czwartek, 18 października 2012

obserwatorka

Jeszcze nie tak dawno Tusia nie sięgała głową do stołu, a teraz jak się chwyci swoimi rączkami to staje na paluszkach i patrzy i patrzy co jest na stole... a nie daj Boże będzie jedzenie to po mnie... będzie tak długo jęczeć aż coś dostanie ...ehh
Kończenie obiadu czy odgrzewanie to już nie lada wyczyn, bo ona jest jak mały rzep, co się przykleja do nogi albo jęczy albo się wspina i chce zobaczyć co robi mama!
A, że mama się boi, że jej córeczka się oparzy lub coś na nią pryśnie to się opędza. Ale ile można odganiać własne dziecko, które jeszcze nie rozumie/ lub nie chce rozumieć, że mama musi coś zrobić, że gorące itp...

Mama pomyślała, pogłówkowała i ta dam!
Podstawiła krzesło do blatu, postawiła dziecko na krześle, dała mleczka lub herbatkę i ciasteczka i ... ma spokój i może swoje robić. No może nie całkiem do końca, bo musi na córeczkę spoglądać żeby nie spadła i niczego nie zbroiła. Jednak korzyść jest obustronna:
- mama kończy robić obiad
- dziecko zadowolone, a przy okazji uczy się od małego co i jak :) no bo przecież czym skorupka za młodu... :)






7 komentarzy:

  1. Fotel jakiś też byłby fajny, żeby miała zabezpieczenie z boków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem kochana, ale mój fotel jest taki szeroki, że przez futrynę do kuchni nie przejdzie :)
      Wkładałam ją do krzesełka do karmienia, ale nie mogła dosięgnąć do blatu...
      Więc zostaje mi jej obserwowanie i zwracanie uwagi: uważaj, ostrożnie...

      Usuń
  2. Mój też nie daje mi zrobić obiadu. Wisi mi na nodze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ ta Twoja Kruszynka jest urocza ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój aniolek kochany. Mam nadzieje ze zaprosi ciocie niedługo na swój pierwszy własnoręcznie zrobiony posiłek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Skąd ja to znam:-) Jak myję naczynia to Blanka obowiązkowo z Majką mi pomagają - i to bardzo!

    OdpowiedzUsuń