piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajkowo

Dziś nie będę oryginalna i też napiszę parę słów o Mikołajkach.
U nas tradycyjnie Mikołaj przychodzi w nocy i wkłada słodycze do butów, które poprzedniego wieczoru pucuje się, aby były czyściutkie :)
Pamiętam, że my z siostrą tylko słodycze dostawałyśmy.
Teraz naszym dzieciom też dajemy słodkości + mały upominek.
Mikołajki to nie Gwiazdka, gdzie daje się konkretne prezenty.
I tak dziś rano Tusia znalazła w swoich kozaczkach troszkę słodyczy i cymbałki.
U dziadków zostawił też słodycze i książeczkę o piernikowym ludziku, a u chrzestnych też słodycze i kolorowankę z kredkami.



Dziś mimo też okropnej wichury pojechałyśmy na spotkanie z Mikołajem pod Urząd Miasta. I na te dobre 30 minut jakby wichura ciut ustała i przestał padać śnieg i było całkiem sympatycznie. Tusia była przejęta i zarazem zachwycona, że widzi Mikołaja :) Każde dziecko dostało wiatraczek, książeczkę o Samborku i cukierki. Kulminacyjnym punktem było zaświecenie lampek na choince przed Urzędem.


Dziś było tyle wrażeń, że prawie nic nie zjadła "normalnego". Nawet obiadu prawie nie tknęła. Jedynie co to prawie całego świeżego ogórka zjadła :P


Miłego.

wtorek, 3 grudnia 2013

dzień za dniem

Jakoś ostatnio dni mi uciekają przez palce. Nie ogarniam i nie nadążam.
Chodzę jakaś przemęczona i niedospana.
Chyba to przesilenie i brak słoneczka.
Ja jednak zdecydowanie wolę wiosnę i lato, no i wczesną jesień.

A to skrót ostatnich dni:

1) gdy Tusia za dużo przytarga swoich zabawek do nas do pokoju i proszę ją aby powynosiła je do swojego to efekt jest taki :)

2) pewnego pięknego dnia Mirek zrobił mi niespodziankę i sam zrobił wafelki do kawki :) z domową masą czekoladową :D

3)  Tusia poznała swoją kuzynkę Kasię :)

4) zrobiłam bombkę.... a potem jeszcze dwie mniejsze, ale są na prezent więc ich na razie nie pokazuję :)

5) A jak kotek nie chce przyjść patrzeć jak Tusia rysuje to niema przecież problemu i Ona do niego też pójść może :D

6) a z nowym misiem fajnie ogląda się świnkę Pepę

7) i generalnie rysowanie to jest nowe hobby Tusi. Jak tylko oczy otworzy i wstanie to bierze kredki i kolorowanki pod pachę i do nas do łóżka i już rysuje :)
a w takiej pozycji też fajnie się rysuje:

8) i na koniec nasz dzisiejszy zakup - śliczna piżamka Lupilu z Lidla ....


piątek, 29 listopada 2013

Baby Alive

Czy mówi Wam coś ta nazwa?
Do dziś mi nic nie mówiła.
Właśnie przeglądałam sobie różne aukcje w poszukiwaniu lalki dla Tusi od Mikołaja i natrafiam na zakładkę Baby Alive.
I nie ukrywam, że aż mnie zatkało. Dla kogo te lalki są robione. Bo z tego co wyczytałam to misterna robota jest.
No dobra - pierwszą myślą było, że dla kobiet, które nie mają dzieci, a strasznie chcą lub dla jakiś ekscentrycznych kolekcjonerów. Bo przecież te lalki wyglądają jak prawdziwe niemowlaki! I mają datę wytworzenia (czytaj urodzenia), długość i wagę!!!
I czy to naprawdę są jeszcze lalki??






czwartek, 28 listopada 2013

idealna opiekunka

Czy któraś z Was pisała kiedyś ogłoszenie, że szuka opiekunki do dziecka/dzieci?
A na pewno  większość z nas czytała takie ogłoszenia. Z reguły są one dość zwięzłe i krótkie.A wszystkie konkrety i nasze wymagania ustala się podczas rozmowy.
Jednak nie tak dawno znalazłam "perełkę" w takich ogłoszeniach.
Takie oto ogłoszenie ukazało się w naszym lokalnym portalu:

"SZUKAM OPIEKUNKI OD ZARAZ
Poszukuje opiekunki do dwójki dzieci 5- letnia dziewczynka i 2-letni chłopiec na (miejscowość usunęłam)
Praca jest od zaraz, ponieważ poprzednia opiekunka została przeze mnie natychmiast zwolniona po tym jak uderzyła moją 5 letnią córkę. Jestem studentką pedagogiki więc praca u mnie jest na weekendy tzn. piątek, sobota, niedziela co 2 tygodnie i czasami 2 dni powszednie w tygodniu. Dojazd na (miejscowość usunęłam ) na własną rękę ( najbliższy przystanek autobusowy ok 1 km pieszo, najlepiej opiekunka z własnym samochodem). Wiek minimum 20 lat.Szukam osoby konkretnej. Kontakt tylko telefoniczny.

