czwartek, 24 stycznia 2013

bal karnawałowy 2013

Dziś w żłobku odbył się bal karnawałowy :)
Na szczęście po Tusi gorączce nie ma śladu, postanowiłam, że ją dziś zaprowadzę do żłobka na bal.
Byłyśmy o 10 a tam zabawa trwała już w najlepsze, a nawet prawie dobiegała już końca, bo o 11 miała być zupka i potem drzemka. Niestety Marta nie załapała się na zdjęcie grupowe, które było zrobione zanim Tusia przyszła. Poza tym podobno bawiła się przednio, były tańce i tańce i różne zabawy. No i balony i serpentyny i inne wystroje i stroje karnawałowe :)

A tak to wyglądało (twarze innych dzieci zamazałam, bo nie chciałabym zostać posądzona o wykorzystywanie bez zgody rodziców):

A tak wygląda zdjęcie grupowe, na którym nie ma niestety Tusi:

środa, 23 stycznia 2013

nowe zabawy Martusi :)

Marta jak każde dziecko ma fazy na jakieś zabawki lub zabawy.
Teraz na fali jest u nas:
1) tablica znikopis (dostałą na początku grudnia i ciągle uwielbia "rysować" i kazać każdemu też to robić :P)
2) ubieranie kapci taty, a czasami mamy  i próby chodzenia w nich :P

3) "wychodzi" na spacer ze swoim pieskiem :)

4) pierwsze próby malowania farbkami - Marcie się podobało. Mniej mamie, bo upilnowanie, aby
   nie jadła farbek było męczące. Stwierdziłam, że jednak jest za wcześnie na to. Poczekam z tym do    lata, bo będzie mogła malować na dworze :)

4) zabawa w namiot (2 krzesła i koce) i to jest fun!!! Wczoraj mimo choroby biegała tak ponad pół godziny. Ile miała radości :)



Jest jeszcze wiele innych zabaw, ale w tej chwili nie przychodzą mi do głowy.

Poza tym po gorączce nie ma śladu. Już na następny dzień brykała i wygłupiała się :)  Ma lekki mokry kaszel i katarek. Może dobrze, że się wtedy tak w nocy wypociła? Ciekawe.
Jutro daję ją do żłobka bo mają bal karnawałowy :) Nie mam  specjalnego stroju, szkoda mi było kasy na raz. Ubiorę jej taką fajną falbianiastą spódniczkę (dokładnie jak ta TU), różowa bluzeczka, a w żłobku mają dla niej skrzydełka :) Na główkę nic nie założę, bo nie lubi.  Myślę, że będzie wyglądała uroczo.


wtorek, 22 stycznia 2013

no i dopadło...

A kogo?- a Tusię.
A co? - a katar, kaszel i wysoka gorączka w nocy :( To ostatnie nie pozwoliło nam spać w nocy. No moja dziewczynka troszkę pospała przytulając się do mnie. Poszłam spać do nie do pokoju, bo M. wstaje o 4.50 do pracy więc nie sobie chłop pośpi.
Najgorzej, że nie mogłam zmierzyć jej temperatury naszym bezdotykowym termometrem. Nie no mierzyłam kilkadziesiąt razy, ale pokazywał nie więcej niż 37,4, a ja wiedziałam, że ma grubo ponad 38, bo była gorąca jak piec! W końcu wzięłam elektroniczny pod paszkę - łatwo nie było, bo nie chciała sobie tak zmierzyć, ale na szczęście ten termometr mierzy temperaturę w niecałą minutkę, więc przytrzymałam siłą i pokazało się, że miała 38,5.
Nie zbijałam jej gorączki żadnymi czopkami i syropkami, bo jak nie przekracza 39 stopni, to nie trzeba. Dzięki gorączce organizm walczy z chorobą. Jedynie co robiłam to przebierałam ją w suche pajace, robiłam chłodne okłady na kark i wątrobę oraz dawałam dużo pić. Dzięki Bogu Martusia nie odmawiała picia i chętnie piła.

Dziś rano była już tylko lekko ciepła. Niestety katarek i kaszel mokry jest :(Na razie daję jest to co mam w domu. Jak nie minie w ciągu 2-3 dni lub się pogorszy czeka nas niestety wizyta u lekarz.
Rano z chęcią kaszkę wypiła, potem śniadanko też zjadła i się bawiłyśmy.
Jak ją kładłam o 12stej na drzemkę to nic nie protestowała. Wypiła mleczko i szybko zasnęła - musi odespać to co w nocy nie spała...

