I kolejny dzionek za nami.
Dziś była szybko pobudka (o 7.00) bo na 9tą miałyśmy rehabilitację, a rano tak ciężko mi się zebrać w sobie. Z reguły wstajemy tak 8.15-8.30 :) Na szczęście tatuś zostawił dziś nam swoje autko i nie musiałyśmy śmigać z buta.
Na ćwiczeniach było super, Martusia nawet nie jęczała i nie płakała ( co nieraz się zdarza jak Pan Jacek za bardzo bierze ją w obroty)i 30 min ćwiczeń minęło ekspresowo. Pan Jacek mówił, że postępy są świetne, że następne spotkanie zrobimy po nowym roku, aby zobaczyć jak sobie radzi sama bez jego pomocy :) oczywiście gdyby coś się działo niepokojącego wystarczy, że zadzwonimy :)
Muszę się pochwalić, że wyszłyśmy dziś bez butli z mleczkiem - dla nie wtajemniczonych tak przez pierwsze 3 m-ce życia Tusi nigdzie nie ruszałam się bez butli, bo Królewna bywała bardzo uparta i jak nie chciała wziąć cyca to go nie wzięła, a przy tym się darła że hoho. Dlatego zawsze na wyjścia miałam butelkę z mlekiem tak na wszelki wypadek.
Na szczęście teraz to się zmieniło i woli cycuszka :) a butlę dostaje głownie przed nocnym spaniem tak na dojedzenie lub gdy mamusia gdzieś wyjdzie bez swojej królewny a przypadnie jej pora karmienia. Zaznaczam, że zdarza się to rzadko :)
Wracając do dzisiejszego dnia to po ćwiczeniach pojechałyśmy do babci Marysi na kawkę i tak zaszło nam do 13stej i do domku :)
A teraz najważniejsze - jak napisałam w tytule Martusia rośnie jak na drożdżach i miała już ciasno w gondoli - głównie za sprawą grubego kombinezonu zimowego + śpiworek i było jej ciasno a co za tym idzie marudziła i popłakiwała, że nie może się ruszać :( Z ciężki sercem zadecydowałam ,że odstawiamy gondolę i przenosimy się do nowej bryki spacerowej. Dla mnie zamyka to pewien etap i trochę mi z tym ciężko. Głupia zmiana wózka a przez to widać jak dzieci szybko rosną - prawda?
Ciekawe jak będzie się jej w nim jeździło a mnie prowadziło :) pożyjemy zobaczymy .....
dziś jeszcze odwiedzili Tusię rodzice chrzestni - ciocia Sabinka i wujek Waldek zwanym "mały" :) oczywiście razem ze swoimi szkrabami :)
Tak od 20-stej nasze słoneczko śpiuchna i mam nadzieję, że do rana :P hehe oj ja naiwna...
dobranoc
środa, 7 grudnia 2011
wtorek, 6 grudnia 2011
6 grudzień - Mikołajki :)
Heh, buta nie zdążyłam wyczyścić, ale czekoladę znalazłam :)
Tusia teraz ma pierwszą drzemkę, a ja przy okazji chciałam życzyć wszystkim wesołych Mikołajek, aby każdy miał coś w swoim bucie :)
na 12stą wybieramy się pod Urząd Miasta Tczewa, gdzie przybędzie koło 100 Mikołajów i będzie uroczyście zapalona choinka :) a potem... do mamy na dobrą kawkę :) miłego dnia :) ps. mam zamiar zrobić parę zdjęć więc postaram się wieczorem coś tu umieścić :) zdjęcia zrobiłam, ale tyyyle było ludzi, że mało co widziałyśmy.
był też Konradek i babcia Marysia :)
po Mikołaju poszliśmy do mamy na kawkę (oj jak po takim spacerku na świeżym powietrzu smakowała)....
a Martusi zrobiłam parę zdjęć z prababcią Elą:
a po kawce i jak Tusia napiła się mleczka to poszłam w odwiedziny do szpitala do koleżanki - jej 3 tygodniowy synek ma bakterię w moczu. Dominiczek jest śliczniutki i malutki (a tak niedawno Martusia też była taka malutka):
na 12stą wybieramy się pod Urząd Miasta Tczewa, gdzie przybędzie koło 100 Mikołajów i będzie uroczyście zapalona choinka :) a potem... do mamy na dobrą kawkę :) miłego dnia :) ps. mam zamiar zrobić parę zdjęć więc postaram się wieczorem coś tu umieścić :) zdjęcia zrobiłam, ale tyyyle było ludzi, że mało co widziałyśmy.