Opiekunka powinna:
- mieć doświadczenie w wychowywaniu dzieci, preferowana opiekunka z pedagogicznym
doświadczeniem, choć nie jest to konieczne ważne, żeby kochała moje dzieci jak swoje
- być bez nałogów
- być bystra, sprytna, przewidywalna, ma intuicję, zachęcać dzieci do np. zabawy, jedzenia
- być cierpliwa, zrównoważona, opanowana
- mieć odpowiednie podejście do dzieci- miłości nigdy za wiele, ale...!
- umiejętnie reagować w sytuacjach kryzysowych
- być troskliwa i mieć pogodę ducha
- być punktualna, spóźnienia zwłaszcza na pierwsze spotkanie nie wchodzą w "grę"
- potrafić wyegzekwować swoje polecenia do dzieci
- musi potrafić wyegzekwować swoje polecenia do dzieci
- pytać o wszystko czego dana opiekunka nie wie - jestem po to, by odpowiedzieć na każde pytanie
dotyczące dzieci

  Nie toleruję:
- siedzenia i picia kawy, a dzieci robią co im się podoba,
- kłamstwa, bicia dzieci,
- kiedy jestem w domu opiekunka powinna zachowywać się, tak jak by mnie nie było np. to nie ja
powinnam biegać za dziećmi i zmieniać synkowi pampersy, a dana opiekunka siedzi i nie reaguje albo reaguje z dużym opóźnieniem

Opiekunka nie powinna:
- pozwolić sobie "wchodzić na głowę"

Pozdrawiam i zapraszam chętnie Panie do kontaktu."

niedziela, 24 listopada 2013

metoda

Kiedyś już pisałam, że mieliśmy problemy z robieniem kupki. Potem wszystko się unormowało. Potem co jakiś czas problem powracał i podawaliśmy jej taki środek Forlax. Po nim szło gładziutko.
Teraz problemów nie mamy żadnych a dodatkowo nasza panienka wszystkie sprawy załatwia na kibelku. Wystarczy nałożyć nakładkę. Kiedy jesteśmy gdzieś (u znajomych, knajpy) i bez nakładki sobie radzi świetnie podpierając się rączkami.
Jednak robienie "dwójki" zawsze odbywało się z naszą pomocą, tzn. ja albo małż musieliśmy klęczek przed kiblem a Tusia się do nas mocno przytulała. A załatwienie tej sprawy potrafiło trwać nawet 15 minut. Nie dość, że pozycja z lekka niewygodna ;) to i nos prawie przy samej muszli o zawrót głowy przyprawiał :P
Ale wiadomo dla dziecka rodzic potrafi znieść naprawdę bardzo wiele :)

A teraz drugie już takie posiedzenie kiedy zrobiła kupę bez naszej pomocy. A dziś to nawet wyprosiła mnie z łazienki. Po niecałych 20 minutach zostałam poproszona o pomoc przy wycieraniu pupy :)

Wiem ,że dla niektórych takie sprawy dziwią, ale dla rodziców każda nowa umiejętność czy zachowanie (oczywiście te dobre i pozytywne) jest powodem do dumy i uśmiechu na buzi :)
I tak jest w naszym przypadku :)

Miłego.

poniedziałek, 18 listopada 2013

ciach ciach

Dziś Pod wpływem impulsu ciachnęłam Tusi włoski. Niby ma jeszcze takie piórka, ale zaczęły iść po długości i zaczęły wchodzić do oczu. A że założenie jej opaski, przypięcie spinki czy robienie kucyków to nie lada wyczyn, więc aby nie męczyć dziecka i siebie ma teraz króciutką grzywkę a z tyłu coś w stylu boba :)
Pierwszą myślą było pójście do fryzjera, ale bałam się, że będzie histeryzowała, bo Ona przecież nawet nie lubi jak się jej włoski czesze....
A tu pięknie siedziała na taborecie i tylko troszkę głową ruszyła i w jednym miejscu trochę za bardzo jej ciachnęłam i ma małe schody.
Gdy tylko włoski trochę odrosną to pójdziemy do fryzjera, aby były ładnie ścięte i pocieniowane :)


"łikend"

Weekend minął zdecydowanie za szybko.
Ostatnie dwa tygodnie pracowałam jak na cały etat, bo koleżanka była chora. Teraz wracam już do swojego pół etatu, czyli dziś już mam wolny dzień :)

Co do weekendu to był trochę inny niż wszystkie bo poznałam świetne osoby: Stokrotkę, Stokrocię i P.  Jesteście wspaniali!
Szkoda tylko, że tak krótko, ale następnym razem postaramy się o dłuższe spotkanie :)

