Martusia od urodzenia nie jest chętna do tulenia się co częściowo związane jest z jej "dolegliwościami", które miała.
Jednak od jakiegoś czasu to się zmienia :) - owszem najczęściej kiedy jest jej źle lub coś dolega, ale to miód na moje serce matczyne :) Jest to wspaniałe uczucie, kiedy dzieciątko tak się wtula, aż łzy się kręcą :)
Ostatnio ma trochę gorsze dni, a szczególnie noce, więc tulimy się do siebie dość często... z czwartku na piątek bardzo źle spała, prawie 3/4 nocy spędziłam z nią chodząc, śpiewając, tuląc się. Najlepsze jest to, że najpierw próbuję w nocy ją uspać tak: siedzę na fotelu, ona na kolanach i ja śpiewam nasz zestaw kołysanek i najpierw rączką szuka moich ust i wkłada paluszki i próbuje łapać język. Ja nie mogę śpiewać więc ona przestaje, ja śpiewam a ona wtedy mi klaszcze :) a ja próbuję powstrzymać się od śmiechu :)
usypianie i tak w 90% kończy się po około 2h kiedy to uśpi ją tylko.... cycek :(
Wczoraj w ciągu dnia troszeczkę pokasływała, ale naprawdę ciut. Dzień był długi bo Mirek był długo w pracy bo mieli uroczystość w pracy - 60-lecie 17 Terenowego Oddziału Lotniskowego. Mirek dostał nawet medal :)
Spać położyłam ją normalnie o 20stej, ale nie chciała zasnąć. W sumie zasnęłam po 22giej. O 0.30 obudziła się z takim płaczem wielkim, ale cycka nie chciała, za to tak mocno kaszlała, że aż się dusiła. Taki mocno krtaniowy, gardłowy kaszel. Po pół godzinie noszenia poszłam do Mirka aby ją wziął bo chciałam dać jej Panadol, ale stwierdziliśmy, że pojedziemy do lekarza, bo baliśmy się, że znowu nas czeka tygodniowe spanie na fotelu z Tusią na rękach. Na szczęście lekarz był na miejscu, nie miał wyjazdu. Było niestety sporo ludzi, ale pielęgniarka kazała nam wejść bez kolejki z dzieckiem :) Pan doktor obsłuchał i ufff nic nie słyszy na oskrzelach i płucach, to kaszel krtaniowy, gardłowy, może uczuleniowy. Oczywiście każe obserwować i w razie czego znowu przyjechać, bo może się zmienić w inny rodzaj kaszlu. Przepisał syrop obkurczający i do domu :) Chyba ten Panadol zadziałał bo malutka się uspokoiła i w końcu o 3.30 zasnęła :) ja jeszcze poczekałam 15 min aby sprawdzić czy się nie odkryła co często robi przy zasypianiu i też poszłam spać. Na szczęście juz się nie budziła do rana i wstaliśmy o 8.30 i musiałam małą obudzić, aby nie rozregulować dnia. Teraz ma już od 11stej drzemkę - zobaczymy jak długo będzie spała.
Idę sobie zrobić słabą kawkę bo głowa mnie boli. Mirek weekend w szkole więc będzie mi się dłużyło. Normalnie to bym do rodziców pojechała, ale nie możemy, bo choróbstwo jest u nich. Tata chory i moja kochana Kornelka ma antybiotyki i może SZKARLATYNĘ, bo w przedszkolu panuje a ona ma objawy tej choroby: gorączka, ból brzuszka, wymioty, bardzo bolące gardło. Sabcia mówi, że wysypki jeszcze nie ma, ale skóra jest jakaś inna... Więc siedzimy sobie same z Tusią w domu, a co jeszcze gorsze pogoda dziś jest pod psem, pada pada pada, może po południu nie będzie i wyjdziemy sobie na spacerek.
Trzymajcie kciuki aby Nelka szybko wyzdrowiała!!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogotowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogotowie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 kwietnia 2012
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Mam już skończone PÓŁ ROCZKU!!!!
Nasz najukochańsza królewna wczoraj skończyła PÓŁ ROCZKU!!!!
