Wczoraj w naszym mieście odbyło się uroczyste przywitanie jesieni.
Niby było skierowane do wszystkich mieszkańców, ale z racji iż było zorganizowane na godzinę 12stą to uważam, że mało kto mógł w tego skorzystać. Takich jak ja (mam z dzieckiem/dziećmi czy innych opiekunów) było mało. Najwięcej było grup przedszkolnych. Ależ te dzieciaczki pięknie były wystrojone :)
Prezydent Tczewa odsłonił kolejną figurkę - tym razem symbolizującą JESIEŃ (wiosna i lato już są).
Dzieciom rozdawano słodycze oraz jabłuszka :)
Dziś już Tusia poszła do żłobka po prawie tygodniowej przerwie spowodowanej przeziębieniem. Całe szczęście, że obyło się bez antybiotyku, bo kaszel, który miała na początku nie zapowiadał niczego dobrego.
Teraz możemy na dobre korzystać z uroków jesieni....
wtorek, 24 września 2013
poniedziałek, 23 września 2013
jesienna wycieczka
Jesień już jest.
A my postanowiliśmy ją przywitać wycieczką.
Celem podróży był Akwedukt w Fojutowie.
Pogoda zapowiadała się w kratkę, ale na szczęście deszcz pokropił tylko jak jechaliśmy samochodem.
Miejsce piękne, bo przecież to Bory Tucholskie :) Polecam na rodzinną wycieczkę. Już widać, że jesień wkracza, bo kolory liści już robią się przepiękne.
A do dziś nie mogę wyjść z podziwu jaka tam jest czyta woda w rzekach! Fakt jest płytko, ale nie zmienia to faktu, że jest przezroczysta :) A ile ryb tam jest! Aż z Mirkiem się rozmarzyliśmy, aby tylko wędki tam zamoczyć :D Mam cichą nadzieję, że kiedyś wybierzemy się w tamte rejony, bez Tusi i będziemy mogli sobie połowić.... To jest to co tygryski lubią najbardziej :D
Wszystko Tusi się podobało, ale hiciorem było rzucanie kamyków do rzeki - najchętniej by to robiła i robiła. Gdy tylko trzeba było odejść to bunt był ogromny i z grzecznej miłej dziewczynki zmieniła się w rozkapryszoną panienkę, która chce postawić na swoim. Po długich prośbach i groźbach udało nam się odejść... ufff.... ale byliśmy wykończeni taką przepychanką...
Pierwszy raz na taką wycieczkę nie wzięliśmy wózka i muszę pochwalić Tusię, bo 3/4 trasy przechodziła sama. A po takim spacerku poszliśmy zjeść obiadek i potem jeszcze obowiązkowo plac zabaw.
Obiadek zjedliśmy w Zajeździe Fojutowo, który jest zaraz na początku trasy spacerowej do Akweduktu. Martusia zjadła pyszną zupkę o nazwie" zupa kajakarzy" (wg mnie to taka gulaszowa, ale pełna mięska i warzyw) a my dania z drobiu. Plus taki, że były naprawdę dobre, a minus, że to takie damskie porcje, chłop się tym nie naje.
A przy tym zajeździe jest ogromny plac zabaw. Niestety jest w przebudowie i można było korzystać tylko z jego części. Tak więc po jedzonku mieliśmy trochę ruchu :D
Tak po pół godzinie wygonił nas niestety mały deszczyk, ale i tak robiło się już chłodno więc już wracaliśmy do domu.
W drodze powrotnej Tusia zrobiła sobie godzinną drzemkę.
A my postanowiliśmy ją przywitać wycieczką.
Celem podróży był Akwedukt w Fojutowie.
Pogoda zapowiadała się w kratkę, ale na szczęście deszcz pokropił tylko jak jechaliśmy samochodem.
Miejsce piękne, bo przecież to Bory Tucholskie :) Polecam na rodzinną wycieczkę. Już widać, że jesień wkracza, bo kolory liści już robią się przepiękne.
A do dziś nie mogę wyjść z podziwu jaka tam jest czyta woda w rzekach! Fakt jest płytko, ale nie zmienia to faktu, że jest przezroczysta :) A ile ryb tam jest! Aż z Mirkiem się rozmarzyliśmy, aby tylko wędki tam zamoczyć :D Mam cichą nadzieję, że kiedyś wybierzemy się w tamte rejony, bez Tusi i będziemy mogli sobie połowić.... To jest to co tygryski lubią najbardziej :D
Wszystko Tusi się podobało, ale hiciorem było rzucanie kamyków do rzeki - najchętniej by to robiła i robiła. Gdy tylko trzeba było odejść to bunt był ogromny i z grzecznej miłej dziewczynki zmieniła się w rozkapryszoną panienkę, która chce postawić na swoim. Po długich prośbach i groźbach udało nam się odejść... ufff.... ale byliśmy wykończeni taką przepychanką...