Poza tym pojechaliśmy z Mirkiem, Tusią i babcią Basią do Lipusza zapalić znicz na grobie Mirka Cioci. Mieliśmy jechać na początku listopada, ale wtedy Mirek chorował. Za to wczoraj pogoda dopisała i jeszcze zrobiliśmy sobie mały spacer po lesie, bo Lipusz jest pięknie położony na terenach kaszubskich: lasy i  jeziora :)

I wczoraj jeszcze przez przypadek odkryłam kolejny ząbek w Tusi uzębieniu. Tym razem jest to dolna lewa czwórka :) I to chyba dlatego ostatnio była przeziębiona.



czwartek, 14 listopada 2013

wieczorna modlitwa

W naszym wieczornym rytuale jest modlitwa. Na początku to ja się modliłam a Tusia słuchała, ale z czasem nauczyła się i teraz praktycznie sama mówi dwie modlitwy: Aniele Boży i Dobranoc Boziu.
A tak od 2 miesięcy modlimy się klęcząc, bo do tej pory modliłyśmy się w łóżku.
Znak Krzyża Tusia robi sama i to już poprawnie, choć jeszcze nie tak dawno myliła ramiona mówiąc Ducha Świętego.


Miłego.




poniedziałek, 11 listopada 2013

myślę

Jest prawie 21.30 a Marta nie chce spać, bo miała po południu drzemkę (była tak padnięta, że zasnęła mi na rękach). I tym oto sposobem teraz nie chce się jej spać.
Przyszła do mnie do łóżka, ale jak to Ona wierci się i kręci. Nie chce leżeć pod kołdrą i po chwili ma już zimne nogi.
 No to mówię do niej: idź do pokoju i w szufladzie z majteczkami są twoje skarpetki i przynieś je tu.
Tusia schodzi z łóżka i idzie do pokoju. Zaraz przybiega z powrotem i mówi: a gdzie jest siuflada?
ja na to że z białej komodzie, koło półeczki z puzzlami.
Tusia stoi jak wryta i mówi:
Ja myśle....(palec wskazujący na ustach i odpowiednia do tego mina)...i po chwili: juź wiem! u mnie pokoiku jest siuflada!
...i biegnie do pokoju i znowu zaraz wraca i mówi:
Nie ma siuflady, nie ma kalpetek!

A że matka leniwa na maksa to wysłała córkę po tatę, aby razem poszli po te skarpetki :)


Poza tym dziś Tusia wykonała swoje pierwsze bohomazy...... po ścianie, a że mamy tapetę (nota bene przecież dopiero co był u niej remont) to usunąć te "dzieła" jest ciężko :(

Czasami dobrze posiedzieć sobie samej w skrzyni z klockami :)

A teraz sobie siedzimy z łóżku (tata na fotelu) i zajadamy się wszyscy marchewkami ...

A na koniec dla Wszystkich na dobranoc soczysty buziak od Tusi :D

Miłego.

sobota, 9 listopada 2013

odporność

Chyba mamy z nią na bakier. A dokładnie Marta.
Od wczoraj znowu kaszle. Katarku na razie prawie wcale.
Jednak ten kaszel mnie niepokoi.
Oby nie rozwinęło się w coś gorszego....

A teraz mam do Was pytanie. Co możecie mi polecić na odporność oprócz tranu? Wszelkie sugestie i rady są mile widziane :) Chciałabym (pewnie, jak każda mama) aby Tusia chorowała jak najmniej, a ta pogoda niestety nie sprzyja ku temu...

Miłego.

środa, 6 listopada 2013

wymiary i rozmiary

Już dawno nie pisałam ile Marta waży i mierzy.
Tak więc aktualnie wygląda to tak:
WZROST - 90cm
WAGA - 13,7kg
ROZMIAR BUTÓW - 23 (kapcie, adidasy) a 24 zimowe
UBRANIA - od 86 do 104
PAMPERSY - tylko na noc, rozmiar 5

wtorek, 5 listopada 2013

eksperymenty :D

Zacznę od tego, że oko mam już zdrowe. Jestem w szoku, że oko tak szybko się goi. Wczoraj już opatrunek to była proforma. Miałam go ze względu na podawane jeszcze wczoraj antybiotyki do niego, ale już mnie nie bolało :)

