Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziadkowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziadkowie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 stycznia 2013

było lepiej... znów jest gorzej ;(

Oczywiście mam na myśli zdrówko Martusi. Jeszcze wczoraj było ok, tylko malutki katarek i kaszelek. A dziś w nocy już słyszałam, że często popłakiwała - bo nosek zapchany i ciężko się oddycha. O dziwo rano obudziła się w dobrym humorze, bo słyszałam ja "rozmawiała" ze swoim króliczkiem i lalą i dopiero gdzieś po 30 minutach od obudzenia zaczęła wołać mama. To zwlekłam się z wyra niewyspana (8.30). A po co mi było oglądać do późna film - masz babo!
180ml kaszki wypiła bardzo chętnie. Potem weekendowym zwyczajem (kiedy tata jest w domu a nie na uczelni), biegusiem do łózka rodziców i wspólne oglądanie bajeczek z tatusiem. Mama w tym czasie się myje, ubiera, maluje (jak to mówi M. - poprawia Pana Boga!!!) i szykuje śniadanko.
Uwielbiam takie wspólne posiłki, gdzie nie trzeba się spieszyć, wszyscy razem siedzimy, jemy, pijemy kawkę (tylko rodzice, bo Tusia ma wodę z miodkiem)...
Ale jak czas mijał mała robiła się coraz bardziej marudna, nie wiedziała co chce już robić, w co się bawić... i o 11.30 kładłam ją już na drzemkę.
Obudziłam ją po 2 godzinach i wyglądała dobrze. Humorek też nawet dopisywał, więc postanowiliśmy pojechać do dziadków do Pszczółek i tam ją zostawić, a sami czmychnąć do Gdańska - Mirek musiał podjechać na chwilę do pracy. A potem chcieliśmy wykorzystać i pochodzić po sklepach. Kasy nie ma, ale patrzenie nic nie kosztuje :)  No i trochę relaksu bez dziecka nie zaszkodzi :)
Niestety, ten nasz wyjazd do dziadków chyba nie pomógł Tusi, bo znowu coś ją rozkłada. Gorączki dużej jeszcze nie ma, ale baaardzo marudna, jakaś osowiała i nieswoja.
 No i nie ma apetytu!!! A w jej przypadku oznacza to w 100% chorobę, bo przecież Tusia to istny żarłoczek jest na co dzień i trzeba chować przed nią jedzenie :)
Teraz już śpi. Kaszkę na noc na szczęście wypiła chętnie - mniej jedzenia w ciągu dnia zrobiło swoje. Byłam ją przykryć i niestety słyszę jak ciężko jej się oddycha - przez buzię :( bo nosek zapchany...
No i mam do siebie pretensje, że z nią pojechaliśmy... bo mogłam przewidzieć, że to może jej zaszkodzić... oj ja głupia matka!!! Jestem po prostu zła na siebie. Ale nie o to, że byliśmy u dziadków, bo przecież jej się bardzo podobało, bo dziadkowie umilali jej czas jak tylko mogli. Jestem zła, że wygrała chęć spędzenia popołudnia na łażeniu po sklepach...
Już tego nie odkręcę. Teraz tylko muszę pomóc Tusi jak najszybciej wyzdrowieć, choć pewnie bez wizyty u lekarza się nie obędzie.

piątek, 19 października 2012

wolne popołudnie i... chandra :(

Właśnie tatuś zabrał Tusie i pojechali do dziadków do Pszczółek.
Ja jakoś wolałam zostać w domu.
Od jakiegoś czasu mam podły nastrój, taki dołowy..
Składa się na niego wiele, wiele czynników, ale nie chcę o tym pisać.

Właśnie zrobiłam sobie rum z colą i biorę się za czytanie. Z tym czytaniem to mam spore zaległości... ostatni raz czytałam jak Marta miała ze 3-4 miesiące. Później już się nie dało za bardzo lub byłam zbyt zmęczona.
Teraz postanowiłam nadrobić zaległości. Zamiast bezsensownie gapić się w telewizor, będę czytać. No całkiem nie zrezygnuję z moich ulubionych seriali. :)

Dziś zaczynam czytać "Dziecko Emmy" Abbie Taylor.

Miłego weekendu.

wtorek, 12 czerwca 2012

czereśnie, poziomki .....

Wczoraj jak Mirek wrócił z pracy pojechaliśmy do dziadków do Pszczółek.
Mirek miał zadanie zbierania czereśni. W tym roku czereśni jest o połowę mniej niż w zeszłym roku, ale i tak jest co zbierać.
Za to Tusia miała uciechę bo dziadek woził ją w rowerku, a rowerek teraz to jest to! Już spacery w wózku tak nie cieszą jak rowerek :)
Czereśni bałam się jej jeszcze dać, tym bardziej, że było późne popołudnie i nie chciałam jakiś problemów brzuszkowych mieć na noc.
Ale za to poziomki.... achy i echy tak jej smakowały :) Nawet na wynos nazbierałam.




 A dziś po obiadku na deserek były uzbierane wczoraj poziomki :) pozwoliłam jej samej jeść, więc można się domyśleć jaki był efekt końcowy samodzielnego jedzenia:P
No ale nic, niech się młoda uczy a co tam :)
 Mama wypierze - w sumie to pralka wypierze - mama wyprasuje.

Najważniejsze to radość w oczach dziecka!!!
no to nara :)



poniedziałek, 6 lutego 2012

to co tygryski lubią najbardziej - poranki z tatusiem :)

oj tak tak... oboje bardzo lubią poranki razem w naszym łóżku :) oczywiście wtedy kiedy Mirek nie jedzie do szkoły w weekend. Rano ja idę do małej, przewijam i Tusia pije poranne mleczko z cycuszka, a potem siup do taty do wyrka :) - ja w tym czasie mam czas dla siebie i nie muszę się spieszyć w toalecie, mogę spokojnie wziąć prysznic :)





27 stycznia byliśmy u znajomych: Kamili i Marka no i ich synka Dominika, który ma 2,5 miesiąca (13stego lutego będzie miał już 3). Nareszcie Tusia mogła poznać swojego młodszego o 4 miesiące kolegę :) Przyglądała mu się z zaciekawieniem, ale ciekawsze było turlanie się po podłodze :) Było bardzo miło, a czas szybko zleciał i trzeba było do domku. Kiedyś było nie do pomyślenia, że od znajomych wraca się domu o 19stej  :P - dopiero o tej godzinie wychodziło się z domu :)


1 lutego po długiej przerwie przyjechali dziadki z Pszczółek. Tak tak stanowczo za rzadko przyjeżdżają, ale nic na siłę. Dobrze, że już Tusia ich pamięta, bo bynajmniej w miarę szybko się oswaja. Już nie mówię, że dziadek mógłby częściej być bo jest na emeryturze. Babcię jeszcze rozumiemy, bo pracuje. Jak byli to Tusia świetnie się z dziadkiem bawiła i jakby dziadek czasami przyjeżdżał to mogłabym czasami sobie wyjść z domu na chwilę, choćby po zakupy :)






 A to takie nasze zdjęcia z Tusią - bo co? bo mam ich z Martusią najmniej :(




Również uwielbia się kąpać i też często to uwieczniam na zdjęciach :) aż miło patrzeć jaka jest wtedy szczęśliwa :)