był też Konradek i babcia Marysia :)
po Mikołaju poszliśmy do mamy na kawkę (oj jak po takim spacerku na świeżym powietrzu smakowała)....
a Martusi zrobiłam parę zdjęć z prababcią Elą:
a po kawce i jak Tusia napiła się mleczka to poszłam w odwiedziny do szpitala do koleżanki - jej 3 tygodniowy synek ma bakterię w moczu. Dominiczek jest śliczniutki i malutki (a tak niedawno Martusia też była taka malutka):
poniedziałek, 5 grudnia 2011
POCZĄTEK GRUDNIA
Udało mi się w miarę opisać pierwsze 4,5 miesiąca życia Tusi :)
Teraz będę starała się pisać na bieżąco...a więc mamy za sobą 4 dni grudnia.
Nadal walczymy z pleśniawkami, nystatyna się nam skończyła, teraz tylko smaruję buzię gencjaną ale bez lekarza chyba się nie obejdzie :(
Ponadto od zeszłego weekendu mamy remont w mieszkaniu - wymieniliśmy podłogę w dużym pokoju, część mebli. Jeszcze trochę brakuje do końca, ale już bliżej niż dalej :) Wiadomo robi to głownie Mirek i to po pracy na ile ma czas. W ten weekend był w szkole więc tez za dużo nie zrobił. Na szczęście przy tym najcięższym pomógł nam tata :) - on zawsze pomaga :)
Wczoraj był problem ze spaniem wieczornym, niby wszystko jak zawsze - kąpanie, masaż, jedzonko i lulu, ale.... no właśnie mało zjadła i po 21szej się już obudziła, więc dałam cycucha i resztę butli ale już zasnąć nie chciała. Oczywiście nie chciałam się szybko poddać więc prawie 1h słuchaliśmy jak płacze, czasami wchodziłam, pogłaskałam, dałam całusa i wychodziłam, ale niestety ta metoda nie chciała się sprawdzić. Nie pozostało nic innego jak o 22.30 wyjęliśmy ją z łóżka i hops do naszego. Tusia cała szczęśliwa, wyspana i śmiejąca się :) no to zabawialiśmy ją prawie do północy, potem znowu zjadła i jakoś na szczęście zasnęła :) oj krótka ta noc była to już o 7.30 była wyspana i trzeba było wstać (oczywiście że w nocy też wstawałam).
Dziś już jest po ponad 2godzinnej drzemce, ogląda teraz jakąś bajeczkę na MiniMini+ :) rosołek na obiadek się robi, a za chwilę malutkięj zrobię trochę kleiku :)
Jutro Mikołajki!!! ciekawe czy jak wyczyszczę buta to też coś znajdę :P
Teraz będę starała się pisać na bieżąco...a więc mamy za sobą 4 dni grudnia.
Nadal walczymy z pleśniawkami, nystatyna się nam skończyła, teraz tylko smaruję buzię gencjaną ale bez lekarza chyba się nie obejdzie :(
Ponadto od zeszłego weekendu mamy remont w mieszkaniu - wymieniliśmy podłogę w dużym pokoju, część mebli. Jeszcze trochę brakuje do końca, ale już bliżej niż dalej :) Wiadomo robi to głownie Mirek i to po pracy na ile ma czas. W ten weekend był w szkole więc tez za dużo nie zrobił. Na szczęście przy tym najcięższym pomógł nam tata :) - on zawsze pomaga :)
Wczoraj był problem ze spaniem wieczornym, niby wszystko jak zawsze - kąpanie, masaż, jedzonko i lulu, ale.... no właśnie mało zjadła i po 21szej się już obudziła, więc dałam cycucha i resztę butli ale już zasnąć nie chciała. Oczywiście nie chciałam się szybko poddać więc prawie 1h słuchaliśmy jak płacze, czasami wchodziłam, pogłaskałam, dałam całusa i wychodziłam, ale niestety ta metoda nie chciała się sprawdzić. Nie pozostało nic innego jak o 22.30 wyjęliśmy ją z łóżka i hops do naszego. Tusia cała szczęśliwa, wyspana i śmiejąca się :) no to zabawialiśmy ją prawie do północy, potem znowu zjadła i jakoś na szczęście zasnęła :) oj krótka ta noc była to już o 7.30 była wyspana i trzeba było wstać (oczywiście że w nocy też wstawałam).