Pierwszy raz na taką wycieczkę nie wzięliśmy wózka i muszę pochwalić Tusię, bo 3/4 trasy przechodziła sama. A po takim spacerku poszliśmy zjeść obiadek i potem jeszcze obowiązkowo plac zabaw.
Obiadek zjedliśmy w Zajeździe Fojutowo, który jest zaraz na początku trasy spacerowej do Akweduktu. Martusia zjadła pyszną zupkę o nazwie" zupa kajakarzy" (wg mnie to taka gulaszowa, ale pełna mięska i warzyw) a my dania z drobiu. Plus taki, że były naprawdę dobre, a minus, że to takie damskie porcje, chłop się tym nie naje.
A przy tym zajeździe jest ogromny plac zabaw. Niestety jest w przebudowie i można było korzystać tylko z jego części. Tak więc po jedzonku mieliśmy trochę ruchu :D
Tak po pół godzinie wygonił nas niestety mały deszczyk, ale i tak robiło się już chłodno więc już wracaliśmy do domu.
W drodze powrotnej Tusia zrobiła sobie godzinną drzemkę.
niedziela, 22 września 2013
piątek, 20 września 2013
nie ma czasu
Marta bawi się klockami.
A dokładnie ma rozbiórkę budowli, którą budowała z tatą.
I nagle oto taki dialog:
Tusia: mama oć tu to mnie!
Ja: Nie mogę bo robię obiadek
Tusia: no ale siusiu
Ja: chcesz siusiu tak?
Tusia: nieeee
Ja: to chcesz czy nie?
Tusia: nie ma ciasu...
:D
A dokładnie ma rozbiórkę budowli, którą budowała z tatą.
I nagle oto taki dialog:
Tusia: mama oć tu to mnie!
Ja: Nie mogę bo robię obiadek
Tusia: no ale siusiu
Ja: chcesz siusiu tak?
Tusia: nieeee
Ja: to chcesz czy nie?
Tusia: nie ma ciasu...
:D
czwartek, 19 września 2013
rozpusta
Oj tak dziś mieliśmy rozkosz dla podniebienia :)
Nawet kalorii nie chcę liczyć, bo po co sobie humor psuć :P
Gofry może nie były chrupiące jak kupione,ale i tak były pyszne. A do tego te dodatki..... nutella, dżem czereśniowy własnej roboty i specjalnie ubiłam śmietanę kremówkę.... no mówię Wam NIEBO W GĘBIE :D
Nawet kalorii nie chcę liczyć, bo po co sobie humor psuć :P
Gofry może nie były chrupiące jak kupione,ale i tak były pyszne. A do tego te dodatki..... nutella, dżem czereśniowy własnej roboty i specjalnie ubiłam śmietanę kremówkę.... no mówię Wam NIEBO W GĘBIE :D
obiad na kolację
Jak już wczoraj pisałam Tusia zasnęła u nas na łóżku.
Jej drzemka trwała aż do 19tej.
Nie mogliśmy jej dobudzić.
Chyba potrzebny był ten sen.
Obudziła się głodna i rosołek zjadła dopiero po 19tej. Czyli to była obiadokolacja :)
Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że z szybkiego pójścia spać nici.
I tak było.
Zasnęła dopiero po północy.
Dziś jest już trochę lepiej, bo mniej kaszle.
I babcia Misia nas odwiedziła :)
Zaraz zabieram się za szukanie jakieś przepisu na gofry. Może macie jakiś sprawdzony? Chętnie przygarnę :)
Jej drzemka trwała aż do 19tej.
Nie mogliśmy jej dobudzić.
Chyba potrzebny był ten sen.
Obudziła się głodna i rosołek zjadła dopiero po 19tej. Czyli to była obiadokolacja :)
Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że z szybkiego pójścia spać nici.
I tak było.
Zasnęła dopiero po północy.
Dziś jest już trochę lepiej, bo mniej kaszle.
