzeń lub odwrotnie. Od 2 dni mamy niestety bardzo luźne i to też jest złe, bo widzę, że ją to boli, kiedy kilkanaście razy dziennie ją gna na nocnik. Tym bardziej, że jeszcze nie rozróżnia do końca kiedy naprawdę musi usiąść i już zrobić a kiedy nie jest to koniecznie.
Tak więc Tusi ma brać Debridat 3x dziennie, do tego Laktulozę 3x dziennie, priobriotyk 1xdziennie i Dicoman 1xdziennie. Do tego mamy zrobić badanie moczu.
Jak skończy brać Debridat i Laktulozę czeka nas wizyta kontrolna i ewentualna kontynuacja leczenia. Probiotyki mamy brać dłuższy okres czasu.
Oczywiście dieta ma być dalej bogata w błonnik tak jak do tej pory. Głęboko wierzę, że to pomoże Tusi i nauczy się, że robienie kupy nie boli i jest to normalna czynność jak każda inna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pediatra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pediatra. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 lipca 2013
wtorek, 28 maja 2013
Nina i Mijek oraz lekarzowo
Nina i Mijek to MY, czyli rodzice :D Tak Tusia uczy się mówić nasze imiona. Takie to fajne :)
A z ważniejszych spraw to mamy ostatnio dwa poważniejsze problemy: spanie Tusi i znowu chorą pipkę :(
Od ponad tygodnia jest problem ze spanie, a głównie z zasypianiem. Nijak nie chce chodzić wieczorem spać, mimo iż w dzień potrafi spać tylko 30min. Jak nie jest w żłobku to nawet jej nie kładę spać, ale to nic nie daje. Po południu jest tak zmęczona, że zaśnie w każdej pozycji, nawet przy obiedzie z łyżką w ręku. W żłobku w sumie też mało śpi, bo zasypia jedna z ostatnich i śpi tak 30 min, bo potem dzieci się już budzą na obiad. Czasami mam wrażenie jakby była na haju. Żadną siłą lub prośbą nie zaciągniesz jej do łóżeczka. Nawet próbowałam z nią wcześniej iść spać i to też nic nie daje, bo tak kombinuje aby nie spać.... Skończyły się spokojne wieczory kiedy to nasze dziecko szło grzecznie spać o 20 i mieliśmy wolny wieczór. Teraz Tusia potrafi nie spać do 23 jak i nie dłużej. Za to rano jest nie przytomna i ciężko ją dobudzić. Oczywiście nie daję jej spać i mówię, że gdyby chodziła spać szybciej to rano by lepiej się wstawało. Nie mamy już pomysłów i siły....
Drugim problemem jest znowu chora pipka. Znowu jest płacz, ból, nawet w nocy przez sen płacze i się rzuca tak ją boli. Dziś w nocy też razem spałyśmy i nawet dostałam takiego kopniaka w twarz, że myślałam, że będę zęby zbierała :) Ale to było przez sen... kopniaki w inne miejsca też mi nie żałowała.... Dziś byłam z nią u lekarza, głównie po skierowanie na mocz, aby wykluczyć jakąś bakterię. Pani doktor, zresztą jak wszyscy lekarze, powiedziała, że to taka jej uroda i wrażliwość na własny mocz...
Wczoraj w żłobku nie była z tego powodu, ale na szczęście ja miałam wolne, za to dziś Mirek brał urlop, bo tak w domu to wiadomo, żę lepiej wszystkiego się dopilnuje. Tym bardziej, że ma robione nasiadówki z rumianku i prawie cały dzień biega w majtkach i spodenkach .....
Najgorsza jest jednak ta bezsilność i bezradność....
Acha - lekarze zawsze mówią, aby smarować Tormentiolem, który jest praktycznie jako jedyny skuteczny na jej dolegliwości. niestety ma on w swoim składzie toksyczny czteroboran sodu (pochodną kwasu borowego) co jest szkodliwe. Na rynku jest odpowiednik bez tego składnika o nazwie Tormentalum, ale jak się okazuje dostać go to jest jakiś cud!!! W aptekach nie ma, a jak się pytam czy mogą zamówić, to jest problem bo w hurtowniach też ciężko go dostać, bo oczywiście lepiej zatruwać ludzi...
Martusia też trochę pokasłuje, ale osłuchowo na szczęście jest czystko, robimy tylko inhalacje z samej soli fizjologicznej. Tylko coś Pani doktor nie podobają się zbyt duże migdałki. Pytała się czy Tusia często chrapie etc. i dostałyśmy skierowanie do laryngologa, aby ten ocenił co i jak.
A dziś Tusia nas zaskoczyła i to bardzo pozytywnie. Po skończonym obiadku nie czekając na jednego z nas poszła to łazienki, podstawiła sobie stołeczek do umywalki, puściła wodę i umyła sobie rączki i buźkę, a potem zamknęła wodę, zeszła, wzięła swój ręczniczek (który wisi nisko na jej wysokości z boku umywalki) i wytarła rączki i buźkę :D No jak my byliśmy zaskoczenie to szok!!! Miała tylko problem ze ściągnięciem rękawków bluzeczki na dół, więc tylko to jej pomogłam. Moja kochana dziewczynka. Oj rośnie mi moja królewna rośnie....