Dziś już jest po ponad 2godzinnej drzemce, ogląda teraz jakąś bajeczkę na MiniMini+ :) rosołek na obiadek się robi, a za chwilę malutkięj zrobię trochę kleiku :)
Jutro Mikołajki!!! ciekawe czy jak wyczyszczę buta to też coś znajdę :P
LISTOPAD
I jesień na dobre zawitała. Co prawda pogoda dalej jest bardzo łaskawa. Dzięki temu na rehabilitację chodzimy sobie spacerkiem - zawsze to 45 minut w jedną i 45 minut w drugą stronę :)
Jakie są efekty rehabilitacji: kręcz prawie już ustąpił, asymetria też, tylko jeszcze te napięcie mięśniowe jest słabe, ale damy radę :) i to głównie dzięki panu Jackowi, no ja też mam mały wkład bo ćwiczymy w domu :)
1 listopada minął bardzo sympatycznie. Byliśmy z Martusią na grobach u dziadków...
13 listopada dziadek Stasiu miał imieniny :) oczywiście nas nie mogło tam zabraknąć :)
tego dnia dostałam też sms-a, że nasza koleżanka Kamila urodziła o 6.35 synka Dominika.
Od 8 listopada walczymy z pleśniawkami
i nie możemy się ich pozbyć. Smarujemy Nystatyną i gencjaną na wodzie i nic :( wprawdzie z języczka zeszły ale z policzków nie chcą :( na szczęście nie ma problemów z jedzenie, śpi dobrze :) no właśnie muszę się pochwalić : MARTUSIA TAK OD POŁOWY LISTOPADA ZASYPIA KOŁO 20stej !!! HURA!!! Zdarzyło się parę razy, że był z tym problem, ale generalnie jest super!!! Mamy wieczory spokojne - tylko siedzimy prawie po ciemku i w ciszy ale to nic :)
W listopadzie zaczęliśmy też remont dużego pokoju. Oj żeby jak najszybciej to skończyć :) A tak minął listopad na zdjęciach:
jedno z nielicznych zdjęć z mamą, bo to prawie zawsze mama robi zdjęcia :/
to jedno z moich ulubionych zdjęć:
Jakie są efekty rehabilitacji: kręcz prawie już ustąpił, asymetria też, tylko jeszcze te napięcie mięśniowe jest słabe, ale damy radę :) i to głównie dzięki panu Jackowi, no ja też mam mały wkład bo ćwiczymy w domu :)
1 listopada minął bardzo sympatycznie. Byliśmy z Martusią na grobach u dziadków...
13 listopada dziadek Stasiu miał imieniny :) oczywiście nas nie mogło tam zabraknąć :)
tego dnia dostałam też sms-a, że nasza koleżanka Kamila urodziła o 6.35 synka Dominika.
Od 8 listopada walczymy z pleśniawkami
i nie możemy się ich pozbyć. Smarujemy Nystatyną i gencjaną na wodzie i nic :( wprawdzie z języczka zeszły ale z policzków nie chcą :( na szczęście nie ma problemów z jedzenie, śpi dobrze :) no właśnie muszę się pochwalić : MARTUSIA TAK OD POŁOWY LISTOPADA ZASYPIA KOŁO 20stej !!! HURA!!! Zdarzyło się parę razy, że był z tym problem, ale generalnie jest super!!! Mamy wieczory spokojne - tylko siedzimy prawie po ciemku i w ciszy ale to nic :)
W listopadzie zaczęliśmy też remont dużego pokoju. Oj żeby jak najszybciej to skończyć :) A tak minął listopad na zdjęciach:
jedno z nielicznych zdjęć z mamą, bo to prawie zawsze mama robi zdjęcia :/
to jedno z moich ulubionych zdjęć:
PAŹDZIERNIK
Zapomniałam we wrześniu napisać, że również chodzimy do neurologopedy. Na początku zastanawiałam się co mają dać takie wizyty, ale naprawdę są bardzo fajne i można wielu ciekawych rzeczy się dowiedzieć :) jedną z ważniejszych rzeczy jest to, że Pani Ilonka bardzo popiera karmienie piersią, które jest najlepsze dla niemowląt i ma ogromny wpływ na rozwój mowy, aby nie było wad wymowy i zgryzu. Czasami karmię małą butelką i poleciła butelkę Calma firmy Medela. Są to specjalne butelki wspomagające karmienie piersią, kiedy mama nie może nakarmić piersią lub jak w naszym przypadku kiedy małą ma "humory" i czasami cycek ją parzy. Jak dziecko je z takiej butelki to ma podobną trudność jak przy piersi. Mi się jednak wydaje że z piersi może być nawet łatwiej, bo próbowałam pić z tej butelki i faktycznie trzeba się nieźle napracować aby się napić.
