czwartek, 24 kwietnia 2014

Poświątecznie...

Święta minęły zdecydowanie za szybko.
Pogoda w niedzielę była piękna, taka w sam raz na Wielkanoc, za to poniedziałek już był bardziej pochmurny i nawet z rana jak przystało na lany poniedziałek trochę pokropiło i z nieba ;)
W niedzielę wybrałyśmy się z Tusią do kościoła - ambitnie bo na 8.30. Początkowo młoda nie chciała iść, ale jak usłyszała, że idzie też ciocia, wuje, Nela i Kondziu, to bez żadnego ale wstał o 7 rano :) Wtała tak wcześnie bo nam się godzina mszy pomieszała i wybraliśmy się wszyscy na 8 rano :/  Idziemy z Tusią do kościoła, ale nikogo nie widzę, aby szedł... no myślę sobie, że przecież to suma i dziwne troszkę... widzę już pełno samochodów przed kościołem i gdy jesteśmy już bardzo blisko i słyszę śpiewy to od razu mnie natchnęło, że przecież jest na 8.30! Uśmiałam się sama z siebie :) No więc zawracamy i już wyjmuję telefon, aby zadzwonić do siostry, gdy ją dostrzegam  :) A Ona mówi, że idą i też nikogo nie widzą, tylko jakąś kobietę z dzieckiem i po chwili się domyślili, że to my :D Na szczęście mamy bliziutko do domu, więc poszłyśmy do mnie, bo jeszcze miałam do pokrojenia rzodkiewkę i szczypiorek do twarożku na śniadanie wielkanocne, a szwagier poszedł szybko sam do siebie, aby poklepać jeszcze kotlety :D
I tak po 30 minutach poszłyśmy jeszcze raz, tym razem już na dobrą godzinę.
Poniedziałek zaczęłyśmy od oblania Mirka wodą, ale my też nie uszłyśmy sucho :P Zanim usiedliśmy do śniadania musieliśmy zdjąć nasze mokre piżamy hehe.  Potem poszłam do kościoła, ale o dziwo nikogo nie widziałam na worze, kto by się lał wodą.. kiedyś to strach było wyjść w domu w ten dzień. A teraz - no problem :)
Po południu dzieciaki trochę popsikały wodą na podwórku i chyba najbardziej mokry to był ... dziadek :)

A gdy już wieczorkiem wróciliśmy do domu, to weszliśmy tylko po to, aby zostawić rzeczy i poszliśmy jeszcze na spacerek, bo takie obżarstwo to aż grzech. Na cel obraliśmy były koszary wojskowe. Tusia budynek wojskowy nazwała "zamkiem" i koniecznie chciała tam wejść, ale nie dało się, bo okna i wejścia zostały już zamurowane. A teraz jest tam tyyyyyle miejsca do biegania i do grania w "niby piłkę" czyli kopanie puszki lub pustej butelki :D

A teraz zostawiam Was z całym mnóstwem zdjęć :)













3 komentarze:

  1. Tusia i dzieciaczki sa do siebie podobni jak rodzeństwo :-)))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie spędzony czas to najważniejsze :))

    OdpowiedzUsuń