A teraz do rzeczy.  Dziś będzie o eksperymentach. Moja dziewczynka już wskazuje predyspozycje. Tylko jeszcze nie wiem w sumie do czego :P
Może będzie chemiczką?
Żartuję oczywiście sobie, ale sami zobaczcie co ją zajmuje aż tak bardzo podczas kąpania, że przez ponad godzinę nie chce wyjść z wody. Skupiona maksymalnie, praktycznie  nie odzywała się do nas ( aż dziwna taka cisza kiedy dziecko non stop nawija normalnie) i na hasło, że już wychodzimy była kategoryczne i stanowcze NIE!
Tak niewiele potrzeba dziecku do szczęścia :)


niedziela, 3 listopada 2013

chwilowa przerwa

Jakoś ostatnio brak czasu na bloga.
Od ponad tygodnia małżon choruje na anginę. Tak go porządnie wzięło, że naprawdę martwiłam się o niego. Teraz już trochę lepiej, ale przez 5 dni trzymała go gorączka do prawie 40 stopni.
Ale, żeby nie było nam wesoło, to teraz ja męczę się . Tylko nie z gardłem, ale z okiem.
1listopada na cmentarzu podczas mszy św. ukułam się jakimś iglakiem w oko. Myślałam ,ze to tylko zwykłe ukucie, ale po nieprzespanej nocy wylądowałam na opiece weekendowej. Jednak internista niewiele mógł mi pomóc i musiałam jechać do Gdańska do poradni przyszpitalnej. Po podaniu znieczulenia ból od razu ustąpił :) Okazało się że tym iglakiem przecięłam sobie rogówkę. Na szczęście wystarczy antybiotyk w kropelkach i maści. Oko mam mocno spuchnięte i muszę mieć opatrunek.
Tak więc nie dość, że mam słaby wzrok i noszę okulary, to teraz jeszcze jedno oko niesprawne :/
Dziś i tak jest dużo lepiej.

Tusia dziś skończyła brać antybiotyk. Okazało się, że bóle brzuszka to pozostałość po tej grypie jelitowej, bo wynik usg brzuszka jak i antygen lambii wyszły ok, tak wynik posiewu kału dał wynik, że wyhodowano  CALDIDA ALBICANS. - grzyb z rodziny drożdżaków.
Teraz tylko za 2 tygodnie powtórny posiew kału.

Byłyśmy też odebrać rzeczy Tusi ze żłobka.  Mimo iż już miesiąc tak nie ma, to nie chciała tam wejść, mocno płakała. To tylko mnie utwierdziło, że coś tam musiało się stać, bo skoro nawet ze mną tam nie chciała wejść i to po takiej przerwie...
 
Miłego.

Ps. Za wszystkie błędy przepraszam, ale ciężko się pisze mają jedno oko do patrzenia.

piątek, 25 października 2013

zamiast snu....

...Tusi woli sobie śpiewać ;)
Takie piosenki najlepiej śpiewa się po 22giej .... bez komentarza


A gdyby tekst był niezrozumiały to Tusia śpiewa:
Baby finger, baby finger.
Where are you?
Here I am, here I am
How do You do.

To jest ostatnia zwrotka z piosenki The finger family. To druga ulubiona piosenka z repertuaru Tusi.

Top 10 Tusi przedstawia się następująco:
1. Roly Poly
2. Finger family
3. Twinkle twinkle
4. Jagódki
5. Jadą jadą misie
6. Jedzie pociąg z daleka
7. Boogie Woogie
8 .Incey Wincey Spider
9. Jestem sobie przedszkolaczek
10. Głowa ramiona kolana pięty...

Kolejność utworów uzależniona od nastroju księżniczki :D

środa, 23 października 2013

zajęcia plastycznie

Plastelina - to jest ostatnio hit :D
Nawet już będąc w piżamce Tusia musi trochę "polepić".
Mała pomoc z mojej strony była.
Najbardziej lubi kropkować jakiś gotowy obrazek.
Tylko potem ciężko wyczyścić plastelinę spod tych małych paznokci ;)



wtorek, 22 października 2013

usg +edit

Jesteśmy po badaniu usg brzuszka Tusi.
Tusia była mega dzielną pacjentką. Całe badanie, które trwało 15 minut przeleżała bez jęknięcia. Jedynie co się trochę skrzywiła i chwyciła mnie za rękę to w momencie kiedy Pani doktor przykładała urządzenie na którym był chłodny żel. Potem to już tylko jak zahipnotyzowana patrzyła na monitor i szukała "żabek" w brzuszku :D
Dobrze, że badanie miałyśmy na 10 rano, bo przed badaniem 3 godziny nie powinno nic się jeść, za to dużo pić płynów. Jedynie rano dostało do wypicia kaszę. A potem piła tylko wodę. Niestety opóźnienie było 30 minutowe, a 15 minut przed wejściem zaczęła wołać, że chce siusiu. Nie wiem jak się udało, ale wytrzymała i nie zrobiła :)
Gdy Pani doktor badała od razu zauważyła, że ma pełen pęcherz, ale na szczęście Tusia się nie posiusiała. Za to po badanu pędzikiem do toalety i dłuuugo robiła siusiu :D

Generalnie wszystko jest ok: wątroba, trzustka, śledziona, nerki, pęcherz, aorta brzuszna.
Tylko cytuję: w zakresie śródbrzusza oraz okolicy krętniczo-kątniczej dość liczne węzły chłonne krezkowe wielkości do 12mm o zachowanym stosunku osi długiej do krótkiej - jak odczynowe.