Na tych wizytach również uczymy się technik masażu Shantala (korzyści z tego masażu znajdziecie tutaj: www.shantala.pl/baby, oraz wielu innych przydatnych czynności.
Oczywiście nadal najważniejsza jest rehabilitacja!!! Średnio jesteśmy raz w tygodniu u pana Jacka.
Generalnie mamy się dobrze, Tusiaczek rośnie jak na drożdżach, w ciągu dnia jest przeważnie aniołkiem, gorzej bywa wieczorami.
A tu kilka zdjęć z dnia codziennego:
jak tata nie jest w weekend w szkole to rano lubią sobie razem poleżeć :)
a czasami jak nie pościelimy łóżka to mała ma je całe dla siebie :)
a, że pogoda jest cały czas piękna to spacerujemy, tu w parku z Nelką - ciocia Sabina nas fotografowała :)
Jednak najważniejszym wydarzeniem w tym miesiącu były CHRZCINY MARTUSI W DNIU 9.10.2011r. o godzinie 13stej w Parafii NMP Matki Kościoła w Tczewie
Martusia ma najlepszych chrzestnych - moją siostrę Sabinę i jej męża Waldka :)
Całą msza przebiegła bardzo uroczyście i przepięknie. Oczywiście lekki stres był bo to była pierwsza ważna uroczystość naszej córeczki.
Od tego dnia nasza córeczka została Dzieckiem Bożym!!!
A oto krótka fotorelacja z tej uroczystości:
Poza tym 28 października Martusia miała drugie szczepienie. Niestety zniosła je trochę gorzej. Dobrych kilka dni była bardzo marudna, jeszcze większe problemy ze spaniem, ale do tego jesteśmy już przyzwyczajeni...
fotoski z miesiąca października:
Na tych wizytach również uczymy się technik masażu Shantala (korzyści z tego masażu znajdziecie tutaj: www.shantala.pl/baby, oraz wielu innych przydatnych czynności.
Oczywiście nadal najważniejsza jest rehabilitacja!!! Średnio jesteśmy raz w tygodniu u pana Jacka.
Generalnie mamy się dobrze, Tusiaczek rośnie jak na drożdżach, w ciągu dnia jest przeważnie aniołkiem, gorzej bywa wieczorami.
A tu kilka zdjęć z dnia codziennego:
jak tata nie jest w weekend w szkole to rano lubią sobie razem poleżeć :)
a czasami jak nie pościelimy łóżka to mała ma je całe dla siebie :)
a, że pogoda jest cały czas piękna to spacerujemy, tu w parku z Nelką - ciocia Sabina nas fotografowała :)
Jednak najważniejszym wydarzeniem w tym miesiącu były CHRZCINY MARTUSI W DNIU 9.10.2011r. o godzinie 13stej w Parafii NMP Matki Kościoła w Tczewie
Martusia ma najlepszych chrzestnych - moją siostrę Sabinę i jej męża Waldka :)
Całą msza przebiegła bardzo uroczyście i przepięknie. Oczywiście lekki stres był bo to była pierwsza ważna uroczystość naszej córeczki.
Od tego dnia nasza córeczka została Dzieckiem Bożym!!!
A oto krótka fotorelacja z tej uroczystości:
Poza tym 28 października Martusia miała drugie szczepienie. Niestety zniosła je trochę gorzej. Dobrych kilka dni była bardzo marudna, jeszcze większe problemy ze spaniem, ale do tego jesteśmy już przyzwyczajeni...
fotoski z miesiąca października:
czwartek, 1 grudnia 2011
WRZESIEŃ
i zaczął się wrzesień. Czas pomyśleć było o chrzcinach i niestety pojawił się mały kłopot bo siostra Mirka powiedziała że nie da rady przylecieć z Anglii a miała być mamą chrzestną. Dla mnie chrzest jest bardzo ważny więc powiedziałam że nie chcę tyle czekać że chrzest będzie w październiku.
