Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotek. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lutego 2013

kotek am am

Od kilku dobrych dni Martusia ma fazę na karmienie kotka. Wie już gdzie trzymamy jego przysmaki i potrafi tak długo jęczeć czub ciągnąć nas za rączkę do kuchni i pokazywać paluszkiem aż wyjmiemy z opakowania kilka przysmaków ico by mogła dać je Ronarowi :)
Kotek też się do tego przyzwyczaił i jak tylko widzi, że Tusia do niego podchodzi to miauczy c oby mu dała jego smakołyki :P
Te smakołyki to są na kłaczki, bo kot ma długą sierść i dość często ją zwraca. Jednak też nie pozwolę, aby dała je na raz bo byśmy z torbami poszli hehe.  Zdarza się tak, że np. dam jej przydział 1o szt, a kiedy się skończy to daję jeszcze zwykły suchy pokarm. Kot niestety nie zawsze ma na niego ochotę i wtedy Tusia jest aż zła, że on nie chce jeść! Tłumacze, że kotek ma pełny brzuszek, że się już najadł, że teraz ma ochotę pospać. Najczęściej to skutkuje.
Potem tylko muszę upilnować i zabrać jedzonko, bo już się zdarzyło, że Tusia musiała posmakować co kotek tak zajada :D








niedziela, 3 lutego 2013

jak myje się kotek

Nasz kot Ronar już tak bardzo nie boi się Martusi. Nie ucieka przed nią, daje siebie pogłaskać. Jednak głównie obserwuje: każdy jej krok, ruch, zachowanie.... bo musi być czujny na wypadek niezauważonego (to raczej niemożliwe) pojawienia się Tusi przy nim. Mała jak już idzie czy podbiega do niego to słychać i widać :) Na szczęście już jej głaskanie nie jest równoznaczne z wyrwaniem garści kłaków :P Teraz to naprawdę delikatnie potrafi zrobić "ajaja".
Rano jak tylko się obudzi i idę do jej pokoju to wypatruje czy kotek też przyszedł. A kotek przychodzi, kładzie się przy kaloryferze i patrzą na siebie :) Martusia uczy się wołać kotka "kici kici" - tylko w jej wykonaniu słychać bardziej "cici" czy "kci" :)
Ostatnio zauważyłam, że lubi naśladować kotka w myciu się. Jak kotek tylko zaczyna się myć to  Ona też tak próbuje :) Śmiesznie to wygląda :)

niedziela, 8 lipca 2012

błogo, leniewie, beztrosko, a głównie gorąco!

Weekend minął nam bardzo fajnie :)

W piątek jak to zwykle Mirek był w domu i dzięki temu mogłam umówić się do fryzjera. Kurczę - nie byłam u fryca ponad rok ... ale się cholercia zapuściłam... wrrr...  Fakt, przy dziecku i ciągle wypadająych mi garściami włosach wiązanie w kitka było bardzo wygodne, ale włosy urosły mi za ramiona i tylko ciężko się je myło, bo musiałam je wręcz prać. W rozpuszczonych nie lubię chodzić, więc takie długie to w sumie niepotrzebne. Ścięła je do szyi, ale tak aby można było kitka jednak robić. Oczywiście farbowanko moich siwuchów też było. W sumie zeszło mi prawie 2 h. W tym czasie tatuś spacerował z córeczką, byli na placu zabaw, ale do fryzjera też wstępował, aby Tusia miała cały czas mnie na oku :P  Och te jego wymówki ....
Fryzurka zrobiona - bardzo mi się podoba, ale co z tego jak taki upał i od razu mi się zaczynają kręcić  i po dobrej godzinie już jestem częściowa pokręcona :( Taki urok moich kłaków...
Po południu, jak Tusia wstała z drzemki pojechałyśmy do rodziców, a tata został w domu, aby się uczyć na poprawkę z ekonometrii. Bynajmniej miał ciszę i spokój, bo chłodu to nie! Ostatnio tak jest gorąco i parno, że nie idzie wytrzymać. Człowiek sto i się poci...

Sobota. Też upalna i parna. Rano Mirek pojechał do Gdańska do szkoły na poprawkę z ekonometrii i chyba będzie do przodu - taką mamy nadzieję. Przy dziecku to ciężko się uczy, bo brak czasu... Ale nic robi to dla niej.  Mówi, że sam po trzydziestce nie poszedłby się uczyć, ale jak jest Marta, to musi być dla niej mądry :)
Jak Tusia spała to jeszcze obciachał kota na balkonie, a potem było kąpania kota, tzn obydwaj weszli do prysznica, bo tak najlepiej się go myje :) Dopóki kot nie był obcinany, to podczas kąpania nie mógł ustać na własny łapkach, bo taka ciężka jego sierść, ale po obcięciu sam stał.
moje "drugie dziecko" :)
 



Natomiast popołudnie spędziliśmy u rodziców.  Były oczywiście poziomki, które Tusia uwielbia. 
Mirek znalazł swoją pierwszą deskorolkę, którą dostał od babci jak miał około 6 lat. Co ciekawe jest ona różowa :) Nie zdążył jej nawet porządnie oczyścić,a Marcia od razu chciała na nie siedzieć i nie było mowy aby ją z niej zsadzić, bo od razu syrenę zapuszczała. 



Muszę niestety powiedzieć, że marudzenie i płacz wchodzą jej w krew .... 
Coś wydaje się, że będzie chciała wyjść jej druga górna dwójka - jeszcze do tego jest daleka droga, ale coś dziąsełko zaczyna się rozpulchniać....