A z ważniejszych spraw to mamy ostatnio dwa poważniejsze problemy: spanie Tusi i znowu chorą pipkę :(
Od ponad tygodnia jest problem ze spanie, a głównie z zasypianiem. Nijak nie chce chodzić wieczorem spać, mimo iż w dzień potrafi spać tylko 30min. Jak nie jest w żłobku to nawet jej nie kładę spać, ale to nic nie daje. Po południu jest tak zmęczona, że zaśnie w każdej pozycji, nawet przy obiedzie z łyżką w ręku. W żłobku w sumie też mało śpi, bo zasypia jedna z ostatnich i śpi tak 30 min, bo potem dzieci się już budzą na obiad. Czasami mam wrażenie jakby była na haju. Żadną siłą lub prośbą nie zaciągniesz jej do łóżeczka. Nawet próbowałam z nią wcześniej iść spać i to też nic nie daje, bo tak kombinuje aby nie spać.... Skończyły się spokojne wieczory kiedy to nasze dziecko szło grzecznie spać o 20 i mieliśmy wolny wieczór. Teraz Tusia potrafi nie spać do 23 jak i nie dłużej. Za to rano jest nie przytomna i ciężko ją dobudzić. Oczywiście nie daję jej spać i mówię, że gdyby chodziła spać szybciej to rano by lepiej się wstawało. Nie mamy już pomysłów i siły....
Drugim problemem jest znowu chora pipka. Znowu jest płacz, ból, nawet w nocy przez sen płacze i się rzuca tak ją boli. Dziś w nocy też razem spałyśmy i nawet dostałam takiego kopniaka w twarz, że myślałam, że będę zęby zbierała :) Ale to było przez sen... kopniaki w inne miejsca też mi nie żałowała.... Dziś byłam z nią u lekarza, głównie po skierowanie na mocz, aby wykluczyć jakąś bakterię. Pani doktor, zresztą jak wszyscy lekarze, powiedziała, że to taka jej uroda i wrażliwość na własny mocz...
Wczoraj w żłobku nie była z tego powodu, ale na szczęście ja miałam wolne, za to dziś Mirek brał urlop, bo tak w domu to wiadomo, żę lepiej wszystkiego się dopilnuje. Tym bardziej, że ma robione nasiadówki z rumianku i prawie cały dzień biega w majtkach i spodenkach .....
Najgorsza jest jednak ta bezsilność i bezradność....
Acha - lekarze zawsze mówią, aby smarować Tormentiolem, który jest praktycznie jako jedyny skuteczny na jej dolegliwości. niestety ma on w swoim składzie toksyczny czteroboran sodu (pochodną kwasu borowego) co jest szkodliwe. Na rynku jest odpowiednik bez tego składnika o nazwie Tormentalum, ale jak się okazuje dostać go to jest jakiś cud!!! W aptekach nie ma, a jak się pytam czy mogą zamówić, to jest problem bo w hurtowniach też ciężko go dostać, bo oczywiście lepiej zatruwać ludzi...
Martusia też trochę pokasłuje, ale osłuchowo na szczęście jest czystko, robimy tylko inhalacje z samej soli fizjologicznej. Tylko coś Pani doktor nie podobają się zbyt duże migdałki. Pytała się czy Tusia często chrapie etc. i dostałyśmy skierowanie do laryngologa, aby ten ocenił co i jak.
A dziś Tusia nas zaskoczyła i to bardzo pozytywnie. Po skończonym obiadku nie czekając na jednego z nas poszła to łazienki, podstawiła sobie stołeczek do umywalki, puściła wodę i umyła sobie rączki i buźkę, a potem zamknęła wodę, zeszła, wzięła swój ręczniczek (który wisi nisko na jej wysokości z boku umywalki) i wytarła rączki i buźkę :D No jak my byliśmy zaskoczenie to szok!!! Miała tylko problem ze ściągnięciem rękawków bluzeczki na dół, więc tylko to jej pomogłam. Moja kochana dziewczynka. Oj rośnie mi moja królewna rośnie....
wtorek, 2 kwietnia 2013
pokręciło się
Coś Tusi pokręciło się z zasypianiem. Tylko nie wiem przez co: zmiana czasu, święta czy antybiotyk.
W piątek przed świętami poszliśmy jeszcze z Tusią do lekarza, bo już długo kaszle. Kaszle głównie przez sen: w nocy i podczas drzemki. Potrafi pół nocy przekaszleć... Myślała,. że to od ząbków, bo właśnie trzeci trójka się przebiła. Tak naprawdę trójki nam wychodzą jedna po drugiej. Został już tylko dolna lewa trójka i będzie komplet :) Pani doktor powiedziała, że kaszel nie jest od ząbków, bo ani się nie ślini, ani nie ma kataru. Musi to być coś wirusowego lub bakteryjnego, mimo, że osłuchowo czysta. Z racji, że miały być święta i ciężko byłoby z pediatrą przepisała nam antybiotyk. Mieliśmy odczekać jeszcze z dzień czy dwa i jeśli by się nie polepszyło po inhalacjach i syropku to mieliśmy podać jest antybiotyk. Niestety się nie polepszyło i w niedzielę wieczorem dostała pierwszą dawkę.