Co do termometru to jakaś masakra. Muszę chyba kupić jakiś porządny i żeby dobrze mierzył temperaturę i szybko. W przychodni lekarz ma taki bezdotykowy i dobrze mierzy - będę musiała zapytać się o model i firmę.
Taki pod pachę to jeszcze nie ta pora. Źle się mierzy trzymając dziecko na siłę :(

A może Wy macie jakieś sprawdzone i dobrze działające termometry? Nie ukrywam, że cena też gra rolę, bo nie chcę wydać fortuny na termometr. Oby cena była w miarę przystępna.
Zaraz sama zacznę buszować i szukać czegoś sensownego.
Jednak najpierw idę zrobić obiadek, bo Tusi nie jest w żłobku, więc musi być gotowy szybciej niż zwykle :) Dziś szef kuchni poleca biały gulasz z kaszą kuskus :)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Babciu, Dziadziu

Kochani Dziadkowie :)

Mimo iż Martusia jeszcze nie potrafi powiedzieć sama, że Was bardzo mocno kocha, to wiedzcie, że tak jest.  Wyraża to w gestach, spojrzeniu. Jesteście dla niej naprawdę ważni i proszę, abyście dbali o siebie i swoje zdrowie, aby Marta mogła Wam sama mówić KOCHAM WAS co roku... przez długie lata!!!

Duże buziaki dla każdego z Was: 
Babciu Basiu
Babciu Marysiu
Dziadziu Romku
Dziadziu Stasiu

Oczywiście też ogromne całusy dla dwóch prababć:
Prababciu Elu
Prababciu Danusiu


sobota, 19 stycznia 2013

my

Uwielbiam pstrykać zdjęcia Tusi. Każda chwila jest wyjątkowa i niepowtarzalna.
Kiedyś zdjęcia robiło się na jakieś szczególne okazje lub pstryknęło się jedno czy dwa, bo klisza była doga, wywołanie też...A teraz można pstrykać ile się chce. Oczywiście nic nie zastąpi zdjęć papierowych, w albumie, opisanych i posegregowanych.... tak najbardziej jednak lubię oglądać zdjęcia :) Niestety mam trochę zaległości w wywołaniu hmmm ostatnio mam z roczku Tusi? chyba tak. Znowu muszę przysiąść powybierać i wywołać. Najgorsze jest jednak wybieranie z tak wielu ujęć... Jak wybieram to staram się zdecydować na max. 10 zdjęć na miesiąc, ale czasami to ciężki wybór.

A to nasze styczniowe: rodzinne, z uśmiechem, z miłością, z zabawą, z jedzeniem....


czwartek, 17 stycznia 2013

kolejna nowa umiejętność :/

Tym razem nie ma się czym chwalić, bo to czego się nauczyła Martusia nie jest godne pochwały ani naśladowania.
Otóż Tusia nauczyła się dłubać w nosku :(
Od kilku dni zdarza się, że przyłapię ją jak wkłada paluszek do noska i wyciąga paluszek. Raz nawet udało się się "kozę" wyciągnąć ...
Teraz tylko zastanawiam się czy jej zwracać uwagę, a jej reakcja to śmiech :/
Czy lepiej lekceważyć...
Na razie zaczęłam sobie czytać o dłubaniu w nosach przez dzieci i co do tej pory wyczytałam to, że dzieci dłubią z kilku powodów: nuda, stres, ma pop prostu zapchany nosek, podpatrzyło inne dzieci/dorosłych. I tak sobie myślę, że u Tusi to niestety przez podpatrzenie.........tatusia!!! Niestety tatusiowy dosyć często zdarza się to robić (na nic moje upomnienia, prośby i groźby) a córeczka widzi i naśladuje!!!!
I co ja mam z takim dużym dzieckiem zrobić - jak mu przemówić do rozumu, żeby tego nie robił, a jak już tak koniecznie musi (tak, tak!! twierdzi, że musi), to niech idzie do łazienki, ale nie przy dziecku.
Dziś również pytałam się w żłobku, czy inne dzieci też dłubią w nockach i jak się okazuje, że tak.
Więc pewnie ta nowa umiejętność to również zasługa kolegów czy koleżanek Martusi.

W tych mądrych artykułach piszą, że z tego się wyrasta, ale jak patrzę na M. to jakoś chyba nie do końca jest to prawda :)

Na razie obserwuję, czy częstotliwość dłubania się zmieni, czy może sama jakoś z tego zrezygnuje. Oczywiście wolałabym to drugie :):)

wtorek, 15 stycznia 2013

Mam już półtora roczku!