Wracaliśmy dość szybko bo po 18stej. Mieliśmy plan wieczornego wędkowania, tak do 22-23ej, ale plan wziął w łep :(
A to było nasze drugie podejście na wypad na ryby.  Teraz też siostra przyjechała by położyć Tusię spać, a my mieliśmy mieć wieczór wolny.... i co? i dupa blad.... jak tylko ją przywieźliśmy do nas to zaczęła się burza, oberwanie chmury i tyle było z naszego wędkowania.

Do tego cała nasza trójka jest przeziębiona. Zaczęło się ode mnie, potem Tusia a na końcu Mirek.  Jeszcze nas trzyma. Najgorszy był ból gardła, ale szybko minął. Teraz to Tusia i ja mamy okropny kaszek, a ona do tego katar (tylko, że on to też może być na ząbki). 
Jutro z rana dzwonię do przychodni i rejestruję nas obie do lekarzy - lepiej niech nas obsłuchają...


Dziś w niedzielę nawet do kościoła nie poszłyśmy, bo z moim kaszlem tylko bym przeszkadzała, a nie lubię jak się gapią...
Nawet rano nie poszliśmy na spacer. Za to tata i Tusia mieli klockowe przedpołudnie.  Budowali i budowali a efekt to statek z masztem w wykonaniu Mirka :)
A Tusia, żeby nie przeszkadzała za bardzo tacie w budowaniu została wsadzona do skrzyni z zabawkami czytała sobie książeczkę :P
 Popołudnie spędziliśmy u rodziców. Tusia miała okazję się popluskać w wodzie. Uwielbiam takie nic nierobienie...

Teraz jest 23.30 a nasza księżniczka ma problemy ze spaniem. o 22.30 obudziła się z wielki płaczem, poszłam do niej a ona cała spocona i mokra, choć tylko śpi w samym rampersie. Wzięła ją, dała się nawet potulić, porządnie wywietrzyliśmy pokój i położyłam ją z powrotem, ale ma bardzo płytki sen, bo co 5-10 min popłakuje ... ale mi jej szkoda... jutro pewnie będzie niewyspana i znowu marudna... :( ech.....



czwartek, 21 czerwca 2012

czekoladowe szczęście :)

Dziś zaczęło się LATO - tylko dlaczego jest brzydko, leje deszcz cały dzień i mała jest przez to marudna?
Dziś jest drugi dzień kiedy to przez tę pogodę prawie nie wychodzimy na dwór i mała jest taka marudna, humorzasta, a ja o mało co nie wychodzę z siebie :(

Ale żeby nie było, że tylko marudzę - będzie o słodkościach i wspomnieniach  dzieciństwa!!
Mirek wrócił z pracy caaały mokry - jazda rowerem z dworca PKP do domu w ulewie  :)
Po obiadku wpadliśmy na pomysł aby przywitać LATO na słodko! a dokładnie blokiem czekoladowym :) mniam mniam

I tak ja robiłam a Mirek i Martusia wylizywali łyżkę :) wiem wiem, że mała nie powinna ale tak się domagała, że nie mieliśmy serca jej odmówić ,no i trochę dla świętego spokoju :P


A poza tym Tusia uwidziała sobie legowisko Ronara :) A że Ronar z niego nie korzysta (woli spać z nami lub na fotelu) to mała ma radochę z gramolenia się do środka :P

Oczywiście poza samym legowiskiem kot jest w najściślejszym kręgu zainteresowania Tusi i np. razem oglądają co jest takiego ciekawego na balkonie :)

W zeszły piątek zrobiliśmy sobie krótki wypad nad morze do Sobieszewa. Pojechaliśmy, aby Mirek odpoczął od nauki, bo jest sesja.... Martusia oczywiście była zachwycona piaskiem i co chwilę było "oooo"!!!

I już ostatnie, ale ważne wydarzenie: Martusia ma już nowy większy foteli samochodowy przodem do kierunku jazdy!!! Teraz wszystko może obserwować a do tego widzi tatę lub mamę jak prowadzi auto :) No i ja ją lepiej mogę pilnować podczas jazdy, głównie jak jedziemy same bez taty :)








wtorek, 5 czerwca 2012

KO czyli kot - jak by ciebie kotku złapać :P

Tusia uwielbia Ronara. To jest fakt.

Wystarczy, że powiem: gdzie jest kotek? - a ona już się rozgląda i szuka kotka :)

Rano jak idę do niej z kaszką to kotek też mi towarzyszy, ale to z powodu iż jest godny i domaga się swojej porcji  :) Ja siadam na stołku przy łóżeczku i czekam aż wypije kaszką a Ronar przy mnie i też czeka - aż pójdę za nim do kuchni. Jak Tusia wypije to mówię: gdzie jest kotek? A ona się rozgląda i jak go zobaczy to od razu ma banana na buźce :) I oczywiście po swojemu do niego mówi, potem krzyczy i wyzywa  :P

Jednak wczoraj po drzemce kotek pierwszy raz podszedł na tyle blisko, że mogła do dosięgnąć przez szczebelki, a co lepsze Ronar ją zaczepiał, bo myślał, że jak wyciąga tak rączki to chce się bawić (no i czuł się bezpiecznie, bo wiedział że ona nie wyjdzie).

Potem ją wyjęłam z łóżeczka i dalej próbowała dorwać swojego kotka :)

Cieszę się, że on już się tak jej nie boi i nie ucieka. Jak przychodzą inne dzieci to od razu robi dyla na poddasze i tyle go widzą. Wyjątkiem jest Kornelka - ona jest bardzo delikatna i już się do niej przyzwyczaił :) Myślę, że Ronar ma jakieś złe wspomnienia z dziećmi i dlatego tak na nie reaguje - ucieczką.