Chodzi o to, że te liczne węzły to mogą być pozostałości po grypie jelitowej, a że potrafią wchłaniać się do 8 tygodni po, tak więc te bóle brzuszka mogą być z tego powodu, choć oczywiście nie koniecznie.
Dlatego teraz jeszcze posiew kału i antygen Lambii na został do zbadania.
Problem jest taki, że Tusia robi kupkę głównie późnym popołudniem, a próbki przyjmują do 15.15. Jedynie na antygen Lambii mogę dać zebraną i trzymaną przez noc w lodówce, ale na posiew musi być świeża, że tak powiem. Liczę, że uda się Tusię namówić na zrobienie do południa. Jednak jak na razie niestety to się nie udało.
Jutro Tusia jest u babci, bo ja w pracy więc może.... zobaczymy.

Miłego

EDIT:
O 16tej kupka zrobiona i tatuś jak przyjechał z pracy mógł ją zawieźć do badania, bo okazało się, że to laboratorium w naszej przychodni ma drugi przyszpitalny punk, który we wtorki i piątki jest czynny do 17tej.
Tak więc antygen Lambii będzie gotowy na piątek a posiew kału może w piątek, ale bardziej Pani obstawia przyszły tydzień.
ufff.
Udało się :D

poniedziałek, 21 października 2013

niedziela, 20 października 2013

badania

Odkąd Tusia przeszła grypę jelitową, czyli ponad 2 tygodnie temu, cały czas męczą ją notoryczne i nawracające bóle brzuszka. Cokolwiek zje zaraz ją boli i musimy masować brzuszek.
W końcu w czwartek kiedy miałam dzień wolny wybrałyśmy się do lekarza. Przy okazji chciałam aby Marta została obsłuchana, bo od początku tygodnia ma katar i kaszel.
Miałam to szczęście, że zostałyśmy zapisane do tej Pani doktor co chciałam.
Najpierw Tusia została zbadana. Pięknie otwierała gardełko do badania, oddychała głośno, kaszlnęła jak Pani doktor poprosiła. Potem musiała się położyć i został zbadany brzuszek.
Kiedy już Tusię ubrałam, to wzięła króliczka i podeszła do Pani doktor (uprzednio na mnie odpowiednio spojrzała - szukała aprobaty) i powiedziała: cik choly? badać.
Pani doktor wzięła cika i też go zbadała :D Na szczęście okazało się, że króliczek zdrowy!

Jak chodzę do lekarza to zawsze robię listę leków, które już mam w domu. Ta Pani doktor jest fajna, bo zawsze stara się najpierw leczyć z tego co się ma w domu. Tak więc dzięki temu nic nie musiałam kupować :)

gggggggggggggvvvvvvvvvvjjj2222222222222222222222222222222222222222222222   - to jest przerywnik, bo Tusia też chciała coś napisać od siebie :D

Natomiast co do brzuszka, to już trochę gorzej. Tak naprawdę to nie wiadomo od czego są te nawracające bóle.
Jest kilka teorii.
Może to jakaś pozostałość po grypie jelitowej, może to było coś więcej niż grypa.
Może to coś ze żłobka jeszcze ? Pani doktor dokładnie wypytała się do kiedy chodziła do żłobka.
Może to być na tle nerwowym... przecież zanim jej nie zabrałam ze żłobka miałam ogromny problem, aby ją zostawić tam. Tak było jeszcze we wrześniu. O tym już pisałam.

Dostałam skierowanie na usg brzuszka i posiew kału i badanie a antygen Lambii E/A mamy zrobić prywatnie, bo nie dają na to skierowania.
Tak jak kał ze skierowania to nie problem, za to usg i tak zrobimy prywatnie, bo ze skierowaniem to musimy czekać około 2 miesięcy!!! A przecież dziecko cierpi. I tak we wtorek już idziemy na 10tą na usg. Prywatnie ta przyjemność kosztuje 80zł. Antygen Lambii to koszt koło 30zł.
Z kasą krucho, ale na dziecko zawsze się znajdzie czy wykombinuje.