We wrześniu niestety byłyśmy też w szpitalu. Trafiłyśmy tam, ponieważ mała pewnej nocy prawie nic nie spała i była jakaś inna. Pani doktor skierowała nas do szpitala. Na szczęście byłyśmy tylko 4 dni i w diagnozie wyszło że ma niedokrwistość. Niestety w szpitalu nie obeszło się bez kłuć i wenflonika :(
Po wyjściu dalej musiała brać różne witaminy aby się wzmocnić, najgorsze było żelażo, ale ta to po nim miała zieloną śmierdzącą kupę fuj :P. A całą zimę mamy brać Cebion multi po 3 kropelki i śmiesznie się po nim kwasi bo to głównie wit c.
Również we wrześniu Martusia miała pierwsze szczepienie - było 15 wrzenia, ciut opóźnione, bo byłyśmy wcześniej w szpitalu. Wybrałam szczepionkę 6w1, bo już w swoim króciutkim życiu tyle się wycierpiała, tyle igieł ... więc więcej już nie chcę aby tak ją bolało i tak płakała. Samo szczepienie przebiegło ok, po nim też w miarę dobrze, była parę dni marudna, ale to nic.
Niestety dalej jest nocnym stworkiem:) ma to po tatusiu :P spać chodzimy tak po 23ciej. czy usypiamy na siłę czy nie robimy nic wcześniej i tak nie zaśnie nasza małą terrorystka :)
Pogoda jest bardzo ładna, chodzimy sobie na spacerki, oczywiście też na rehabilitację - oj postępy są już baaardzo widoczne, jest coraz lepiej :)
We wrześniu niestety byłyśmy też w szpitalu. Trafiłyśmy tam, ponieważ mała pewnej nocy prawie nic nie spała i była jakaś inna. Pani doktor skierowała nas do szpitala. Na szczęście byłyśmy tylko 4 dni i w diagnozie wyszło że ma niedokrwistość. Niestety w szpitalu nie obeszło się bez kłuć i wenflonika :(
Po wyjściu dalej musiała brać różne witaminy aby się wzmocnić, najgorsze było żelażo, ale ta to po nim miała zieloną śmierdzącą kupę fuj :P. A całą zimę mamy brać Cebion multi po 3 kropelki i śmiesznie się po nim kwasi bo to głównie wit c.
Również we wrześniu Martusia miała pierwsze szczepienie - było 15 wrzenia, ciut opóźnione, bo byłyśmy wcześniej w szpitalu. Wybrałam szczepionkę 6w1, bo już w swoim króciutkim życiu tyle się wycierpiała, tyle igieł ... więc więcej już nie chcę aby tak ją bolało i tak płakała. Samo szczepienie przebiegło ok, po nim też w miarę dobrze, była parę dni marudna, ale to nic.
Niestety dalej jest nocnym stworkiem:) ma to po tatusiu :P spać chodzimy tak po 23ciej. czy usypiamy na siłę czy nie robimy nic wcześniej i tak nie zaśnie nasza małą terrorystka :)
Pogoda jest bardzo ładna, chodzimy sobie na spacerki, oczywiście też na rehabilitację - oj postępy są już baaardzo widoczne, jest coraz lepiej :)
SIERPIEŃ
każdy dzień jest cudowny a każda chwila ulotna.... oj rośnie nasz skarbek rośnie...
czasami bywało lepiej czasami gorzej.
Niestety nie ominęły nas kolki :( oj się malutka napłakała... sąsiedzi pewnie mieli nas dość, a i nam czasami już brakowało sił i cierpliwości. W ciągu dnia nasza kruszynka dużo odsypiała, a najlepiej lubiła to robić w leżaczku:
W sierpniu byłyśmy też na wizycie patronażowej u pediatry. Wizyta przebiegła dobrze, ale pielęgniarka zauważyła, że Tusia mocno krzywi się na lewą stronę, tzn głowę cały czas ma tę stronę jakby nie mogła jej wyprostować. Dostałyśmy skierowanie do Ośrodka Wczesnej Interwencji (przy dawnym szpitalu kolejowym) w Tczewie. Udaliśmy się tam, wzięli nr telefonu i powiedzieli że zadzwonią kiedy będzie termin wizyty. Znając służbę zdrowia myślałam że będziemy bardzo długo czekać ale ku mojemu zaskoczeniu czekałyśmy tylko dobry tydzień :) Pani doktor zbadała malutką (nawet podnosiła za nóżki do góry nogami) i okazało się, że Martusia ma kręcz, asymetrię i słabe napięcie mięśniowe i że potrzebna jest rehabilitacja. Znowu zaczął mnie łapać dół - dlaczego nas to spotyka? Najpierw poronienia, potem trudny początek ciąży, długi pobyt w szpitalu i teraz to - dlaczego MY??? No ale trzeba było się wziąść w garść i walczyć o zdrowie i przyszłość małej. Bo teraz wszystko robimy dla niej, ona jest najważniejsza.