I babcia Misia nas odwiedziła :)
Zaraz zabieram się za szukanie jakieś przepisu na gofry. Może macie jakiś sprawdzony? Chętnie przygarnę :)
środa, 18 września 2013
lekarzowo
Byłam dziś z Tusią u pediatry, bo tak od rana mocno kaszle, że bałam się, że płuca wypluje.
Na szczęście osłuchowo czysto, gardło ok i uszy też :)
Przez 5 dni mamy robić inhalację, brać syrop itp a jak się nie poprawi to w przyszłym tygodniu do kontroli.
W tym momencie muszę bardzo pochwalić Tusię. Nigdy nie lubiła wizyt u lekarza, zawsze podczas badania był płacz (większy lub mniejszy), zawsze mocno się we mnie wtulała.
Dziś to była zupełnie inna dziewczynka.
Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki coś się odmieniło.
Oczywiście jak zawsze przed wyjściem do lekarza tłumaczyłam gdzie idziemy, co będą jej robić, jak badać, że ma otwierać buzię aby pokazać gardełko.... ale potem nic z tego nie było.
Dziś natomiast weszła do gabinetu pewnym krokiem, od razu wgramoliła się na krzesło i zobaczyła na biurku małe autko. Patrzy na mnie i mówi: moje? a ja że to Pani doktor i, że jak się zapyta to może Pani jej pożyczy na chwilę. Ona patrzy na Panią doktor i mówi: Tusia zicić auto? A Pani doktor aż się uśmiechnęła.
Gdy przyszłą pora badania to Tusia beż żadnych protestów dała się rozebrać i siedząc na krześle i tylko trzymając mnie za rękę dała się zbadać. I nawet oddychała mocno jak Pani doktor o to poprosiła.
Potem Pani doktor spytała się Tusi, czy mogłaby sprawdzić brzuszek, bo chciałaby wiedzieć co jadła na śniadanko i aby to zrobić musiałaby położyć się na specjalne łóżko. Tusia bez żadnych protestów zeszła z krzesła i razem za rączkę poszłyśmy na leżankę. Tam ją położyłam i Pani doktor badała i rozmawiała z Tusią pytając się: o chyba jadłaś płatki na śniadanie? A Tusia: nie (i uśmiech), a może mleczko piłaś? a Tusia: Nie, kasza! (i znowu uśmiech)
Następnie trzeba było sprawdzić gardełko i też bez problemów otworzyła buzię i powiedziała AAAAA.
I skoro już wszystko tak ładnie szło to Pani doktor spytała się Tusi czy może poświecić jej światełkiem w uszka, a Ona bez protestów się zgodziła :)
Oczywiście z gabinetu wyszła z kilkoma naklejkami i jeszcze w drzwiach powiedziała: Dzenia (do widzenia)
Sama do tej pory jestem w lekkim szoku, że to moje dziecko było takie grzeczne!!!
I życzę sobie, żeby to nie był przypadek i tak zawsze wyglądały wizyty u lekarza :D
A teraz zasnęła obok mnie na łóżku u nas w pokoju licząc kasztany :)
Liczyła, liczyła i zasnęła.
I strasznie kaszle przez sen :(
A sen to zdrowie więc niech śpi ta moja królewna....
No i już dochodzi rosołek, więc jak się obudzi to będzie jak znalazł :)
Miłego.
Na szczęście osłuchowo czysto, gardło ok i uszy też :)
Przez 5 dni mamy robić inhalację, brać syrop itp a jak się nie poprawi to w przyszłym tygodniu do kontroli.
W tym momencie muszę bardzo pochwalić Tusię. Nigdy nie lubiła wizyt u lekarza, zawsze podczas badania był płacz (większy lub mniejszy), zawsze mocno się we mnie wtulała.
Dziś to była zupełnie inna dziewczynka.
Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki coś się odmieniło.
Oczywiście jak zawsze przed wyjściem do lekarza tłumaczyłam gdzie idziemy, co będą jej robić, jak badać, że ma otwierać buzię aby pokazać gardełko.... ale potem nic z tego nie było.
Dziś natomiast weszła do gabinetu pewnym krokiem, od razu wgramoliła się na krzesło i zobaczyła na biurku małe autko. Patrzy na mnie i mówi: moje? a ja że to Pani doktor i, że jak się zapyta to może Pani jej pożyczy na chwilę. Ona patrzy na Panią doktor i mówi: Tusia zicić auto? A Pani doktor aż się uśmiechnęła.
Gdy przyszłą pora badania to Tusia beż żadnych protestów dała się rozebrać i siedząc na krześle i tylko trzymając mnie za rękę dała się zbadać. I nawet oddychała mocno jak Pani doktor o to poprosiła.