A teraz nie wiemy dlaczego nie chce zasypiać. Jest jakaś pobudzona, szaleje, a jak odkładam ją spać to tak płacze, takie ma spazmy. Tak jest już 2 noce. Dopiero jak poszłam spać do jej pokoju i razem się położyłyśmy to jakoś po ponad godzinie dała się uspać.
Oczywiście do tego przysłużyły się różne smakołyki świąteczne, bo były tego wiele i Tusia prawie cały czas coś podskubywała, podjadała ....
A może to ten antybiotyk - Taromentin.... jak na razie ma przez niego luźne kupki, choć zanim go zaczęła brać też takie miała, bo wychodziła ta dolna trójka... eh.... cały czas coś.
Teraz jest 23-cia i od 30min śpi. Dziś darowałam sobie jest usypianie. Dałam jej hasać do woli. Ja oglądałam seriale a Ona brykała, fikała. Dopiero chwilę po 22giej naglę powiedziała "kasza" i to kilka razy. Spytałam się czy chce. bo wcześniej sama się o to pytała i nie chciała. Stanowczo potwierdziła, że TAK, więc poszłam zrobić kaszę. jak była gotowa to tradycyjnie poszła zrobić papa tatusiowi i dała mu buziaka, potem papa do kotka i pobiegła do łóżeczka. Położyłam ją, dałam kaszę, powiedziałyśmy (ja mówiłam) Aniele Boży a jak mówię Amen to Tusia składa rączki, a na koniec mówię je, że ją bardzo kocham i wychodzę z pokoju..... i dała mi wyjść (ostatnie 2 noce tak nie było).
I teraz śpi...
Nareszcie....
Oby wszystko wróciło do normy....
A o świętach i zajączku będzie następnym razem :)
W piątek przed świętami poszliśmy jeszcze z Tusią do lekarza, bo już długo kaszle. Kaszle głównie przez sen: w nocy i podczas drzemki. Potrafi pół nocy przekaszleć... Myślała,. że to od ząbków, bo właśnie trzeci trójka się przebiła. Tak naprawdę trójki nam wychodzą jedna po drugiej. Został już tylko dolna lewa trójka i będzie komplet :) Pani doktor powiedziała, że kaszel nie jest od ząbków, bo ani się nie ślini, ani nie ma kataru. Musi to być coś wirusowego lub bakteryjnego, mimo, że osłuchowo czysta. Z racji, że miały być święta i ciężko byłoby z pediatrą przepisała nam antybiotyk. Mieliśmy odczekać jeszcze z dzień czy dwa i jeśli by się nie polepszyło po inhalacjach i syropku to mieliśmy podać jest antybiotyk. Niestety się nie polepszyło i w niedzielę wieczorem dostała pierwszą dawkę.
A teraz nie wiemy dlaczego nie chce zasypiać. Jest jakaś pobudzona, szaleje, a jak odkładam ją spać to tak płacze, takie ma spazmy. Tak jest już 2 noce. Dopiero jak poszłam spać do jej pokoju i razem się położyłyśmy to jakoś po ponad godzinie dała się uspać.
Oczywiście do tego przysłużyły się różne smakołyki świąteczne, bo były tego wiele i Tusia prawie cały czas coś podskubywała, podjadała ....
A może to ten antybiotyk - Taromentin.... jak na razie ma przez niego luźne kupki, choć zanim go zaczęła brać też takie miała, bo wychodziła ta dolna trójka... eh.... cały czas coś.
Teraz jest 23-cia i od 30min śpi. Dziś darowałam sobie jest usypianie. Dałam jej hasać do woli. Ja oglądałam seriale a Ona brykała, fikała. Dopiero chwilę po 22giej naglę powiedziała "kasza" i to kilka razy. Spytałam się czy chce. bo wcześniej sama się o to pytała i nie chciała. Stanowczo potwierdziła, że TAK, więc poszłam zrobić kaszę. jak była gotowa to tradycyjnie poszła zrobić papa tatusiowi i dała mu buziaka, potem papa do kotka i pobiegła do łóżeczka. Położyłam ją, dałam kaszę, powiedziałyśmy (ja mówiłam) Aniele Boży a jak mówię Amen to Tusia składa rączki, a na koniec mówię je, że ją bardzo kocham i wychodzę z pokoju..... i dała mi wyjść (ostatnie 2 noce tak nie było).
I teraz śpi...
Nareszcie....
Oby wszystko wróciło do normy....
A o świętach i zajączku będzie następnym razem :)
sobota, 9 lutego 2013
ciężkie noce...
