środa, 28 stycznia 2015

ubiór do przedszkola

Niby temat prosty jednak po balu w przedszkolu trochę mnie zdziwiło jak rodzice ubierają dzieci do przedszkola.
Tusia chodzi do przedszkola od września. Zawsze staram się ubierać ją do panujących warunków na dworze, ale przede wszystkim do tego jak jest ciepło w samym przedszkolu.
Wrzesień to było jeszcze ciepło więc potrafiła mieć w przedszkolu krótkie spodenki i rękawek. Potem były już długie spodnie dresowe lub legginsy. I to takie z gumką dla łatwego ściągania i zakładania. Rękawek krótki z podkoszulkiem pod spodem, dodatkowo dawałam sweterek czy bluzę jakby jej się zimno zrobiło lub cienkie bluzeczki z długim rękawem. Teraz też nosi takie cienkie bluzeczki, bo przecież kaloryfery grzeją i jest ciepło. Mogłaby nosić z krótkim rękawem, ale Ona nie chce.
Dlaczego o tym piszę? Bo jakie było moje zdziwienie kiedy to poszłam pomagać w dniu balu w przebieraniu dzieci w stroje przebierańców i okazało się, że chłopiec ma na sobie rajstopy a na nich dżinsy zapinane na guzik i zamek. Nie dość, że spodnie były sztywne i z pewnością niewygodne, to jak spytałam się czy umie je zdjąć to nie potrafił - gdyby pewnie miał na gumkę to by sam zdjął. I tak kilka innych dzieci było podobnie ubranych. Niektóre miały tak grube bluzy czy sweterki, że aż były czerwone i spocone!
Ja nawet jak ubieram Tusię gdy wychodzimy do przedszkola i na dworze jest zimno to w szatni zdejmuję jej rajstopki i ubieram skarpetki i dresy lub zostawiam rajstopki i ubieram spódniczkę lub krótkie letnie spodenki na rajstopki. I jak ma drugi sweterek pod kurtką to też obowiązkowo zdejmujemy!
Nie wyobrażam sobie, żeby te godziny miała siedzieć i bawić się tak grubo ubrana!
Rozmawiałam podczas balu z wychowawczynią na ten temat i mówiła, że rodzice nie robią sobie nic z rozmów czy próśb o lżejsze ubieranie, albo mają wymówki, że rano jest przecież zimno a jak przyprowadzają to nie mają czasu na rozbieranie i przebieranie, albo, że przecież nie jest tu (czyt. w przedszkolu) tak ciepło. WTF??? Naprawdę? Chyba chcą zrzucić to na przedszkolanki, bo przecież w worku z zapasowymi ubrankami są lżejsze i mogą je przebrać. Ciekawe. Bo naprawdę panie nie mają co robić tylko schodzić do szatni i sprawdzać czy dane dziecko ma coś lżejszego do ubrania.....
No a potem nie ma co się dziwić, że dzieci są przegrzane....

Nawet przedwczoraj dostaliśmy maila, żeby dzieci nie ubierać za ciepło, żeby znaleźć czas na przebranie czy rozebranie dziecka przed oddaniem do sali.

Aaaa i jeszcze często jest problem z odzieżą wierzchnią i butami. Na jesieni kiedy by mogli często wychodzić, spacery były dość rzadko, bo dzieci potrafiły być przyprowadzane w sandałkach lub szmaciakach, albo bez kurtki i czapki, bo przywieźli je autem i nie było potrzeby ubierać odpowiednio do pogody. Niektórzy potrafili jesienią przywieźć autem już w kapciach i tak wnieść do przedszkola, aby nie tracić czasu na przebieranie....  czasami aż brak słów...............

7 komentarzy:

  1. Ostatni akapit mnie zamurował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety na własne oczy widziałam taką sytuację, jak mama wyciągała z samochodu syna w kapciach i na rękach zaniosła do przedszkola....a to była późną jesienią.

      Usuń
  2. A później dzieciaki chorują, bo są przegrzane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, a potem pretensje, że dzieci chorują... a często sami rodzice doprowadzają do takiego stanu....

      Usuń
  3. Powiem Ci, ze ja z ubraniem dzieci mam straszny dylemat... Teraz jeszcze nie jest zle, bo Pani Marysia to taka prawie-babcia i w razie potrzeby dzieci mi rozbierze, albo ubierze. :)
    Ale wraz z pojsciem Bi do przedszkola, bede miala niezly orzech do zgryzienia. Juz przeczytalam w broszurce, ze dzieci codziennie, bez wzgledu na pogode wychodza na dwor. No i super, tylko np. teraz jest zima, na dwor trzeba by maluchowi zalozyc ocieplane spodnie. Za to w klasie dziecko upociloby sie jak mysz. W Polsce jeszcze nauczycielki sa bardziej opiekuncze pod tym wzgledem, a tutaj? Pamietam kolezanke, ktora toczyla batalie z przedszkolem syna, bo maly biegal przez pol dnia w butach zalozonych na lewa noge, albo jezykiem z adidasow podwinietym tak, ze nie dalo sie zapiac rzepow. A nauczycielki co na to? Dziecko ma byc samodzielne i umiec sie ubrac. Trzylatek! W d*pie mialy, ze dzieciak chodzic swobodnie nie moze. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, w takich momencie cieszę sie że nie jestem na Twoim miejscu, ale dla mnie to aż niemożliwe, żeby tak małe dzieci miałyby być tak mocno samodzielne! Przecież one się uczą....
      Już ci naprawdę współczuję posłania Bi do przedszkola....

      Usuń
  4. Świetny post, niestety teraz rodzice ubierają modnie, a nie wygodnie i nie dostosowują do końca ubioru swoich maluchów.. no a potem zostają takie wzorce w umyśle na całe życie, co zrobić, najlepiej samemu dbać jak najlepiej o swoją pociechę.

    OdpowiedzUsuń