Potem Pani doktor spytała się Tusi, czy mogłaby sprawdzić brzuszek, bo chciałaby wiedzieć co jadła na śniadanko i aby to zrobić musiałaby położyć się na specjalne łóżko. Tusia bez żadnych protestów zeszła z krzesła i razem za rączkę poszłyśmy na leżankę. Tam ją położyłam i Pani doktor badała i rozmawiała z Tusią pytając się: o chyba jadłaś płatki na śniadanie? A Tusia: nie (i uśmiech), a może mleczko piłaś? a Tusia: Nie, kasza! (i znowu uśmiech)
Następnie trzeba było sprawdzić gardełko i też bez problemów otworzyła buzię i powiedziała AAAAA.
I skoro już wszystko tak ładnie szło to Pani doktor spytała się Tusi czy może poświecić jej światełkiem w uszka, a Ona bez protestów się zgodziła :)
Oczywiście z gabinetu wyszła z kilkoma naklejkami i jeszcze w drzwiach powiedziała: Dzenia (do widzenia)
Sama do tej pory jestem w lekkim szoku, że to moje dziecko było takie grzeczne!!!
I życzę sobie, żeby to nie był przypadek i tak zawsze wyglądały wizyty u lekarza :D
A teraz zasnęła obok mnie na łóżku u nas w pokoju licząc kasztany :)
Liczyła, liczyła i zasnęła.
I strasznie kaszle przez sen :(
A sen to zdrowie więc niech śpi ta moja królewna....
No i już dochodzi rosołek, więc jak się obudzi to będzie jak znalazł :)
Miłego.
wtorek, 17 września 2013
na angielską nutę :)
Dziś o zajęciach w żłobku.
Tusia ma m.in. rytmikę i angielski.
Ostatnio co chwilę w domu sobie mówi (śpiewa): loli loli in in in
W końcu spytałam się ani o to i okazało się faktycznie, że mają taką piosenkę "Roly Poly" i pokazują : up, down, in and out a pomiędzy robią jakieś kręciołki rączkami :D
Chciałam ją nagrać, ale kiedy widzi aparat to od razu się wygłupia i w końcu mamy takie coś :P
A tak to wygląda w lepszym wykonaniu (znalezione na YouTube):
Tusia ma m.in. rytmikę i angielski.
Ostatnio co chwilę w domu sobie mówi (śpiewa): loli loli in in in
W końcu spytałam się ani o to i okazało się faktycznie, że mają taką piosenkę "Roly Poly" i pokazują : up, down, in and out a pomiędzy robią jakieś kręciołki rączkami :D
Chciałam ją nagrać, ale kiedy widzi aparat to od razu się wygłupia i w końcu mamy takie coś :P
A tak to wygląda w lepszym wykonaniu (znalezione na YouTube):
poniedziałek, 16 września 2013
kolory jesieni
Chyba nawet mogę lubić jesień.
Wczoraj byliśmy na ponad 3 godzinnym spacerze. Choć tak naprawdę to my spacerowaliśmy a Tusia ani myślała wysiadać z wózka! Liczyłam, że się wybiega, wyszaleje, ani prawie nic z tego. Wolała wszystko obserwować z pozycji siedzącej.
Pogoda na dopisała i choć nie było słonecznie i jak ruszyliśmy to odrobinę kropiło, to na szczęście po kilku minutach przestało. Już tak w powietrzu czuć tę jesień.
W połowie drogi zafundowaliśmy sobie małe co nie co, Tusia i tata po rurce z kremem, a ja pysznego ciepłego gofra z nutellą :D - dobrze, że jeszcze mieliśmy długi powrót do domu, bo kalorii zjadłam co nie miara!
A w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w małym parku i zbieraliśmy kasztany ! Wtedy Tusia z chęcią opuściła swój pojazd i zaczęła szaleć na trawie wśród liści! Tata dzielnie rzucał kijem w drzewo, aby zrzucać kasztany a my kibicowałyśmy :D
Każdy kasztan Tusia wkładała sobie do kieszonek w polarku, a że te kieszonki małe to gubiła je co chwilę hehe.
Potem wszystkie kasztany położyła na siedzenie w wózku i usiadła na nich.
Była już trochę zmęczona i w końcu zasnęła w wózku.
Niestety taka późna drzemka nie wpłynęła dobrze na wieczorne zasypianie, bo zasnęła na dobre dopiero po 23ciej.