Moja mała kruszynka dziś o 17.05 skończyła półtora roku :)
Przecież dopiero co ją urodziłam.... a teraz biega, szaleje, broi, ale też przytuli, da buziaka :)
 
15.07.2011r; 56cm i 3350gram szczęścia :)
15.01.2013r; 81cm i 11,5 kg szczęścia :)


Gdy przyszłaś na ten świat
moje życie całkiem rozjaśniało...
Jesteś moim światełkiem-
tak przecież być musiało!
Dziękuję Ci że jesteś,
że śmiejesz się i płaczesz,
że czasem tak na mnie patrzysz...
tak jakoś pięknie, inaczej.
Dziękuję Ci, że czasem
jestem przy Tobie zmęczona.
Dziękuję,dziękuję,dziękuję,
że mogę Cię trzymać w ramionach!

niedziela, 13 stycznia 2013

niedzielnie...

Wczoraj byliśmy u dziadków w Pszczółkach, gdzie spędziliśmy miłe popołudnie, a dziś po obiadku pojechaliśmy do drugich dziadków.
Najpierw po śniadanku wybraliśmy się we trójkę do sklepu po małe zakupy. Tusia jechała sankami, bo w końcu trzeba wykorzystać, że mamy zimę :) I dzięki temu na drzemkę poszła bez najmniejszego problemu :)

Po drzemce było najpierw przytulanie się do kotka i o dziwo jakoś nie uciekał i nie protestował, że malutka tak blisko. Muszę przyznać, że Marta robi się coraz delikatniejsza w "głaskaniu" kotka.






A u dziadków wielka fascynacja kuchenką do gotowania: gotowała dla taty kisiel i herbatkę :P, woziła w wózku myszkę, a potem sama chciała aby ją wozić, no i z babcią bawiła się w akuku.



 








 I po tylu zabawach, bieganiach, wygłupach powinna być padnięta. O 20stej położyłam ją spać a jest prawie 22ga a Ona jeszcze nie śpi. Leży w łóżeczku (albo i nie, bo jest sama w swoim pokoju) i gada z króliczkiem , krówką ...Nie płacze... Ona jest tak nauczona. Mamy swój wieczorny rytuał.
Przebieram ją w piżamkę, idziemy do kuchni zrobić kaszkę, jak ja już mieszam butlę to Ona idzie to tatusia dać buziaczka, robi papa rączka i prawie biegnie do pokoju i próbuje wejść do łóżeczka. Ja podchodzę, trzymam butlę w zębach, wkładam ją do łóżeczka i prawie, że wyrywa mi butelkę :) Ja ją przykrywam, całuję w czółko, mówię, że bardzo kocham i życzę kolorowych snów i że się zobaczymy rano :) i wychodzę... I generalnie zasypia dość szybko... tylko czasami zdarzają się dni, że to dość długo trwa, lub gdy jest chora, czy ząbkuje, czy coś jej dolega... a tak to wypija kaszkę i zasypia. Po koło 30 minutach wchodzę do pokoju, zabieram butelkę, którą odkłada na kołderkę i przykrywam jeśli się odkryła i to koniec. Wchodzę znowu do pokoju rano z kaszą :)

Tak to u nas jest :) I uważam, że nawet mamy dobrze z całym procesem zasypiania, bo nie muszę jej nosić, kołysać.
Wieczór mamy wolny, można wypić herbatkę, pooglądać seriale i iść spać :)



sobota, 12 stycznia 2013

zimowo

No i mamy w końcu prawdziwą zimę!!! Jest bialutko, śniegu całe mnóstwo, do tego tylko leciutki mrozek. Jest po prostu pięknie !!!
Może trochę chodniki są za mało odśnieżone, a najmniej przejścia z chodnika na ulicę, bo są aż zaspy... dobrze, że Tusia już jeździ na sankach, bo przeprawa wózkiem to byłby jakiś koszmar. Widzę jak mamy z wózkami próbują się przedostać z chodnika na chodnik - trzeba być niezłym atletą aby dać sobie z tym radę :)
Dziś znowu od rana prószy leciutko śnieg, mrozek leciutki i wiaterek też więc jeszcze przed drzemką ubrałyśmy się z Tusią cieplutki i wybrałyśmy się na godzinny spacerek - tzn Tusia w saneczkach a mama jako wół pociągowy :P
Mi się przyda trochę ruchu - parę kalorii mniej :)!!!
A jakie miłe zmęczenie jak wróciłyśmy... a jakie rumieńce obydwie miałyśmy :)
No i dzięki takiemu spacerkowi Tusia po wypiciu cieplutkiego mleczka zasnęła w trymiga, a my z Mirkiem delektujemy się pyszną kawką ....


piątek, 11 stycznia 2013

hej kolęda, kolęda...