Idzie kolejny ząbek, a może ząbki. Tym razem trójki. Od czwartku nocy dają nam popalić i to ostro. Na razie widać, że to będzie górna lewa trójka.
Noc z czwartku na piątek ciężka. Gorączka wysoka, płacz, i jeszcze raz płacz. Jeszcze zasnęła spokojnie o 20stej, ale o 23 zaczęła płakać. Nic nie dało tulenie i noszenie, więc pościeliłam łózko u Tusi w pokoju i razem próbowałyśmy spać. Ona jeszcze ciut spała, ale ja praktycznie oka nie zmrużyłam, bo malutka strasznie się wierciła, rzucała, płakała, stękała. Ja tylko próbowałam ją tulić, głaskać i uspokajać. O 4 rano pojawiła się gorączka. Dałam jej od razu Panadol - by jej trochę ulżyć w bólu.
W piątek poszłam z nią do lekarza, aby upewnić się, że nic jej nie jest, bo bałam się, że to może znowu uszka, albo gardło, bo przecież Mirka strasznie boli, a mnie zaczyna pobolewać i to coraz mocniej :( Na szczęście osłuchowo czyściutko, uszka też ok.
Nocka z wczoraj na dziś tez była ciężka. Tym razem obudziła się już o 22, ale do 3 rano próbowałam ją nosić, tulić. Dopiero o 3 rano skapitulowałam i położyłyśmy się razem spać. Schemat się powtórzył - Tusia troszkę spała popłakując, a ja oczywiście czuwałam. Tym razem obyło się bez gorączki.
Na noc dałam jej czopek Viburcol, mam nadzieję, że po nim będzie ciut lepiej spała, choć coś czuję, że dopóki się nie przebije ząbek będzie ciężko.
Dziś jak mała poszła spać w południe, to ja mimo iż wypiłam kawę, też zasnęłam. Musiałam być naprawdę niewyspana, bo spanie w ciągu dnia nie dla mnie. O 15stej obudziła mnie Tusia kichnięciem.
Po południu pojechaliśmy do rodziców, bo mama mi miała pofarbować włosy. Już przynajmniej nie straszę siwizną :P Popołudnie zleciało w miarę szybko i oby tak było w nocy :)
Żal mi Martusi, że tak cierpi....
Do tego Mika dalej bardzo boli gardło, dziś nawet robił sobie płukankę gardła. Mnie też coś łapie, bo już ciężko mi się przełyka :(
Nowa praca, a tu takie przeboje...
Idę kłaść się spać, bo nie wiadomo ile snu mi zostało....
Noc z czwartku na piątek ciężka. Gorączka wysoka, płacz, i jeszcze raz płacz. Jeszcze zasnęła spokojnie o 20stej, ale o 23 zaczęła płakać. Nic nie dało tulenie i noszenie, więc pościeliłam łózko u Tusi w pokoju i razem próbowałyśmy spać. Ona jeszcze ciut spała, ale ja praktycznie oka nie zmrużyłam, bo malutka strasznie się wierciła, rzucała, płakała, stękała. Ja tylko próbowałam ją tulić, głaskać i uspokajać. O 4 rano pojawiła się gorączka. Dałam jej od razu Panadol - by jej trochę ulżyć w bólu.
W piątek poszłam z nią do lekarza, aby upewnić się, że nic jej nie jest, bo bałam się, że to może znowu uszka, albo gardło, bo przecież Mirka strasznie boli, a mnie zaczyna pobolewać i to coraz mocniej :( Na szczęście osłuchowo czyściutko, uszka też ok.
Nocka z wczoraj na dziś tez była ciężka. Tym razem obudziła się już o 22, ale do 3 rano próbowałam ją nosić, tulić. Dopiero o 3 rano skapitulowałam i położyłyśmy się razem spać. Schemat się powtórzył - Tusia troszkę spała popłakując, a ja oczywiście czuwałam. Tym razem obyło się bez gorączki.
Na noc dałam jej czopek Viburcol, mam nadzieję, że po nim będzie ciut lepiej spała, choć coś czuję, że dopóki się nie przebije ząbek będzie ciężko.
Dziś jak mała poszła spać w południe, to ja mimo iż wypiłam kawę, też zasnęłam. Musiałam być naprawdę niewyspana, bo spanie w ciągu dnia nie dla mnie. O 15stej obudziła mnie Tusia kichnięciem.
Po południu pojechaliśmy do rodziców, bo mama mi miała pofarbować włosy. Już przynajmniej nie straszę siwizną :P Popołudnie zleciało w miarę szybko i oby tak było w nocy :)
Żal mi Martusi, że tak cierpi....
Do tego Mika dalej bardzo boli gardło, dziś nawet robił sobie płukankę gardła. Mnie też coś łapie, bo już ciężko mi się przełyka :(
Nowa praca, a tu takie przeboje...
Idę kłaść się spać, bo nie wiadomo ile snu mi zostało....
czwartek, 6 grudnia 2012
u pediatry
Wczoraj miałyśmy wizytę w przychodni. Poszłam z Tusią, ponieważ chciałam dowiedzieć się o tych meningokokach. Zarejestrowałam się do innego pediatry. To tamtego już nie chciałam iść. dla niego Tusia jest zdrowa - tylko dlaczego od ponad miesiąca ma katar i kaszel? On twierdzi, że to przez ząbki...