Dostałam telefon do rehabilitanta - Pan Jacek Rozumek - i tak od końca sierpnia chodzimy na rehabilitację.
Uwierzcie - postępy są ogromne!!!!
i tak minęło lato.... oj jak ten czas szybko biegnie :(
czasami bywało lepiej czasami gorzej.
Niestety nie ominęły nas kolki :( oj się malutka napłakała... sąsiedzi pewnie mieli nas dość, a i nam czasami już brakowało sił i cierpliwości. W ciągu dnia nasza kruszynka dużo odsypiała, a najlepiej lubiła to robić w leżaczku:
W sierpniu byłyśmy też na wizycie patronażowej u pediatry. Wizyta przebiegła dobrze, ale pielęgniarka zauważyła, że Tusia mocno krzywi się na lewą stronę, tzn głowę cały czas ma tę stronę jakby nie mogła jej wyprostować. Dostałyśmy skierowanie do Ośrodka Wczesnej Interwencji (przy dawnym szpitalu kolejowym) w Tczewie. Udaliśmy się tam, wzięli nr telefonu i powiedzieli że zadzwonią kiedy będzie termin wizyty. Znając służbę zdrowia myślałam że będziemy bardzo długo czekać ale ku mojemu zaskoczeniu czekałyśmy tylko dobry tydzień :) Pani doktor zbadała malutką (nawet podnosiła za nóżki do góry nogami) i okazało się, że Martusia ma kręcz, asymetrię i słabe napięcie mięśniowe i że potrzebna jest rehabilitacja. Znowu zaczął mnie łapać dół - dlaczego nas to spotyka? Najpierw poronienia, potem trudny początek ciąży, długi pobyt w szpitalu i teraz to - dlaczego MY??? No ale trzeba było się wziąść w garść i walczyć o zdrowie i przyszłość małej. Bo teraz wszystko robimy dla niej, ona jest najważniejsza.
Dostałam telefon do rehabilitanta - Pan Jacek Rozumek - i tak od końca sierpnia chodzimy na rehabilitację.
Uwierzcie - postępy są ogromne!!!!
i tak minęło lato.... oj jak ten czas szybko biegnie :(
NARESZCIE W DOMU !!!!
no i po wielu dniach pobytu w szpitalu Tusia zamieszkała w swoim domku. Oczywiście wszystko już dawno było przygotowane na jej przybycie. Oj jaka byłam szczęśliwa w tym dniu!!! Nareszcie życie mogło zacząć biec normalnie.
A tak to wygląda na zdjęciach:
Pierwsze kąpanie w domku zrobiła ciocia Sabinka
tu przyszli do mnie w odwiedziny kuzynka Kornelka i kuzynek Konradek
pogoda czasami dopisywała i odwiedzaliśmy dziadków
i na świeżym powietrzu dobrze się spało
była też wycieczka na zamek w Gniewie, tylko niestety pogoda nam nie dopisała
a na tym zdjęciu mam już dokładnie 1 miesiąc
w następnym poście krótka fotorelacja z naszych zwykłych dni :)
A tak to wygląda na zdjęciach:
Pierwsze kąpanie w domku zrobiła ciocia Sabinka
tu przyszli do mnie w odwiedziny kuzynka Kornelka i kuzynek Konradek
pogoda czasami dopisywała i odwiedzaliśmy dziadków
i na świeżym powietrzu dobrze się spało
była też wycieczka na zamek w Gniewie, tylko niestety pogoda nam nie dopisała
a na tym zdjęciu mam już dokładnie 1 miesiąc
w następnym poście krótka fotorelacja z naszych zwykłych dni :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