Dziś mieliśmy kolędę. Zaczynali chodzić o 16stej a u nas ksiądz był o 19stej.
Tusia była bardzo grzeczna. Nie bała się księdza, pocałowała krzyżyk, wzięła obrazek.
Zastanawiałam się jak będzie się zachowywała, ale jak to często z nią bywa była "na pokaz grzeczna". Tylko przed przyjściem księdza i po jego wyjściu nic z tej grzeczności nie zostało :P




czwartek, 10 stycznia 2013

pyyyszna zupka!!!

Babcia  zrobiła zupkę i dała nam trochę do domku.
Martusi zupka tak smakowała, że pierwszy raz aż wylizywała miseczkę i oddać jej nie chciała!!!
Zupka to brukwiowa i już wiem, że będę tę zupę gotowała, ale czy moja też taka dobra będzie? pewnie nie, ale się przekonamy.
Z Martusią mamy o tyle dobrze, że je praktycznie wszystko i to w takich ilościach, że musimy czasami przed nią chować jedzenie!! Ona wsuwa jak odkurzacz....
Na szczęście waga tego nie pokazuje, bo waży 11kg a wzrost ma około 80cm.
Przykład posiłków w ciągu dnia:
1) 8 rano po obudzeniu w łóżeczku 180 ml kaszki
2) koło 9 kawałek chlebka z szyneczką
3) 11.30 zupka w żłobku
4) 14.00 drugie danie w żłobku, często z dokładką
5) 16.00 danonek duży to już w domu
6) 17.00 obiad z nami - mała porcyjka ale zawsze z nami je obiad...
7) 18.00 jabłuszko czy inna przekąska
8) 20.00 kaszka przed snem 150ml

Oczywiście Martusia potrafiłaby dużo więcej, ale musimy to jakoś kontrolować. Jedni mają problem, że ich szkraby nie chcą jeść, że trzeba namawiać, a my musimy czasami chować przed nią jedzenie... ale wolę tak, bo schowam, zajmę ją zabawą, książeczkami i zapomina o jedzeniu. Nie wyobrażam sobie namawiać jej do jedzenia, prosić, kombinować, ganiać z jedzeniem...
Tak jest dobrze i niech tak zostanie.

A tak wylizywała miseczkę po pysznej zupce babci Marysi...


środa, 9 stycznia 2013

wieczorne saneczkowanie

Wczoraj przed 18stą przyszłą moja sister i wyciągnęła nas na sanki. Tak tak spało u nas spor śniegu i mimo, że w ciągu dnia cały czas padał i do tego był mocny wiatr to pod wieczór zrobiło się tak cudownie zimowo, że niewiele myśląc dałam się namówić na wyjście na dwór. Szybko cieplutko ubrałam Tusię i wyszłyśmy sobie na niecałą godzinę na sanki :) Szwagier ciągnął Konradka na sankach a ja Tusię :) Tak sobie spacerowaliśmy, ja rozmawiałam z siostrą, dzieci zadowolone i szczęśliwe. Do tego przepiękna pogoda, leciutki mrozek i bielusieńko!
Teraz mam siostrę, że tak powiem pod ręką, bo mieszka bardzo bliziutko nas :) tylko 2 bloki dalej :)
Dzięki temu może tak po prostu wyjść razem na spacer....
O 18.45 poszłyśmy po Kornelkę (na osiedlu chodzi na lekcje języka angielskiego) i już o 19stej byłyśmy z Tusią w domciu.
Tylko nie przewidziałam, ze tak jej się spodoba jeżdżenie na sankach bo do domu zanosiłam ją wyjącą!! Za nic nie chciała wracać :(
A jak ładnie miała zaróżowione polisie...
Potem kompanko, które było wyjątkowo krótkie, bo marudziła... co się okazało to ze zmęczenia, bo jak położyłam ją z kaszką do łóżeczka to w trymiga zasnęła.
Jednak takie spacerki przed snem są zbawienne:)

niedziela, 6 stycznia 2013

moje miasto... i suprise!!!

Dziś chciałabym Was zaprosić do mojego miasta Tczewa - tu się urodziłam, wychowałam i tu mieszkam!