A poza tym mimo iż za październik musiałam jeszcze zapłacić za żłobek 450zł (okres wypowiedzenia) to już tam nie chodzi. Teraz opiekuje się nią babcia Mysia (tak nazywa babcię Marysię Tusia). Ja pracuję od października na pół etatu, ale chodzę na 8h tyle, że nie codziennie. Np 3 dni idę a 2 mam wolne. Albo odwrotnie. Do tego w piątki Mirek zawsze ma wolne, więc babci już piątki odpadają.
Naprawdę nie jest źle.
Tusia z wielką chęcią rano wstaje, pije kaszę, ubieramy się i o 7.45 wychodzimy na autobus. Sama jazda autobusem to już jest frajda. Do tego może przyłożyć moją  kartę miejską do czytnika :)
U babci jesteśmy tak o 8.20, a ja tak za 15 minut wychodzę do pracy i mam tylko dobre 10 minut spacerkiem :)
Po południu wracamy wszyscy razem. bo Mirek prosto z pracy z dworca jedzie samochodem do mojej mamy i tam na mnie czeka niecałą godzinę.

czwartek, 17 października 2013

filcowo

Kolejne moje próby pracy z filcem.
Wzory czerpię od wujka Google.
Daleko mi do perfekcji, ale bynajmniej zaczyna mi się ta dłubanina podobać.
Dziś też pierwszy raz moim materiałem do pracy była organza.


To są moje dwie pierwsze broszki, które powędrowały do mojej siostry.

Frotka do włosów ozdobiona kwiatkiem z filcu na którym przykleiłam szklany kamyczek

Broszka z filcu. Wersja niebieska. Zapięcie na agrafkę.


Broszka z filcu. Mała. Również w niebieskiej kolorystyce. Zapięcie na agrafkę.


Spinka  kwiatek. Tu wykorzystałam gotowy wzór kwiatka i buzi.


I pierwsza spinka z organzy. Jedyna trudność to "opalanie" każdego kółka, bo bardzo łatwo podpalić materiał kiedy zbyt zbliżymy się do świeczki.


poniedziałek, 14 października 2013

15 październik - Dzień Dziecka Utraconego

Dla mnie to smutny dzień.
To już prawie 6 lat od straty pierwszego dziecka i 3 od drugiego.
Tego nie da się zapomnieć.
Ból jest tylko mniejszy, inny.
Płakałam często, ale teraz już nie mogę, bo wiem, że dla Nich to zbyt duży ciężar.
To dzięki Stokrotce zrozumiałam, że nie mogę płakać.  Jedna krótka opowieść, a siła przekazu ogromna!
Dziękuję Tobie bardzo :*

Co pewien czas mam ten sam sen: stoję w ogrodzie, pogoda jest przepiękna. Nagle słyszę chłopięcy głosik: MAMO, MAMO....a gdy tylko się odwracam aby zobaczyć to niema nikogo, nie wiedzę swojego dziecka.
Ja jednak wiem, że to ON - mój pierworodny.....

A teraz historia, która mi bardzo pomogła i mam nadzieję, że pomoże przestać płakać innym mamom.

"Była pewna kobieta która miała dobrego męża ale do szczęścia brakowało im dziecka. Po pewnym czasie kobieta była w ciąży, niestety po urodzeniu dziecko zmarło. Kobieta bardzo rozpaczała. Wylała morze łez, miała pretensje do Boga. Nie potrafiła się z tym pogodzić. Później straciła kolejne dziecko i jeszcze jedno. Bardzo rozpaczała,bardzo płakała i miała pretensje do Boga ze zabrał jej ukochane dzieci. Pewnej nocy miała sen: widziała procesje aniołów i świętych, widziała też swoich bliskich którzy już odeszli, wszyscy byli ubrani na biało, wszyscy byli niewyobrażalnie szczęśliwi i radośni i wyczekiwała ze spotka swoje dzieci. Czekała i czekała. Wszyscy już przeszli a jej synów nie było, aż w końcu ich zobaczyła. Szli za cala procesja, szli wolno bo nieśli coś na plecach, ciężko im było dlatego nie mogli nadążyć. Pobiegła im na powitanie, chciała im tyle powiedzieć. Zapytała: synkowie kochani a co Wy niesiecie? Czemu wszyscy idą tak lekko, tak radośnie a wy takie ciężary niesiecie? Mamo kochana to są Twoje łzy, z każdym dniem te worki są cięższe, nie płacz już za nami, nam tu jest naprawdę dobrze."


Moje łzy już nie będą ciążyły moim dzieciom.

niedziela, 13 października 2013

ups!

Wczoraj byliśmy w Ikei.
Przy kasach Mirek płacił i miał Tusię na rękach. Ja odeszłam od nich i poszłam już po nasze kurtki do szafki.
Po chwili przyszli do mnie i Mirek mówi, że dobrze, że kasjerka policji nie wezwała.
A ja się pytam dlaczego?
A on, że Tusia zaczęła się wiercić i powiedziała: na du (dół), boli pipa....
ups....
babka podobno dziwnie sieę na Mirka spojrzała... no nie dziwię się. A jemu aż głupio się zrobiło.
A jej pewnie coś tam uwierało, może majteczki źle się ułożyły?
Jak tylko zeszła z rąk było ok.