Tak czy inaczej chyba lubię tę jesień :)
Miłego.
Wczoraj byliśmy na ponad 3 godzinnym spacerze. Choć tak naprawdę to my spacerowaliśmy a Tusia ani myślała wysiadać z wózka! Liczyłam, że się wybiega, wyszaleje, ani prawie nic z tego. Wolała wszystko obserwować z pozycji siedzącej.
Pogoda na dopisała i choć nie było słonecznie i jak ruszyliśmy to odrobinę kropiło, to na szczęście po kilku minutach przestało. Już tak w powietrzu czuć tę jesień.
W połowie drogi zafundowaliśmy sobie małe co nie co, Tusia i tata po rurce z kremem, a ja pysznego ciepłego gofra z nutellą :D - dobrze, że jeszcze mieliśmy długi powrót do domu, bo kalorii zjadłam co nie miara!
A w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w małym parku i zbieraliśmy kasztany ! Wtedy Tusia z chęcią opuściła swój pojazd i zaczęła szaleć na trawie wśród liści! Tata dzielnie rzucał kijem w drzewo, aby zrzucać kasztany a my kibicowałyśmy :D
Każdy kasztan Tusia wkładała sobie do kieszonek w polarku, a że te kieszonki małe to gubiła je co chwilę hehe.
Potem wszystkie kasztany położyła na siedzenie w wózku i usiadła na nich.
Była już trochę zmęczona i w końcu zasnęła w wózku.
Niestety taka późna drzemka nie wpłynęła dobrze na wieczorne zasypianie, bo zasnęła na dobre dopiero po 23ciej.
Tak czy inaczej chyba lubię tę jesień :)
Miłego.
niedziela, 15 września 2013
magiczne słowa
1. Jesteśmy w sklepie. Tusia pcha wózek sklepowy i w dziale warzywnym walnęła nim w skrzynie. Wygląda zza wózka i mówi: PLASZAM (przepraszam)... i idzie dalej :)
2. Jedna w wielu sytuacji w domu: Tusia puściła bączka i mówi: uuu pult, PLASZAM, z uśmiechem na buzi :)
3. Dziś rano poszłyśmy do naszego osiedlowego sklepiku bo świeży chleb. Czekamy, bo jedna osoba przed nami. Gdy przyszła nasza kolej ja proszę o chleb a Tusia nagle mówi: PLOSZĘ (proszę) LIZAKA :D
4.Dziękuję też oczywiście mówi: jak coś dostanie, ale też często myli dziękuję z proszę i zamiast o coś poprosić mówi KUJĘ :)
Dopisek:
5. Jest jeszcze NA ZDLOWIE kiedy ja czy tata : kichniemy, kaszlniemy, bekniemy :)
2. Jedna w wielu sytuacji w domu: Tusia puściła bączka i mówi: uuu pult, PLASZAM, z uśmiechem na buzi :)
3. Dziś rano poszłyśmy do naszego osiedlowego sklepiku bo świeży chleb. Czekamy, bo jedna osoba przed nami. Gdy przyszła nasza kolej ja proszę o chleb a Tusia nagle mówi: PLOSZĘ (proszę) LIZAKA :D
4.Dziękuję też oczywiście mówi: jak coś dostanie, ale też często myli dziękuję z proszę i zamiast o coś poprosić mówi KUJĘ :)
Dopisek:
5. Jest jeszcze NA ZDLOWIE kiedy ja czy tata : kichniemy, kaszlniemy, bekniemy :)
środa, 11 września 2013
dziad
Od jakiegoś czasu... no tak z 2 tygodnie, jak robi się ciemno to Tusia wchodząc do ciemnego pokoju mówi "dziad".
Dziś np. gdy powiedziałam, że ma iść do pokoju i przynieść swoją podusię, to owszem poszła i przyniosła, ale jak tylko wdrapała się do mnie na łóżko, to już wołała "idzie dziad". Jednak nie mówi tego z jakimś przerażeniem czy jakby się bała.... mówi to raczej normalnie.
I tak mówiła chyba z 15 minut o tym dziadzie.
Jak w pokoju zasypia, a ja leżę z nią w łóżku (niestety dość często trzeba z nią leżeć i czekać aż zaśnie, a zanim nie przeszła na duże łóżko zasypiała sama) to też mówi" idzie dziad", "o! dziad idzie", " dziada nie ma?" itp.
Oczywiście zapewniam ją, że nikogo takiego nie ma, że jest mamusia, tatuś i kotek i wszystkie jej przytulanki. Zapewniam, że jest bezpieczna.