Ta pani doktor bardzo dokładnie przebadała, obsłuchała, zajrzała w uszka, pouciskała brzuszek...
Osłuchowo na szczęście jest czysto. Uszka i brzuszek też ok.
Wypytała się o to co je, kiedy je, jak śpi i o jeszcze inne rzeczy.
Po pierwsze katarek nie jest tak koniecznie od ząbków, bo to za długo. Do tego jest bardzo gęsty. Kaszel ma, ale głównie wieczorem, w nocy, bo w dzień to mało...
Mam przez tydzień dawać wieczorem Zyrtec. A 3x dziennie aplikować do noska maść Neomycinum. Mam nadzieję, że to pomoże.
Ponadto dostałyśmy skierowanie na badanie kału na pasożyty. Kiedyś u którejś z Was przeczytałam na blogu (przepraszam ,ale nie pamiętam u której), że długo kaszlała, bolał brzuszek a lekarz przepisał antybiotyk, że to oskrzela. A okazało się, że to są pasożyty. Bo objawy są podobne..
Powiedziałam o tym Pani doktor i bez problemu dała skierowanie na badanie - dwukrotne. Kał musi być, że tak powiem świeży, nie przechowywany za długo w lodówce.
A tak na marginesie - w nocy był Mikołaj i zostawił Tusi w butach słodycze i drobne upominki :)
Ta pani doktor bardzo dokładnie przebadała, obsłuchała, zajrzała w uszka, pouciskała brzuszek...
Osłuchowo na szczęście jest czysto. Uszka i brzuszek też ok.
Wypytała się o to co je, kiedy je, jak śpi i o jeszcze inne rzeczy.
Po pierwsze katarek nie jest tak koniecznie od ząbków, bo to za długo. Do tego jest bardzo gęsty. Kaszel ma, ale głównie wieczorem, w nocy, bo w dzień to mało...
Mam przez tydzień dawać wieczorem Zyrtec. A 3x dziennie aplikować do noska maść Neomycinum. Mam nadzieję, że to pomoże.
Ponadto dostałyśmy skierowanie na badanie kału na pasożyty. Kiedyś u którejś z Was przeczytałam na blogu (przepraszam ,ale nie pamiętam u której), że długo kaszlała, bolał brzuszek a lekarz przepisał antybiotyk, że to oskrzela. A okazało się, że to są pasożyty. Bo objawy są podobne..
Powiedziałam o tym Pani doktor i bez problemu dała skierowanie na badanie - dwukrotne. Kał musi być, że tak powiem świeży, nie przechowywany za długo w lodówce.
A tak na marginesie - w nocy był Mikołaj i zostawił Tusi w butach słodycze i drobne upominki :)
sobota, 17 listopada 2012
pokłon dla rodziców.
Z odparzeniami dajemy radę! Poprawa jest znaczna. Powiedzmy, że zostało tak jeszcze z 20% do wygojenia, więc nie jest źle. Gdyby nie to, że zdjęcia mogłyby zostać uznane hmm prowokacyjne pokazałabym Wam jaki mieliśmy kłopot.. musicie uwierzyć mi na słowo.
Najbardziej pomogło wietrzenie. Jeden dzień mieliśmy totalnie bez pieluch - była to środa. Po całym dniu padałam na pysk, bo aby ciągle nie chodzić ze szmatą i wycierać podłogi czy wykładziny podkładałam małej pieluchę tetrową i zakładałam bawełniane majteczki. Jednak nie mniej z częstotliwością średnio 30 minutową Tusia sikała. Do tego 4 razy miała kupę. Szok i masakra. Nie nadążaliśmy prać i suszyć. Po 19stej nie miałam już ani jednej tetrowej pieluchy i ani jednej pary majtek!!! A mój kręgosłup ledwo dychał.
Po tym dniu mam wielki szacun i podziwiam moich (i nie tylko) rodziców jak kiedyś mogli nas wychować bez pieluch jednorazowych?! Siku to mały pikuś, ale kupy. ble... spierać, zapierać, gotować, prać, wirować, suszyć, prasować i co? i zaraz to samo... Oj podziwiam ich za to!
Pewnie, że są eko mamy i to ich wybór, ale ja absolutnie i z całą pewnością uwielbiam pieluchy jednorazowe :)
I jeszcze cały czas siedzą mi słowa pediatry, że te odparzenia to przez nasze zaniedbanie... źle mi z tym i naprawdę dbamy o naszą córeczkę, staramy się aby miała najlepszą opiekę, ale widać niektórzy po jednym spojrzeniu na pupę mogą wydać taką a nie inną opinię. Na nic były moje tłumaczenia, że nie raz już tu byliśmy z tym problemem I(może nie aż tak wielkim), że w karcie jest historia leczenia... niemniej źle mi z tymi oskarżeniami z naszą stronę...