Jednak jak sobie tak pomyślę, to z zewnątrz pewnie wyglądało to niepokojąco. Jednak nikt nie zareagował.
Sama nie wiem czy zareagowałabym widząc podobną sytuację.
Tyle się słyszy o molestowaniu dzieci....


piątek, 11 października 2013

filcuję

Nie ma talentu do szycia, ale strasznie podobają mi się różne cudasie z filcu.
W końcu odważyłam się i uszyłam okładkę na książeczkę zdrowia Martusi.
Uszyłam ręcznie, bo nie chciało mi się wyjmować maszyny do szycia.
Ozdoby też wykonałam ręcznie.
Może efekt nie jest oszałamiający, bo jakość pozostawia wiele do życzenia, ale i tak jestem z siebie dumna :D

Teraz mam w planie zrobić broszkę dla siostry. Może jeszcze zrobię jakąś ozdobę do włosów :)


czwartek, 10 października 2013

kto rano wstaje...

...ten idzie szybko spać :)
Oczywiście mowa tu o Tusi. I tym oto sposobem o godzinie 19.45 rodzice mają wolny wieczór :D

A wszystko dzięki temu, że mam poszła do pracy. W końcu. Na pół etatu. 9-17. Godziny idealne. Na razie bez sobót. I oczywiście niecodziennie. Już teraz zaczęłam weekend :D

Zmiana dotyczy też opieki nad Tusią. Zrezygnowałam ze żłobka. Mam miesięczne wypowiedzenie czyli w żłobku będzie do końca października. Potem będzie pod najlepszą opieką - babci :)
Dlaczego zrezygnowałam?
Po pierwsze i najważniejsze - kasa. Jej brak. Ciągle na minusie. Jak rezygnowałam to jeszcze nie wiedziałam, że będę pracować, ale i tak teraz bym tego nie chciała zmienić.
Bo po drugie mam dziwne wrażenie, że coś złego się tam Tusi dzieje. Panie twierdzą, że jest ok, że się bawi i uczestniczy we wszystkich zajęciach. Jednak prowadzenie jej tam od pewnego to koszmar - i dla niej i dla mnie. To jeden wielki płacz i histeria. Ostatnio nawet przez sen wołała: dzieci nie, dzieci nie. Już jak ubieramy się do wyjścia to płacze, ogromnie, cała roztrzęsiona. I tak płacze po drodze. Muszę ją nieść bo sama nie pójdzie. Wtulona we mnie bardzo mocno. W żłobku odbierana ode mnie siłą.
Fakt - jak mogłam i czekałam w szatni to po około 10 minutach przestawała płakać. Panie jednak wiedziały, że czekam i może starały się bardziej. Nie wiem. Nie chcę wydawać wyroków.
Jak odbieram to jest uśmiechnięta i wesoła. Biegnie do mnie i się cieszy.
Moje rozmowy z Paniami nic mi nie dają. Wg nich jest ok. To podobno taki okres.
Może, ale ja nie chcę tego sprawdzać na moim dziecku. Bo dzięki mamie nie muszę.

Marta jest najważniejsza i nie chciałabym, aby miała jakiś uraz, traumę. bo ja coś przeoczyłam, bo nie reagowałam na płacz dziecka i jego prośby.
Przecież tak długo na nią czekaliśmy.
I mimo, że jest często uparta i ma swoje nyki, to kocham ją najbardziej na świecie!!! Bo jest moim wyczekanym dzieckiem, wymodlonym.

Dziś też nie poszła do żłobka. Była u babci. Jak tylko rano ją obudziłam i powiedziałam, że ma się ubierać, bo jedzie do babci, to już w piżamce chciała wychodzić :)
Dziś była radosna jak skowronek.
Tylko raz pijąc kaszę upewniła się, że do dzieci nie.
Jednak pozostało trochę dni w tym miesiącu do pracy.
Mam nadzieję, że pójdzie jeszcze kilka razy do żłobka, ale jak będzie histeria przed wyjściem to pewnie i tak u babci wylądujemy.
A dodatkową atrakcją związaną z babcią jest to, że do niej jedziemy autobusem :D


To na tyle w tym temacie.

Miłego.

wtorek, 8 października 2013

Tusiowe teksty małe i duże

Wczoraj byłyśmy na wieczornym spacerku. Tusia wybrała się rowerkiem biegowym (biegowym z nazwy, bo ona jeszcze nie umie jeździć, tylko chodzi). Doszłyśmy do stawku, gdzie pływały kaczuszki. Tak jakoś biednie kwakały, że poszłyśmy szybko do sklepu po chlebek. Dochodzimy ponownie do kaczuszek z chlebkiem a Tusia już z daleka krzyczy:
- kacki mam chlebek, am am !
Karmimy sobie kaczki w najlepsze i słyszę:
- tu masz o (i rzuca chlebek) i ja mam (i druga porcja do buzi) 
Po karmieniu, a było już całkiem ciemno Tusia mówi:
- ide, do jutla, papa!