Ważne, że nie boi się ciemności, nie boi się wchodzić do ciemnych pomieszczeń.
Tylko skąd ten dziad???
Dziś np. gdy powiedziałam, że ma iść do pokoju i przynieść swoją podusię, to owszem poszła i przyniosła, ale jak tylko wdrapała się do mnie na łóżko, to już wołała "idzie dziad". Jednak nie mówi tego z jakimś przerażeniem czy jakby się bała.... mówi to raczej normalnie.
I tak mówiła chyba z 15 minut o tym dziadzie.
Jak w pokoju zasypia, a ja leżę z nią w łóżku (niestety dość często trzeba z nią leżeć i czekać aż zaśnie, a zanim nie przeszła na duże łóżko zasypiała sama) to też mówi" idzie dziad", "o! dziad idzie", " dziada nie ma?" itp.
Oczywiście zapewniam ją, że nikogo takiego nie ma, że jest mamusia, tatuś i kotek i wszystkie jej przytulanki. Zapewniam, że jest bezpieczna.
Ważne, że nie boi się ciemności, nie boi się wchodzić do ciemnych pomieszczeń.
Tylko skąd ten dziad???
sobota, 7 września 2013
wrześnowy relaks
Udało nam się wyrwać na dwa dni do Ocypla do lasu nad jezioro :)
Pogoda nam dopisała, bo jeszcze we wtorek padało i było pochmurnie, a w środę jak jechaliśmy już świeciło słoneczko :)
Taki wyjazd to naładowanie akumulatorów na całą jesień!
Były spacery nad jeziorem, karmienie kaczuszek, grillowanie, ciepłe herbatki wieczorem lub piwko z soczkiem :)
A Martusia praktycznie cały czas była na dworze, a w domku tylko spała :)
Przy samym domku mieliśmy plac zabaw więc Tusia była w siódmym niebie! A do tego poznała dwie koleżanki z Łodzi: 5letnią Martę i 3letnią Madzię, które okazały się przeuroczymi i bardzo fajnymi kompanami zabaw :)
Jedynie co, to nie chodziliśmy po lesie, bo naszej szanownej królewnie nie chciało się używać nóżek! Przeszła ze 200-300 metrów i już wołała OPA! OPA!!
A jak tu nosić takiego 13kilowego klopsa?? No nijak... A tak chcieliśmy trochę grzybków nazbierać.
I jeszcze jedno. Na miejscu spotkała mnie miła niespodzianka, bo w domku obok była moja koleżanka z poprzedniej pracy z banku - Marlenita! Ale się obie zdziwiłyśmy na swój widok :) Oczywiście pozytywnie. Już prawie 1,5 roku jej nie widziałam i przynajmniej miałyśmy okazję porozmawiać :)
Marlenko - bardzo cieszę się, że się spotkałyśmy, tylko szkoda, że tak krótko... buźka dla Ciebie.
Pogoda nam dopisała, bo jeszcze we wtorek padało i było pochmurnie, a w środę jak jechaliśmy już świeciło słoneczko :)
Taki wyjazd to naładowanie akumulatorów na całą jesień!
Były spacery nad jeziorem, karmienie kaczuszek, grillowanie, ciepłe herbatki wieczorem lub piwko z soczkiem :)
A Martusia praktycznie cały czas była na dworze, a w domku tylko spała :)
Przy samym domku mieliśmy plac zabaw więc Tusia była w siódmym niebie! A do tego poznała dwie koleżanki z Łodzi: 5letnią Martę i 3letnią Madzię, które okazały się przeuroczymi i bardzo fajnymi kompanami zabaw :)
Jedynie co, to nie chodziliśmy po lesie, bo naszej szanownej królewnie nie chciało się używać nóżek! Przeszła ze 200-300 metrów i już wołała OPA! OPA!!
A jak tu nosić takiego 13kilowego klopsa?? No nijak... A tak chcieliśmy trochę grzybków nazbierać.
I jeszcze jedno. Na miejscu spotkała mnie miła niespodzianka, bo w domku obok była moja koleżanka z poprzedniej pracy z banku - Marlenita! Ale się obie zdziwiłyśmy na swój widok :) Oczywiście pozytywnie. Już prawie 1,5 roku jej nie widziałam i przynajmniej miałyśmy okazję porozmawiać :)
Marlenko - bardzo cieszę się, że się spotkałyśmy, tylko szkoda, że tak krótko... buźka dla Ciebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