Najbardziej pomogło wietrzenie. Jeden dzień mieliśmy totalnie bez pieluch - była to środa. Po całym dniu padałam na pysk, bo aby ciągle nie chodzić ze szmatą i wycierać podłogi czy wykładziny podkładałam małej pieluchę tetrową i zakładałam bawełniane majteczki. Jednak nie mniej z częstotliwością średnio 30 minutową Tusia sikała. Do tego 4 razy miała kupę. Szok i masakra. Nie nadążaliśmy prać i suszyć. Po 19stej nie miałam już ani jednej tetrowej pieluchy i ani jednej pary majtek!!! A mój kręgosłup ledwo dychał.
Po tym dniu mam wielki szacun i podziwiam moich (i nie tylko) rodziców jak kiedyś mogli nas wychować bez pieluch jednorazowych?! Siku to mały pikuś, ale kupy. ble... spierać, zapierać, gotować, prać, wirować, suszyć, prasować i co? i zaraz to samo... Oj podziwiam ich za to!
Pewnie, że są eko mamy i to ich wybór, ale ja absolutnie i z całą pewnością uwielbiam pieluchy jednorazowe :)
I jeszcze cały czas siedzą mi słowa pediatry, że te odparzenia to przez nasze zaniedbanie... źle mi z tym i naprawdę dbamy o naszą córeczkę, staramy się aby miała najlepszą opiekę, ale widać niektórzy po jednym spojrzeniu na pupę mogą wydać taką a nie inną opinię. Na nic były moje tłumaczenia, że nie raz już tu byliśmy z tym problemem I(może nie aż tak wielkim), że w karcie jest historia leczenia... niemniej źle mi z tymi oskarżeniami z naszą stronę...
środa, 31 października 2012
szczepienie i czwóreczka
Dziś miałyśmy wizytę w przychodni na 13.15, bo czekało Tusię kolejne szczepienie na ospę oraz szczepienie na odrę, różyczkę i świnkę. Tym razem było bezpłatne bo sanepidowskie :)
Całe szczęście bo niestety ostatnio krucho u nas z kasą ...
I tak Tusi nie położyłam na drzemkę, bo się nie opłacało na dobre 30 min. Mieliśmy plan, że po szczepieniu zjemy obiadek i pojedziemy na grób dziadków Mirka i do jego kuzynki na grób. Jutro zostanie nam tylko grób dziadka w Pszczółkach - to z rana, a po drzemce pójdziemy spacerkiem do moich dziadków i tam zostaniemy na mszy św.
A w przychodni myślałam, że mnie szlag trafi !!! Jak weszłyśmy to już widziałam , że jest sporo dzieci. mówię dzień dobry i pytam się jaki lekarz dziś szczepi. Jedna z mam odpowiada, że doktor X. I już miałam dość bo On nigdy jeszcze nie przyjął o czasie.
I wiecie ile trwało jego opóźnienie?! - GODZINĘ!!!! A tu dziecko śpiące, marudzące... i co tu robić w takiej poczekalni!!!
W końcu udało się, weszłyśmy o 14.20.
Martusia zmierzona i zważona:
78cm i równe 10kg żywej wagi :)
doktor zbadał i dał zgodę na szczepienie. Były 2 ukłucia i mnóstwo płaczu :(
Wróciłyśmy do domu, zjedliśmy obiadek i pojechaliśmy na groby. Ledwo co ujechaliśmy a Tusia już zasnęła :) Niestety pospała tylko z 40min, więc jak wróciliśmy to od razy była kąpiel, kaszka i spanko.
Acha - i dziś przebiła się górna lewa czwórka. Rano jeszcze sprawdzałam to jej nie było, a po kąpaniu Mirek zauważył nowego ząbka.
Tak więc stan uzębienia na chwilę obecną wynosi 9 sztuk! :)
A jutro wstajemy raniutko, jemy śniadanko i wyruszamy na groby...
Mam też nadzieję, że uda mi się też podjechać na jeden cmentarz, bo jest tam wspólny grób dzieci nienarodzonych - chciałabym mojemu Aniołkowi też zapalić znicz :*
Całe szczęście bo niestety ostatnio krucho u nas z kasą ...
I tak Tusi nie położyłam na drzemkę, bo się nie opłacało na dobre 30 min. Mieliśmy plan, że po szczepieniu zjemy obiadek i pojedziemy na grób dziadków Mirka i do jego kuzynki na grób. Jutro zostanie nam tylko grób dziadka w Pszczółkach - to z rana, a po drzemce pójdziemy spacerkiem do moich dziadków i tam zostaniemy na mszy św.
A w przychodni myślałam, że mnie szlag trafi !!! Jak weszłyśmy to już widziałam , że jest sporo dzieci. mówię dzień dobry i pytam się jaki lekarz dziś szczepi. Jedna z mam odpowiada, że doktor X. I już miałam dość bo On nigdy jeszcze nie przyjął o czasie.
I wiecie ile trwało jego opóźnienie?! - GODZINĘ!!!! A tu dziecko śpiące, marudzące... i co tu robić w takiej poczekalni!!!