6 miesięcy temu o 17.05 przyszła na świat z "płaczem" i teraz swoje połówkowe urodzinki też tak zaczęła....
ale nam nie było do śmiechu....
a nic nie zapowiadało takiej koszmarnej i ciężkiej nocy. W sobotę z samego rana Mirek jechał do szkoły, my zostałyśmy same. Dzionek mijał nawet fajnie, nie była nawet marudna. Drzemki były jak zwykle, jedzenie też... wieczorem sama ją wykąpałam bo Mirek dopiero co wracał. Po kąpaniu tatuś już był w domu, jeszcze się z mała przywitał i pobawił, a ja poszłam zrobić mleczko (w dzień jest cycuszek, a wieczorem cycuszek + butla), bo to nasz mały głodomorek. Wzięłam małą do jej pokoju, zjadła wszystko i ładnie zasnęła. My zadowoleni, że wieczór spokojny a tu nagle po dobrych 30min mała się obudziła z wielkim płaczem. To poszłam do niej, myślałam, że weźmie sobie jeszcze cycuszka i się uspokoi, bo może coś się przyśniło, ale niestety to nie pomogło. Tak zaczęła ryczek, wyć, nie jestem tego w stanie określić.... masakra.... no trochę się prężyła, ale nie pierwszy raz... tyle że teraz nie mogła się uspokoić i wcale nie dała się odłożyć ani do łóżeczka ani do łóżka, nigdzie...i cały czas tak baaaaaaaaaaaardzo płakała a wręcz wyła!!!! A my nie mogliśmy jej pomóc :( Przed północą zdecydowaliśmy że pojedziemy do lekarza do nocnej opieki medycznej na Niepodległości. Szybkie ubieranie się, małej ubranie bo zimno i śnieg. Przyjechaliśmy - na szczęście nikogo nie było, Pani w rejestracji nas zapisała i kazała czekać... bo Pan doktor dopiero co wyjechał do pacjentów i czekaliśmy ok 40 min.I o dziwo tam tak nie ryczała - czy to tylko w domu może dać taki koncert??? W końcu przyjechał lekarz, taki młody... ale dokładnie małą zbadał, obsłuchał i powiedział że ma pobudzoną perystaltykę jelit że to ją tak brzuszek boli i zapisał na Debridat i gdyby nie pomógł skierowanie do szpitala na oddział dziecięcy :(. Na szczęście obsłuchowo czysta, gardełko też :). Od razu pojechaliśmy do apteki i w domu wylądowaliśmy tak po 1.30. Dałam jej od razu Debridat i...... znowu ryk... maleńka już była tak wyczerpana tym płaczem i brakiem snu.... a zasnąć nie mogła bo chyba tak ją bolało, a jak zaczynała zasypiać to po chwili się budziła z jeszcze większym płaczem. Na szczęście koło 4 rano zasnęła na rękach u Mirka na fotelu, przykryłam ich kołdrą i sama się położyłam do łóżka. Tak o 5 obudziła się z płaczem, ale dlatego, że Mirkowi ręka tak zdrętwiała, że jak przysnął to małe główka poleciała i się obudziła. Wzięłam ją i dałam cycka i na szczęście go wzięła i po dobrej chwili zaczęła przysypiać. Jak mi zasnęła to nie wiem jak się udało ale dała się odłożyć obok mnie na łóżku a nogach w poprzek łóżka położył się Mirek i tak spaliśmy do 9tej :)
A rano Tusia obudziła się z bardzo dobrym humorem i ani śladu bolącego brzuszka.... a Mirek nie pojechał do szkoły ... i mu się nie dziwiłam. Wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie, do tego kawa i jakoś się dało. W końcu Mirek się zdecydował i przed 11stą wyjechał do szkoły bo są już koła i niedługo sesja więc lepiej teraz już zaliczać co się da aby nie pisać egzaminów :)
Ja taka zmęczona a jeszcze kolęda była. Na szczęście przyjechała mama i zajmowała się trochę mamą i mogła trochę odpocząć :) na rodziców zawsze mogę liczyć :)
6 miesięcy temu o 17.05 przyszła na świat z "płaczem" i teraz swoje połówkowe urodzinki też tak zaczęła....