Wracając do domu kilka razy potykała się i rowerek się przewracał. Po którymś razie usłyszałam:
- Jeziu, znowu bam!

Dzisiejsze popołudnie. Jemy obiad. Zupa pomidorowa. Tusi to 3 dziś obiad (2 w żłobku).
Ona uwielbia zupy (ma to po tacie) i słyszymy:
- zupka pyyyycha.
 Po obiadku podaję Tusi Actimela . W zamian słyszę:
- tenk ju  (zatkało mnie!)

A prawie codziennie słyszę słowa skierowane pod moim adresem:
oj oj mama! (i w tym momencie jest grożenie paluszkiem) - to mówi kiedy znajduje moje włosy, bo tak nauczył ją mówić tata  :/......... no co ja poradzę, że tak mi włosy wypadają...


niedziela, 6 października 2013

jesienne morze...

Ten spacerek zrobiliśmy sobie ostatniego września.
Tu już Tusia była po piątkowych rewolucjach, ale wtedy w niedzielę czuła się na tyle dobrze, że postanowiliśmy wykorzystać ładną pogodę i pojechać pospacerować nad morze do Sobieszewa :)
Myślę, że taki spacerek jej nie zaszkodził, choć mieliśmy małą przygodę w lesie nad morzem (dobrze, że miała rajstopki pod spodniami, bo majtek nie miałam na zmianę - poszło na rzadko) i mimo tego nawet troszkę pospacerowała, ale musieliśmy w miarę szybko wracać, bo bałam się, że znowu coś zrobi.
Choć krótko było fajnie. A dzięki temu, że nad morze nie mamy aż tak daleko mogliśmy sobie pozwolić na taki krótki wypad.


sobota, 5 października 2013

ciiiiiiisza.....

...i tylko słyszę jak chodzi zmywarka i pralka.
A tata zabrał Tusię do dziadków.
Mam popołudnie dla siebie.
I nawet kot jakoś wygodniej rozłożył się na kanapie  :P
Po tygodniu chorowania Tusi chwila spokoju.
Nikt nie jęczy, nie piszczy, nie płacze, nie grymasi.

Jestem umówiona z koleżanka na kawkę.
Liczę, że nic nie pokrzyżuje dzisiejszego spotkania. 

Miłego.

czwartek, 3 października 2013

wyznanie

Wczorajszy wieczór.
Tusia przytula się się do mnie, bo masowałam jej brzuszek.
Nagle słyszę:
Tusia: tocham cie....
(a nic nie zareagowałam bo mówiła cicho i nie dosłyszałam)
Tusia: tocham cie. kacham cie (już zdecydowanie głośniej)
Ja: ja też Ciebie kocham (i mocno ją przytulam)
Tusia: ja też (z pięknym uśmiechem na buźce)

.....normalnie miód na serce :)

środa, 2 października 2013

zdrowiejemy

Piątkowe wymioty nie okazały się zatruciem zupą, tylko to był rota lub grypa żołądkowa, a zaraziła się w żłobku. Na szczęście przebiegło na tyle łagodnie, że obyło się bez szpitala.
Niemniej Martusia cierpiała bardzo. Najgorsze były napady bólu brzuszka które pojawiały się co kilka minut i strasznie ją męczyły, bo cała aż się wykręcała i płakała.
W poniedziałek miałam wizytę u pediatry, ale trafiłam na niezłego palanta, który nic sobie nie zrobił z tych bóli brzuszka. Powiedział, że to grypa, bo ma niby jakąś flegmę w gardle i przepisał mi syrop wykrztuśny. Do tego miałam psikać jej do noska wodą morską. Po jakiego licha skoro nie ma kataru?? Siedziałam w gabinecie ponad 20 minut, ale nic się tak naprawdę nie dowiedziałam. A na te bóle brzuszka nic nie poradził, bo podobno ta flegma tam zalega i do póki się nie załatwi to będzie bolało.
Kiedy jeszcze całe popołudnie tak się męczyła to przed 22gą pojechaliśmy jeszcze do opieki nocnej i trafiliśmy na pediatrę. Żadnej flegmy nie widziała w gardełku. Przepisała nam syrop Nifuroksazyd i probiotyki. Jeszcze Stokrotka podpowiedziała mi, żeby podawać Orsalit, który miałam w domu, a o którym całkowicie zapomniałam. Ze względu na jego okropny smak dodaję go po troszku do herbatki i jakoś pije.

Jeść nic praktycznie nie chciała, a i z piciem mieliśmy nie małe problemy.
Jednak już wczoraj zaczęło być lepiej.
A dziś pierwsze słowo po przebudzeniu jakie powiedziała: ZUPA :D
Tak tak... przez te dni jedynie co jadła to krupnik - w sumie to tylko sama wodnista zupa z marchewką. Nic innego do tej pory nie chce. Widocznie dobrze robi na brzuszek :)

Miłego.