W końcu udało się, weszłyśmy o 14.20.
Martusia zmierzona i zważona:
78cm i równe 10kg żywej wagi :)
doktor zbadał i dał zgodę na szczepienie. Były 2 ukłucia i mnóstwo płaczu :(
Wróciłyśmy do domu, zjedliśmy obiadek i pojechaliśmy na groby. Ledwo co ujechaliśmy a Tusia już zasnęła :) Niestety pospała tylko z 40min, więc jak wróciliśmy to od razy była kąpiel, kaszka i spanko.
Acha - i dziś przebiła się górna lewa czwórka. Rano jeszcze sprawdzałam to jej nie było, a po kąpaniu Mirek zauważył nowego ząbka.
Tak więc stan uzębienia na chwilę obecną wynosi 9 sztuk! :)
A jutro wstajemy raniutko, jemy śniadanko i wyruszamy na groby...
Mam też nadzieję, że uda mi się też podjechać na jeden cmentarz, bo jest tam wspólny grób dzieci nienarodzonych - chciałabym mojemu Aniołkowi też zapalić znicz :*
piątek, 31 sierpnia 2012
szczepienie na ospę wietrzną
Ostatnio w TV jest sporo spotów na temat szczepienia na ospę wietrzną. Dzięki temu odszukałam zaświadczenie ze żłobka i wczoraj Tusia miała 1 dawkę szczepionki. Są 2 dawki. Obie mamy za free, tzn płaci za nie sanepid. Drugą dawkę dostanie za 6 tygodni łącznie z potrójną szczepionką przeciw odrze, różyczce i śwince.
Normalnie ta szczepionka jest płatna. Jednak zgodnie z obowiązującymi regulacjami prawnymi Program Szczepień Ochronnych na rok 2012 przewiduje bezpłatne szczepienia przeciwko ospie wietrznej również dla dzieci uczęszczających do żłobków.
Gdybym chciała ją zaszczepić prywatnie koszt takiej szczepionki (2 dawki) to około 450zł.
Mam nadzieję, że podjęłam dobrą decyzję. Trochę poczytałam o tej szczepionce VARILRIX i jej działanie po 2 dawkach ma czas koło 10 lat.
A jak nasze słoneczko zniosło szczepienie? Nawet dobrze. Jak weszłyśmy do gabinetu to była lekko przestraszona. Niestety nie dała się zważyć, bo jak tylko posadziłam ją na wagę to od razu tak zaczęła szlochać... ale waga wahała się i widziałam koło 9,5kg. Wzrost już ma zmierzony na stojąco :) ma 74cm :) Obwód główki i klatki po 47cm.
Pierwszy raz została zaszczepiona w ramię (prawe) i mniej płakała niż przy ważeniu. Na szczęście króliczek był z nami więc zaraz po ukłuciu dostała go do przytulenia , no i to jest równoznaczne z ssaniem kciuka :( ale to była wyjątkowa sytuacja, że dostała króliczka w innej porze niż spanie.
Większych niepożądanych oznak szczepienia nie ma :)
Normalnie ta szczepionka jest płatna. Jednak zgodnie z obowiązującymi regulacjami prawnymi Program Szczepień Ochronnych na rok 2012 przewiduje bezpłatne szczepienia przeciwko ospie wietrznej również dla dzieci uczęszczających do żłobków.
Gdybym chciała ją zaszczepić prywatnie koszt takiej szczepionki (2 dawki) to około 450zł.
Mam nadzieję, że podjęłam dobrą decyzję. Trochę poczytałam o tej szczepionce VARILRIX i jej działanie po 2 dawkach ma czas koło 10 lat.
A jak nasze słoneczko zniosło szczepienie? Nawet dobrze. Jak weszłyśmy do gabinetu to była lekko przestraszona. Niestety nie dała się zważyć, bo jak tylko posadziłam ją na wagę to od razu tak zaczęła szlochać... ale waga wahała się i widziałam koło 9,5kg. Wzrost już ma zmierzony na stojąco :) ma 74cm :) Obwód główki i klatki po 47cm.
Pierwszy raz została zaszczepiona w ramię (prawe) i mniej płakała niż przy ważeniu. Na szczęście króliczek był z nami więc zaraz po ukłuciu dostała go do przytulenia , no i to jest równoznaczne z ssaniem kciuka :( ale to była wyjątkowa sytuacja, że dostała króliczka w innej porze niż spanie.
Większych niepożądanych oznak szczepienia nie ma :)
sobota, 31 grudnia 2011
28-30 grudzień KATARKU IDŹ SOBIE PRECZ!!!