ale nam nie było do śmiechu....
a nic nie zapowiadało takiej koszmarnej i ciężkiej nocy. W sobotę z samego rana Mirek jechał do szkoły, my zostałyśmy same. Dzionek mijał nawet fajnie, nie była nawet marudna. Drzemki były jak zwykle, jedzenie też... wieczorem sama ją wykąpałam bo Mirek dopiero co wracał. Po kąpaniu tatuś już był w domu, jeszcze się z mała przywitał i pobawił, a ja poszłam zrobić mleczko (w dzień jest cycuszek, a wieczorem cycuszek + butla), bo to nasz mały głodomorek. Wzięłam małą do jej pokoju, zjadła wszystko i ładnie zasnęła. My zadowoleni, że wieczór spokojny a tu nagle po dobrych 30min mała się obudziła z wielkim płaczem. To poszłam do niej, myślałam, że weźmie sobie jeszcze cycuszka i się uspokoi, bo może coś się przyśniło, ale niestety to nie pomogło. Tak zaczęła ryczek, wyć, nie jestem tego w stanie określić.... masakra.... no trochę się prężyła, ale nie pierwszy raz... tyle że teraz nie mogła się uspokoić i wcale nie dała się odłożyć ani do łóżeczka ani do łóżka, nigdzie...i cały czas tak baaaaaaaaaaaardzo płakała a wręcz wyła!!!! A my nie mogliśmy jej pomóc :( Przed północą zdecydowaliśmy że pojedziemy do lekarza do nocnej opieki medycznej na Niepodległości. Szybkie ubieranie się, małej ubranie bo zimno i śnieg. Przyjechaliśmy - na szczęście nikogo nie było, Pani w rejestracji nas zapisała i kazała czekać... bo Pan doktor dopiero co wyjechał do pacjentów i czekaliśmy ok 40 min.I o dziwo tam tak nie ryczała - czy to tylko w domu może dać taki koncert??? W końcu przyjechał lekarz, taki młody... ale dokładnie małą zbadał, obsłuchał i powiedział że ma pobudzoną perystaltykę jelit że to ją tak brzuszek boli i zapisał na Debridat i gdyby nie pomógł skierowanie do szpitala na oddział dziecięcy :(. Na szczęście obsłuchowo czysta, gardełko też :). Od razu pojechaliśmy do apteki i w domu wylądowaliśmy tak po 1.30. Dałam jej od razu Debridat i...... znowu ryk... maleńka już była tak wyczerpana tym płaczem i brakiem snu.... a zasnąć nie mogła bo chyba tak ją bolało, a jak zaczynała zasypiać to po chwili się budziła z jeszcze większym płaczem. Na szczęście koło 4 rano zasnęła na rękach u Mirka na fotelu, przykryłam ich kołdrą i sama się położyłam do łóżka. Tak o 5 obudziła się z płaczem, ale dlatego, że Mirkowi ręka tak zdrętwiała, że jak przysnął to małe główka poleciała i się obudziła. Wzięłam ją i dałam cycka i na szczęście go wzięła i po dobrej chwili zaczęła przysypiać. Jak mi zasnęła to nie wiem jak się udało ale dała się odłożyć obok mnie na łóżku a nogach w poprzek łóżka położył się Mirek i tak spaliśmy do 9tej :)
A rano Tusia obudziła się z bardzo dobrym humorem i ani śladu bolącego brzuszka.... a Mirek nie pojechał do szkoły ... i mu się nie dziwiłam. Wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie, do tego kawa i jakoś się dało. W końcu Mirek się zdecydował i przed 11stą wyjechał do szkoły bo są już koła i niedługo sesja więc lepiej teraz już zaliczać co się da aby nie pisać egzaminów :)
Ja taka zmęczona a jeszcze kolęda była. Na szczęście przyjechała mama i zajmowała się trochę mamą i mogła trochę odpocząć :) na rodziców zawsze mogę liczyć :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)