Każde miasto ma swoją historię. W 2010 roku Tczew obchodził 750lecie. Wtedy z tej okazji wydano dla dzieci piękną książeczkę "Skrzat Samborek z Tczewa".
 Jest to sympatyczna bogato ilustrowana bajka o Skrzacie Samborku z Tczewa, Gryfie i Psiaku Kociewiaku
Książeczka Jarosława Sieka jest formatu A4 posiada duże (na całą stronę) ilustracje których autorem jest Agnieszka Hacia.
Duża Czcionka umożliwia samodzielne czytanie przez dzieci. 



A teraz najważniejsze!!!

Mam dla Was do rozdania 2 egzemplarze tej super książeczki, czyli wygrywają dwie osoby!!!
Rozdawajka trwa do 31 stycznia :)
Zasady są bardzo proste:
1) zostaw komentarz pod tym postem, że chcesz wziąć udział w rozdawajce oraz namiary do siebie
2) podlinkuj banerek u siebie na blogu, jak nie masz bloga to na FB 



No i to wszystko.

Proste? Pewnie :)

Losowanie odbędzie się w ciągu 3 dni od zakończenia.

serdecznie zapraszamy
Tusia i jej mamusia





piątek, 4 stycznia 2013

jaaaa!!!

Lub ooooo!!! uuu!!! i inne dźwięki wydaje Martusia,gdy puszcza się jej bańki.
Bardzo lubi łapać bańki, a jeszcze bardziej próbować je jeść :P jakoś mnie już nie dziwią jej dziwne smaki i upodobania  ;)
No i nauczyła się nawet tak mocno dmuchać, że udaje jej się puścić parę baniek :)
Ostatnio to nawet bańki były puszczane na dwa fronty: babcia i Mirek. A jaka była zabawa....
Uwielbiam kiedy Tusia jest szczęśliwa, uśmiechnięta, jak się rozwija, jak interesuje ją wiele rzeczy, jej ciągłe pytania "co to?". To niesamowite móc patrzeć na małego człowieczka, który umie coraz więcej i to na moich oczach!
A takie bańki to tylko drobiazg, ale jak ważny. I ciągle mi mało....


 

środa, 2 stycznia 2013

Rysuję

Jeszcze przed świętami kupiłam Tusi taką tablicę znikopis. Miałam jej to dać pod choinkę, ale dostała wcześniej - przecież i tak jest za mała żeby wiedzieć o  co kaman :)
Muszę przyznać, że lubi na niej "rysować" a jeszcze bardziej zmazywać :P
Ruchy robią się już coraz bardziej dokładne, bo na początku to jej słabiutko szło. Oczywiście najlepiej się rysuje z mamą lub tatą :)


wtorek, 1 stycznia 2013

17h rozłąki

Tyle czasu spędziliśmy bez naszej Tusi, bo mieliśmy wychodne na Sylwestra a Tusia została na noc u dziadków. To moje pierwsze zostawienie Małej na noc u kogoś. Odkąd się urodziła zawsze byłam obok gdy spała... Opiekę miała cudowną. Dziadki mówią, że była bardzo grzeczna, nie płakała, ładnie zasnęła i przespała całą noc!!! Nawet petardy ją nie obudziły :) Zuch dziewczynka!!!

Nie byliśmy na żadnym balu, ale salę balową mieliśmy :) naprawdę. Bo tę wyjątkową noc spędziliśmy u mojej siostry. Byli też ich znajomi no i Nelka i Kondzio :) Oboje dali radę do północy!
Dlaczego nie wzięliśmy Tusi ze sobą - bo było głośna muzyka i bałabym się, że by źle spała... no i nie ukrywam, że pewnie i ja bym się gorzej bawiła. A tak wypiłam 5 czy 6 drinków :)nie powiem, że nie dzwoniłam do mamy i nie myślałam o niej, ale i tak myślę, że dzielnie i ja zniosłam tę naszą pierwszą całonocną rozłąkę :) Jestem z siebie dumna!

Jak pojechaliśmy o 12stej po córeczkę to aż się do nas przytuliła. Jak ja się za nią stęskniłam!!!! A rano po obudzeniu jak bardzo mi brakowało jest "gadania" i śmiechu.

Postanowień noworocznych nie robię żadnych, bo prawie nigdy się nie udają. Może tak później bez tego całego "przymusu" coś sobie obiecam, ale do tego muszę dojrzeć psychicznie, choć wczorajszy wieczór, a właściwie noc, a dokładniej zakończenie mnie do tego skłoniły....



Do Siego 2013 Roku!!!

Niech Nowy Rok zabłyśnie dla Was tęczy kolorami
I rozsypie się nad głowami szczęście i uśmiechów moc
I niech zostanie na 12 miesięcy z Wami!
Do siego roku życzy Tusia i jej mamusia :)