No i niestety Tusia jest troszkę chora. No może troszkę więcej :( Nawet jakoś pisać mi się nie chce...:(
W środę była na trochę Nelka, bo babcię Marysię bolą plecy a Waldek musiał coś pozałatwiać. Potem przyjechała ciocia Kasia z Pruszcza :)
Już coś od rana mała dostała kataru, ale to co było w nocy to koszmar. Biedulka nie umie sobie jeszcze poradzić z katarkiem, ma problemy z oddychaniem co wiąże się z problemem ze spaniem :( Zasnęła w miarę normalnie, ale po 30 minutach spania obudziła się z zapchanym nosem i był koniec spania. Skończyło się na tym, że ja spałam na podłodze u niej w pokoju a ona na rękach u Mirka na fotelu w pozycji pół siedzącej. O 4.30 obudził mnie abym nakarmiła małą a sam położył się na 30min bo o 5tej wstawał do pracy.
W Czwartek rano zadzwoniłam do przychodni i umówiłam nas na wizytę do pediatry na 15stą. Pani doktor Maja Okońska bardzo dokładnie przebadała. Muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z jej podejścia do małej, nic nie robiła na siłę, chciała nawiązać z nią kontakt. Na szczęście małej nic poważniejszego nie dolega niż katar i zaczerwienione gardełko. Mamy przez 5 dni podawać calcium (2xdziennie), cebion (3xdziennie do 10 kropli), inhalację z soli fizjologicznej min 3xdziennie, a na noc jakieś kropelki do noska aby się lepiej jej oddychało.
Najtrudniejsza jest inhalacja bo mała boi się tego urządzenia jak brzęczy, ale znalazłam na nią sposób i najpierw daję jej rurkę do zabawy i maseczkę i potem włączam to i chwilkę ma strach w oczach a potem jakoś idzie. No nie daje sobie przyłożyć maseczki do buzi ale mogę ją trzymać dosyć blisko buźki. Naprawdę fajnie ją nawilża i po inhalacji jak kicha to ma aż smarki na buźce hehe :) . Po takiej inhalacji dobrze się ściąga katarek fridą - a i do tego się przyzwyczaja, choć czasem tak się pręży i wygina od tego jakby to chciało jej krzywdę zrobić. Na szczęście w większości przypadków daje sobie ładnie wyciągać jakby już zaczynała rozumieć że to jej pomoże lepiej oddychać :) Moja mądra mała córeczka :)
Noc z czwartku na piątek była już ciut lepsza bo dała się odłożyć do łóżeczka, choć tyle się nawstawałam do niej, że nie byłam w stanie zliczyć :( rano chodziłam jak zombie :P no ale mała kawka i byłam ogarnięta :) a co ważniejsze tatuś był w domu więc spoko loko luz i spontan :)
W środę była na trochę Nelka, bo babcię Marysię bolą plecy a Waldek musiał coś pozałatwiać. Potem przyjechała ciocia Kasia z Pruszcza :)
Już coś od rana mała dostała kataru, ale to co było w nocy to koszmar. Biedulka nie umie sobie jeszcze poradzić z katarkiem, ma problemy z oddychaniem co wiąże się z problemem ze spaniem :( Zasnęła w miarę normalnie, ale po 30 minutach spania obudziła się z zapchanym nosem i był koniec spania. Skończyło się na tym, że ja spałam na podłodze u niej w pokoju a ona na rękach u Mirka na fotelu w pozycji pół siedzącej. O 4.30 obudził mnie abym nakarmiła małą a sam położył się na 30min bo o 5tej wstawał do pracy.
W Czwartek rano zadzwoniłam do przychodni i umówiłam nas na wizytę do pediatry na 15stą. Pani doktor Maja Okońska bardzo dokładnie przebadała. Muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z jej podejścia do małej, nic nie robiła na siłę, chciała nawiązać z nią kontakt. Na szczęście małej nic poważniejszego nie dolega niż katar i zaczerwienione gardełko. Mamy przez 5 dni podawać calcium (2xdziennie), cebion (3xdziennie do 10 kropli), inhalację z soli fizjologicznej min 3xdziennie, a na noc jakieś kropelki do noska aby się lepiej jej oddychało.
Najtrudniejsza jest inhalacja bo mała boi się tego urządzenia jak brzęczy, ale znalazłam na nią sposób i najpierw daję jej rurkę do zabawy i maseczkę i potem włączam to i chwilkę ma strach w oczach a potem jakoś idzie. No nie daje sobie przyłożyć maseczki do buzi ale mogę ją trzymać dosyć blisko buźki. Naprawdę fajnie ją nawilża i po inhalacji jak kicha to ma aż smarki na buźce hehe :) . Po takiej inhalacji dobrze się ściąga katarek fridą - a i do tego się przyzwyczaja, choć czasem tak się pręży i wygina od tego jakby to chciało jej krzywdę zrobić. Na szczęście w większości przypadków daje sobie ładnie wyciągać jakby już zaczynała rozumieć że to jej pomoże lepiej oddychać :) Moja mądra mała córeczka :)
Noc z czwartku na piątek była już ciut lepsza bo dała się odłożyć do łóżeczka, choć tyle się nawstawałam do niej, że nie byłam w stanie zliczyć :( rano chodziłam jak zombie :P no ale mała kawka i byłam ogarnięta :) a co ważniejsze tatuś był w domu więc spoko loko luz i spontan :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)